Gwiazdą mijających dwóch tygodni, która pojawiała się w zasadzie codziennie w mediach nie tylko elektronicznych jest bez wątpienia Marek Migalski.
List otwarty do prezesa własnej partii (co prawda jest jej sympatykiem) Jarosław Kaczyńskiego jaki opublikował 22 sierpnia odbił się szerokim echem w mediach. Poddając w liście ostrej krytyce przywództwo Jarosława Kaczyńskiego i obwiniając w dużej mierze właśnie jego za wyborczą porażkę Marek Migalski wystawił się na frontowy atak kolegów z PiS-u.
Słowa „największa partia opozycyjna powinna cieszyć się zaufaniem większości Polaków. Tak jednak nie jest. I jest to, w dużej mierze, Pana wina. To Pan zajmuje w rankingach braku zaufania do polityków jedne z najwyższych lokat(..)Ogromny kapitał ludzkiego zaufania, który zgromadził Pan w ciągu ostatnich miesięcy, jest obecnie trwoniony. Ci, którzy na nas zagłosowali po raz pierwszy, zastanawiają się, czy dobrze zrobili. Nie poznają Pana i nie poznają partii, która jeszcze nie tak dawno potrafiła z uśmiechem i merytorycznie rozprawiać się ze swoimi przeciwnikami politycznymi, stosować polityczne jujitsu, a dzisiaj znowu pokazuje swoją naburmuszoną twarz, znowu karci i poucza, znowu jest synonimem obciachu”. Od momentu pojawienia się listu rozpętała się burza.
W większości przypadków koledzy z PiS-u ostro zaatakowali Marka Migalskiego. Za co? Za szczerość głównie i chyba za trafność diagnozy, nawet jeśli tego głośno nie mówią.
Wczoraj doczekaliśmy bardziej konkretnych sankcji wobec mało lojalnego kolegi. Prezydium delegacji partii w europarlamencie, Ryszarda Legutki i Tomasza Poręby - zdecydował o wykluczeniu Marka Migalskiego z grona członków delegacji PiS w PE. komunikacie Komitetu Politycznego napisano, że postawa Migalskiego jest niezgodna z zasadami obowiązującymi w Prawie i Sprawiedliwości. Cóż to prawda, politycy PiS nie mają prawa krytykować działań prezesa Anie samej partii. Powinni milcząco i z pokorą odnosić się do działań Jarosława Kaczyńskiego. Owszem, można krytykować za formę samej krytycznej oceny, że nie miała miejsca w partii ale w mediach. Ale czy rzeczywiście jest na nią miejsce w samej partii? Wątpliwe. Nawet gdyby PiS był na tyle demokratyczną partią, która wsłuchuje się w krytyczne głosy swoich członków, to prezes Jarosław Kaczyński raczej nie wyciąga wniosków z takich głosów.
Sam zainteresowany w dzisiejszym oświadczeniu potulnie kaja się za otwarte krytykowanie partii i jej szefa, jednocześnie jednak słusznie wskazuje, że „Natomiast niewiele osób odniosło się do treści zawartych w liście Zadaje to kłam tezie, że w PiS można swobodnie dyskutować i spierać się. Coraz mniej jest tam polityków, których prezes traktuje podmiotowo i którzy chcą być tak traktowani”
Sprawa wokół Migalskiego uwidocznia klika bezlitosnych faktów:
1. Prawo i Sprawiedliwość, jeszcze przez długi czas ma ogromną szansę być wyłącznie opozycją w ławach sejmowych.„Bez rozpoczęcia wewnętrznej dyskusji i powrotu do języka oraz stylu z czasów kampanii prezydenckiej PiS na zawsze pozostanie w opozycji i legitymizować będzie rządy PO” pisze Migalski. Trudno się z tym nie zgodzić.
2. Prawo i Sprawiedliwość przy sprawie okazało się partią niezdolną do refleksji nad przyczynami porażek wyborczych. Brak otwartości na racjonalną krytykę wobec zachowań partii i jej szefa uwidocznia jak bardzo partia jest skostniała i niezdolna do samo naprawy. Pluralizm i wolność w PiS-ie jest coraz bardziej wartością deficytową.
3. „Sprawa Migalskiego” pokazała, że w PiS-ie najmocniej pozycją ma zakon PC a nie tzw. liberałowie. Wpływ tych pierwszych na decyzje Jarosława Kaczyńskiego jest aż nadto widoczny. To im najbardziej ufa prezes, i to oni nadają ton retoryce Prawa i Sprawiedliwości. Prezes Jarosław Kaczyński otacza się ludźmi, którzy jeśli nie szkodzą partii, to przynajmniej nie pozwalają na zmiany w partii. Po wyborach pozycja takich polityków jak Pawła Poncyljusza, Joanny Kluzik-Rostkowskiej, Adama Bielan uległa znacznemu umniejszeniu. Dziś powrócił zakon PC i ton on nadaje ton retoryce Prawa i Sprawiedliwości.
4. Mimo, iż niewiele słów padło ze strony samego Jarosława Kaczyńskiego dotyczącego listu Migalskiego, karą jaką wymierzono niepokornemu europosłowi pokazuje, iż takie „wyskoki” szeregowych członków partii (sympatyków) nie będą tolerowane. Jarosław Kaczyński przy sprawie Migalskiego zachował się jak powściągliwy, milczący i srogi ojciec. Jarosław Kaczyńskie wraca do poprzedniego wizerunku i wcale nie widzi w swojej winy w porażce wyborczej. Porażkę upatruje bardziej w łagodnej kampanii niż w sobie.
5. Ponad 2 tygodnie, jakie sprawa Migalskiego żyje już mediach pokazuje jak bardzo PiS nie potrafi punktować poczynań rządu Donalda Tuska. Zajmuje się wyłącznie sobą, niepokornym Migalskim i historią. Nie widzimy w ostatnim czasie aby PiS pokazał się jako twarda i wymagając opozycja. Lepiej zajmować się sobą niż koalicją. A szkoda, zajmowanie się wyłącznie oświadczeniem europosła, jest na rękę Platformy Obywatelskiej. Platformie w to graj.
Reasumując, obecna koalicja nie ma wymagającej opozycji. Opozycji, która jest zdolna do twórczych zmian wewnątrz partii. Opozycja jest jedynie sprawnie działającym komitetem wyborczym, który za dobre wynagradza, a za złe karze. Stara gwardia zakonu PC psuje zaufanie wyborców do PIS. Nie nadążając za współczesnymi czasami, nie rozumie młodego, wykształconego i pozbawionego kompleksów wobec świata wyborcy, którzy przecież licznie poprali Jarosława Kaczyńskiego w ostatnich wyborach prezydenckich. Sprawa Migalskiego to wygrana zakonu, na pierwszym planie znów widzimy Joachima Brudzińskiego, Antoniego Macierewicza i Marka Kuchcińskiego zamiast Marka Migalskiego,Pawła Poncyliusza, Pawła Kowala, Jana Dziedziczaka czy Joannę KluzikRostkowską.
Jaki będzie dalszy los partii zależy tylko od Jarosława Kaczyńskiego. Albo postawi na młodych, kosmopolitycznych w istocie , albo okopie się w wygodnym dla niego, lecz nie wróżącym dobrej przyszłości partii kręgu starych, wiernych towarzyszy.


Komentarze
Pokaż komentarze