Wiele słyszałem na temat pozycji Joanny Senyszyn w SLD i tym z kim układa się jej dobrze, z kim niekoniecznie. Wielokrotnie były to opinie całkowicie ze sobą sprzeczne. Jedna z nich mówiła o dość dobrych stosunkach europosłanki z obecnym przewodniczącym Sojuszu - Grzegorzem Napieralskim. Osobiście średnio chce mi się w to wierzyć. Zwyczajnie mi to nie pasuje.
Ciekawe na ile ewentualne kandydowanie Senyszyn na to stanowisko jest zaplanowane, a na ile psuje czyjeś szyki i jeśli tak, to na ile? Wydaje się, że zachwycony tym może nie być Leszek Miller, chociaż z drugiej strony może właśnie takiej przeciwniczki oczekuje? Tego nie wiemy i w moim dzisiejszym wpisie więcej pytań, niż wyjaśnień. To, że piszę pewnikiem o kandydaturze Leszka Millera dziwić nie powinno - dam sobie głowę uciąć, że on, albo ktoś z bliskich mu polityków, który mógłby robić za marionetkę rekomendowaną przez szefa klubu kandydować będzie.
Co do ewentualnej przyszłości SLD pod rządami Senyszyn byłbym raczej spokojny. Na pewno partia skręciłaby w lewo i stała się realną alternatywą dla antyklerykalnego elektoratu, który zagłosował na Palikota. Dodatkowo swoimi wypowiedziami pokazuje ona, że będzie dążyła raczej do otwartej formuły SLD, aniżeli hermetycznego środowiska. Świadczy o tym deklaracja konieczności wspólnych list SLD i Palikota do europarlamentu.
Jak to będzie i czy SLD jest elementem w jakiejś bardziej skomplikowanej układance - tego nie wiem. Na pewno jej szanse byłyby większe, gdyby głosowano w otwartej, francuskiej formule proponowanej przez Ryszarda Kalisza. Ja również jestem jej zwolennikiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)