Nie, nie będzie o grudniowym marszu niepodległości w wykonaniu PiS i płomiennym wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego na jego zakończenie. W 2010 roku Polskę obiegła informacja, że już niedługo najwięcej płyt w polskim świecie muzycznym sprzeda nie Nergal, Doda czy któryś z raperów, a Bayer Full...
Zespół disco polo zmartwychwstającego po wieloletnim kryzysie podpisał kontrakt na serię koncertów w Chinach, przerabia swoje piosenki na język Państwa Środka i niedługo każdy Chińczyk zanuci "majteczki w kropeczki" w swojej, azjatyckiej wersji. Liczono zyski, występowano w mediach, a Sławomir Świerzyński - lider zespołu, mogł poczuć się jak w złotych latach 90-tych. Rzeczywistość okazała się być dużo bardziej brutalna, co pokazuje dokument "Miliard szczęśliwych ludzi" autorstwa Macieja Bochniaka.
Reżyserski debiut autora pokazuje ciekawą historię bez happy-endu. Bez happy-endu nie z powodu chciwych Chińczyków czy czarnego charakteru w postaci tajemniczego pośrednika, który nawalił. Klapę Bayer Full zafundował sobie sam. Lider zespołu pokazał wszystkie najgorsze polskie cechy i przedsięwzięcie nie mogło się udać.
Zamiast słuchać rad Krzysztofa Darewicza - działąjącego w Chinach polskiego biznesmena, który był pomysłodawcą inicjatywy, Świerzyński wolał robić wszystko po swojemu. Po co bowiem dzielić się ewentualnym splendorem, sukcesami i zapewne finansami. Chińczyk i Polak dwa bratanki. Z takiego założenia wyszedł chyba lider zespołu disco polo, który wierząc w nieznaczącą rolę różnic kultrowych do Chin wyruszył sam, aby załatwiać sprawy związane z karierą jego formacji.
Niestety niezrozumienie tamtejszej kultury, bariera językowa i chyba także charakter Świerzyńskiego, którego dokument pokazuje w niezbyt pozytywnym świetle spowodowały, że raczej Chińczycy na punkcie Bayer Fulla nie oszaleją. A mogło być tak pięknie. Zwyciężyła jednak nieuzasadniona wiara we własne zdolności, z jaką do Azji wybrał się bohater filmu. Powrócił z dużo bardziej zmąconą pewnością, choć wniosków chyba nie wyciągnie...
Dobry, ciekawy dokument zadaje kłam medialnej otoczce, jaką wokół chińskiej przygody Bayer Full roztoczyły media w 2010 i 2011 roku. Pokazuje także, że czasem współpracą można osiągnąć dużo więcej, aniżeli nieufnością i chęcią zrobienia wszystkiego własnym sumptem. Warto obejrzeć, tym bardziej, że tego typu postawa w Polsce wydaje się być nad wyraz częstą.



Komentarze
Pokaż komentarze