Ostatnie dni spędziłem w dużej mierze na przeczesywaniu stolicy - nazwijmy to w sprawach wyborczych. Zjechałem chyba wszystkie ulice największego miasta w Polsce obserwując między innymi jak się mają plakaty wyborcze naszych zacnych kandydatów.
Obowiązek ich uprzątnięcia leży na poszczególnych komitetach wyborczych, które potem otrzymują kary za brak odpowiedzialności i olewczy stosunek swoich kandydatów do prawa wyborczego. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o brak porządku tutaj zdecydowanie przoduje PiS. Dykty dwóch kandydatów z ramienia tej partii - Michała Dworczyka i Przemysława Wiplera porozwieszane są w najlepsze chyba na terenie każdej dzielnicy Warszawy. Radny Dworczyk chyba zdruzgotany kolejnym wyborczym niepowodzeniem postanowił prawo zignorować, a jak przypuszczam poseł Wipler uznał, że jako poseł obowiązku sprzątania nie ma.
Cóż. Szkoda, że Ci którzy z reguły najczęściej używają terminologii związanej z porządkiem, przestrzeganiem prawa, koniecznością dostosowywania się do przepisów - nawet tych najbardziej restrykcyjnych mają je teraz w głębokim poważaniu. Oczywiście. Mają jeszcze czas do jutra i może na ulice wyruszą całe zastępy wolontariuszy, aby uprzatnąć ulice miasta z twarzy Dworczyka i Wiplera spoglądających na nas z słupów ogłoszeniowych i latarni. Tutaj pojawia się jednak wątpliwość szczególnie w przypadku pierwszego z Panów. Wisi on na ulicach stolicy w liczbach setek - w wielu przypadkach na terenach, o których chyba sam nie pamięta.
Szefowie nie będą chyba tym zachwyceni, gdy od ZGM otrzymają przelew za wykonaną robotę związaną ze sprzątaniem przestrzeni publicznej. Tym bardziej, że po prawej stronie sceny politycznej chyba ważniejsze tematy królują w chwili obecnej.
Oczywiście zaalarmowałem o tych plakatach z troski o przyszłość obydwu polityków, bo jak widać z partii można dziś wylecieć za różne rzeczy...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)