Wszystko już wiemy. Donald Tusk odsłonił karty i możemy liczyć na pierwsze komentarze związane z nominacjami. Widać, że w najważniejszych resortach takich jak MSZ, MF czy MON Tusk postawił na kontynuację. Największym zaskoczeniem komentowanym przez dziennikarzy od lewa do prawa z dozą niedowierzania jest nominacja Jarosława Gowina. Kompromituje ona Platformę Obywatelską pod dwoma kluczowymi względami. Mruganie okiem do lewej strony elektoratu okazało się najzwyklejszym chwytem marketingowym, którego kontynuacją jest resort zdrowia dla Bartosza Arłukowicza. Nawet to nie przykryje jednak plamy, jaką dał Donald Tusk kierując Gowina na ważne, prestiżowe stanowisko Ministra Sprawiedliwości.
Po raz pierwszy w historii Ministrem Sprawiedliwości został polityk, który z wykształcenia nie jest prawnikiem. Uważam to za duży skandal, tym bardziej że Krzysztof Kwiatkowski nie spisywał się na swoim stanowisku źle i był jedną z jaśniejszych postaci minionej kadencji. Rozbawiły mnie dzisiejsze komentarze Premiera, próbujące wywołać wśród opinii publicznej przekonanie, że brak nominacji ministerialnej dla Kwiatkowskiego nie powinien być odczytywany w katerogiach kary. Jasne. Podobnie jak marginalizowanie Schetyny jest dla niego niczym innym, jak tylko nagrodą.
Platforma Obywatelska pokazała dziś Polakom po raz kolejny, że jest partią nijaką. Bartosz Arłukowicz i Jarosław Gowin czyli "od Sasa do Lasa". Żadnej spójności, żadnej łącznej wizji w jakim powinna pójść Polska jako całość, bo nikt nie wmówi mi, że politycy z rozmaitych, nawet zupełnie niepowiązanych ze sobą resortów nie powinni mieć choć trochę zbliżonych poglądów. Zresztą wbrew pozorom zdrowie i sprawiedliwość nie są dziedzinami całkowicie od siebie oderwanymi. Raz na kilka miesięcy docierają wszak do opinii publicznej sygnały na temat procesów sądowych związanych z aborcją, in-vitro czy innymi sprawami ocierającymi się jednoznacznie o sprawy światopoglądowe. Rozdźwięk powiędzy Arłukowiczem i Gowinem jest tutaj oczywisty i można spodziewać się wielu zgrzytów pomiędzy Panami. Chociażby ostatnie doniesienie do prokuratury na Wandę Nowicką, jakiego dokonały organizacje "pro-life". Czyż nie jest to styk spraw zdrowia i sprawiedliwości?
Następne dziwne nominacje to: Joanna Mucha, Sławomir Nowak, Marek Sawicki i Andrzej Kosiniak-Kamysz. Analizując po kolei: Joanna Mucha ze sportem do tej pory zbyt wiele wspólnego nie miała, ale tutaj mamy jeszcze stosunkowo niewielkie kontrowersje. Można to traktować bardziej w kategoriach zaskoczenia, aniżeli blamażu, bo sportowca ministra w postaci Tomasza Lipca już mieliśmy. Jak się skończyło przypominać chyba nikomu nie trzeba. Joanna Mucha jest osobą wykształconą, więc nie jest powiedziane, że sobie nie poradzi. Ryzyko jednak duże wszak przed nami bardzo symgoliczny i ważny dla polskiego sportu rok.
Osoba Sławomira Nowaka jest tutaj dość humorystyczna. Jasne. Można tutaj przywołać Rafała Wiecheckiego - Wszechpolaka, który jako rodowity Piotrkowianin znał się za rządów Marcinkiewicza na sprawach morza jak nikt inny i w tym porównaniu Nowak wypada wyśmienicie. Wydaje mi się jednak - jako całkowitemu laikowi w tej materii - że sprawy morskie wymagają stosunkowo dużej specjalizaji, której Sławomir Nowak nie posiada. Może jednak pozytywnie zaskoczy? Nie zmienia to jednak faktu, że jeszcze kilkanaście dni temu wszelkie spekulacje na temat ministerialnego stanowiska Sławomir Nowak zbywał, oburzając się wręcz plotkarskimi rzekomo mediami. Jak widać w plotkach było wiele prawdy.
Dwie ostatnie nominacje o jakich chciałem wspomnieć to nominacje PSL-owskie. Marek Sawicki polską wsią nie kieruje dobrze, a w dodatku próżno szukać tak koniunkturalnie nastawionego polityka jak on. W "Telewizji Żniwa" vel TVP Warszawa Minister Sawicki raz po raz występuje z tak ważnymi komunikatami społecznymi jak: "pyszne truskawki", życzenia dla mam z okazji ich dnia, gospodarska wizyta na Podlasiu (w paśmie warszawskim) czy życzenia dla dzieci z okazji 1 czerwca. Można było pomyśleć nad resortem do spraw świąt narodowych, w którym Sawicki wygłaszałby życzenia dla określonych grup społecznych, jednak rolnictwo to dla niego za wysokie progi. Udowodnił mu to w debacie Wojciech Olejniczak, który przed wyborami wypunktował Sawickiego jak dziecko.
I na koniec Pan Kosiniak-Kamysz. Zalediwe 30-letni Minister, który jak mówią otwarcie jego koledzy z PSL nagrodzony został za wierność i działalność partyjną. Jak widać ekspertem musi być wielkim, bo przymierzany był do dwóch, a może nawet trzech resortów. Jak wypadnie zobaczymy, ale na pewno łatwo nie będzie. Może się okazać, że nie miał racji Leszek Miller, nieco ironicznie stwierdzając, że Kosiniak-Kamysz może okazać się świetnym Prezesem Rady Ministrów.
Cóż. Nominacje za nami. Dobra pożywka dla komentatorów życia politycznego. Zobaczymy, które z nich okażą się pozytywnym zaskoczeniem, które natomiast totalnym blamażem. Ja mimo wszystko jestem zawiedziony brakiem konsekwencji oraz spójnych wartości ideowych prezentowanych przez ministrów rządu Donalda Tuska.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)