Jak pisałem w dniu wczorajszym cała Polska nie zdała wczoraj egzaminu. Gazeta Wyborcza pokazuje, że ma całkowicie swój świat i relacjonuje jakieś wydarzenia z innej planety. Z drugiej strony organizatorzy marszu (właśnie są na konferencji prasowej) opowiadają o lewackich bojówkach, zupełnie nie zauważając tysięcy ludzi hasających wokół nich w kominiarkach i szalikach. Jakoś nie słyszałem oficjalnego oburzenia tym faktem. Ba! Jedynie pochwałę wobec młodych ludzi, którzy poczuli pociąg do patriotyzmu. Czy do tej grupy włączyć tych młodych patriotów?
Razi mnie bardzo, że media, obserwatorzy i osoby odpowiedzialne za Marsz Niepodległości mówią z reguły, że zadymiarzy było tylu samo z lewej, jak i z prawej strony. Nikt nie zauważa, że wszyscy lewicowi zadymiarze z Niemiec zostali po prostu wzorowo spędzeni do Nowego Wspaniałego Świata, gdzie wyłapano ich co do jednego. Takiego wzorowego spędzenia nie dokonano wobec drugiej strony, stąd zaburzone proporcje w liczbie zatrzymanych.
Co do przyszłego roku... Za rok wielce prawdopodobne, że najzwyczajniej w świecie żadnego marszu nie będzie i nie zdziwią mnie władze Warszawy, jeśli poza oficjalnymi obchodami wyrażą zgodę tylko i wyłącznie na stacjonarne festyny. Po wczorajszych zadymach na terenie miasta byłoby to najrozsądniejsze.
Co zrobić jednak, aby za rok ewentualny Marsz Niepodległości był marszem wszystkich Polaków bez alternatywnych imprez? To bardzo proste. Niech za jego organizację wezmą się oficjalne władze, a do komitetów honorowych wejdą autorytety naszego kraju od lewa, do prawa. Dodatkowo obydwie strony odetną się od radykalnych organizacji i wszystko będzie wspaniale. Pójdziemy przez miasto w biało-czerwonym pochodzie nie w liczbie 50, a w liczbie 100 tysięcy złotych i nie będziemy zwalali winy jedni, na drugich, bo wszyscy będziemy odpowiadali zarówno za pozytywy, jak i negatywy płynące z takiego marszu.
Oczywiście poprzedni akapit to utopia niemożliwa do zrealizowania, a to dlatego, że zapanowała w obecnej Polsce pewna moda, polegająca na tym, że określone środowiska uzurpują sobie prawo do polskiej niepodległości. "My jesteśmy większymi Polakami niż Wy, i wara Wam od naszego święta." Tego typu tok rozumowania to skandal, bo silnej Polski, z której będziemy dumni nie będzie nigdy, jeśli nie dojdziemy do konsensusu w tak oczywistej sprawie jak 11 listopada.
O sprawy gejów, aborcji, eutanazji, podatki czy Święto Trzech Króli możemy kłócić się przez 364 dni w roku, ale nie w dniu, który powinien jednoczyć, a nie dzielić. Nie dajmy się omamić żadnym ekstremizmom, które mówią, że tego dnia porozumienie jest uniemożliwione przez prywatne opinie na tego typu sprawy.
Z drugiej jednak strony, skoro mamy w kraju grupy, dla których żadnym skrępowaniem nie jest wygwizdywanie niektórych składających hołd ofiarom na Cmentarzu Pąwązkowskim, trudno oczekiwać że osoby te będą gotowe zapomnieć o podziałach 11 listopada...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)