Informacja PAP z dnia 09.09.2010: O godz. 13.13 rzecznik klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości poinformował, że w prawach członka Prawa i Sprawiedliwości został zawieszona Joanna Kluzik-Rostkowska. Została także pozbawiona funkcji członka prezydium Prawa i Sprawiedliwości oraz zosta łjej wydany zakaz rozmawiania z mediami.
Ze źródeł zbliżonych do prezydium PiS udało się dowiedzieć, że prezes Jarosław Kaczyński był bardzo zdenerwowany ostatnim wywiadem jaki udzieliła Joanna Kluzik-Rostkowska, oraz zmianą wizerunku w trakcie kampanii prezydenckiej, do której obok Elżbiety Jakubiak namawiała sama Joann Kluzik-Rostkowska. To ją w głównej mierze uważa za porażkę w kampanii prezydenckiej i zbyt łagodny jej przebieg. Żaden z członków klubu parlamentarnego nie chce wypowiadać się oficjalnie na ten temat. Sama JoannaKluzik-Rostkowska nie odbiera telefonów. Warszawski poseł Paweł Poncyliusz jak udało nam się dowiedzieć w jego biurze wyborczym właśnie przebywa na 2 tygodniowym urlopie.
Poniżej przedstawiam cały wywiad Joanny Kluzik-Rostkowskiej w ostanom numerze tygodnika „Wprost”:
PIOTR NAJSZTUB: Oszukała nas pani na próżno...
JOANNA KLUZIK-ROSTKOWSKA: Nie mam poczucia, że kogokolwiek oszukałam.
No jak to...? Pokazała nam pani w kampanii podobno odmienionego Jarosława Kaczyńskiego, a potem się okazało, że on się wcale nie zmienił.
Jestem odpowiedzialna za kampanię jako szefowa sztabu, natomiast Jarosław Kaczyński nie jest produktem do wypromowania, któremu ja mogłam nadać dowolną formę, treść i wymyślić go od początku do końca. To polityk ukształtowany od bardzo wielu lat. Ale rozumiem chytrość tego pytania...
Prostotę. A może pani też czuje się oszukana?
Nie. To jest tak... Być może mam skłonność do psychologizowania...
To niech pani brnie.
Dla Jarosława czas bardzo trudny zaczął się wcześniej niż katastrofa, w marcu, kiedy się okazało, że jego matka jest bardzo ciężko chora. A potem nagle wydarzyło się coś niewyobrażalnego, czyli śmierć brata bliźniaka, jego żony i innych przyjaciół. I gdyby Kaczyński nie był osobą publiczną, to przechodziłby okres żałoby, tak jak przechodzi ten okres każdy „prywatny" człowiek. A w momencie, kiedy rodziny mogły sobie pozwolić na rozpacz, on musiał pełnić swoją publiczną funkcję. Widziałam to bardzo wyraźnie, kiedy jeździłam na lotnisko witać kolejne transporty trumien. Pierwsza przyleciała trumna z Lechem. Jarosław był oczywiście bardzo smutny, pogrążony w wielkim bólu, ale było w nim coś takiego stalowego, takie „zapadnięcie się". Po czym przyleciały następne trumny, dwa dni później, były rodziny, rozpacz. I nagle sobie zdałam sprawę z tego,że nawet ja podświadomie wymagałam od niego znacznie więcej. O ile wydawało mi się czymś oczywistym, że rodziny ofiar mogą przeżywać swoją tragedię, nie przejmując się obecnością kamer, to jednak od niego wymagałam tej stalowości, dostojeństwa... I później zaczęła się kampania, obarczona na dodatek tymi wszystkimi obocznościami, czyli np. tym, że nie można było powiedzieć mamie o katastrofie...
To było coś chyba upiornego.
Tak upiornego, że gdyby ktoś napisał taki scenariusz filmowy, to nie zostałby przyjęty jako zbyt przerysowany i kiczowaty.
Ale co z jego wizerunkiem w kampanii?
Moja pierwsza rozmowa z Jarosławem, kiedy poprosił mnie o prowadzenie kampanii, również dotyczyła katastrofy, ale jego pierwsze zastrzeżenie było takie: „Joanna, tylko sobie nie wyobrażaj, że ja buduję jakieś teorie spiskowe, ja po prostu nie wiem". I tyle. Nie było tak, że Jarosław mówił: „My musimy o tej katastrofie mówić", a my mu na to: „Nie możemy". Było inaczej. Zespół sztabu wyborczego zebrałam sama, niewielki, mniej niż 10 osób, spotykaliśmy się codziennie. Raz w tygodniu spotykaliśmy się na dłuższych rozmowach i wtedy grono było szersze. Zaprosiłam też do uczestnictwa w sztabie Jacka Kurskiego i Zbyszka Ziobrę. I Jacek Kurski w soboty się pojawiał. Zbyszek Ziobro powiedział: „Ja jednak wolałbym bezpośrednio w tych pracach nie uczestniczyć”. Więc rozmawiałam z nim kilka razy w czasie kampanii, a raz czy dwa pojawił się na tym sobotnim poszerzonym sztabie. I to było wszystko.
co robił?
Nic. Od Zbyszka Ziobry wtedy nie usłyszałam żadnej sugestii, żeby poruszać temat katastrofy. Dziś krytykuje kampanię prezydencką.Przed nami samorządowa. Trzymam kciuki, by został jej szefem i doprowadził do zwycięstwa PiS w tych wyborach.Osobiście jestem przekonana, że katastrofą smoleńską w ogóle nie wolno grać politycznie.
To się pani musi wypisać ze swojej partii.
W debacie publicznej w ogóle nie powinien się pojawiać takie pytanie: czy używać katastrofy? Oczywiście dla dobra i spokoju życia politycznego w Polsce trzeba zrobić wszystko, żeby tę katastrofę wyjaśnić, żeby sobie odpowiedzieć na maksymalną liczbę pytań. Tylko nie w sferze politycznej.
Jeśli Ziobro będzie prezesem PiS, to zostanie pani w tej partii?
Zaraz, zaraz do tego dojdziemy. Wracając do Jarosława, to według mnie u niego trauma została przeniesiona, odłożona przez kampanię. Kampania się skończyła i coś puściło... Słyszę opinie, że on się zmienił, że gra katastrofą, że to jest polityczne. A ja widzę w nim człowieka, który przeżywa odłożoną traumę.
A człowieka, który chce się zemścić? Zemsta może być elementem żałoby.
Nie. Widzę człowieka, który dopiero w tej chwili może sobie pozwolić w sensie ludzkim – bo jest pytanie, czy może sobie pozwolić w sensie politycznym – na przeżywanie tego wszystkiego, co przeżywają normalni, niepubliczni ludzie. Więc ja nie chcę oceniać Kaczyńskiego w tej chwili też politycznie.
Bo widzi w nim pani tylko straumatyzowanego mężczyznę?
Tak.
Ale ten mężczyzna jest przywódcą największej partii opozycyjnej, może powinien odejść na pół roku, wyjechać gdzieś, odbudować się i wrócić?
To jest tylko mój domysł na podstawie wieloletniej znajomości, że to jest człowiek w głębokiej traumie i mam nadzieję, że będzie się z tego jakoś zbierał. Jest pytanie, czy to, że on przeżywa to, co przeżywa, ma znaczenie dla życia politycznego w Polsce, czy nie.
Ma.
Oczywiście. Ale jestem przekonana, że to, co się z nim dzieje, nie jest żadną polityczną kalkulacją.
Od człowieka w tak głębokiej traumie chyba już nie można oczekiwać prawdziwej odpowiedzialności?
Wszystkie osoby, które to przeżywają, mówią jedno, że kiedy ktoś im mówi, że to minie, że czas leczy rany, to dla nich brzmi to jak bajka o żelaznym wilku, one w to nie wierzą. Czas wlecze rany. Leczy również.
Ale Jarosław Kaczyński wypowiada słowa, z których trudno mu się będzie politycznie wycofać, o współodpowiedzialności za tragedię Tuska, Komorowskiego, Klicha. To padło z ust szefa największej opozycyjnej partii, a nie brata. I czyni PiS współodpowiedzialne za te słowa.
Zobaczymy, co się wydarzy. Natomiast jeżeli chodzi o moją obecność w PiS, to ja się tu znalazłam z takiej osobistej sympatii dla Jarosława. Dla mnie on nie jest częścią wymienialną PiS. Jeżeli ktokolwiek inny miałby zostać szefem partii, to będzie już zupełnie inna partia.
A Ziobro na przykład?
Ze Zbyszkiem Ziobrą mam taki zupełnie podstawowy problem, że nie wiem, jaką on ma koncepcję państwa.
Jedno wiemy na pewno: uważa, że wymiaru sprawiedliwości można używać do celów politycznych.
Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy ja znalazłabym dla siebie miejsce w partii, której szefem nie jest Jarosław Kaczyński, ponieważ ja nie widzę nikogo innego, kto mógłby stanąć na czele tej partii, kto miałby wizję państwa.
Czy w czasie wakacji coraz bardziej jeżył się pani włos na głowie, kiedy czytała, co się dzieje na Krakowskim Przedmieściu?
Prezydent Bronisław Komorowski powinien zrobić wszystko, żeby nie dopuścić do takiej polaryzacji, jaka się zdarzyła, i żeby to napięcie opadło. Bo ja nie widzę niczego złego w tym, żeby krzyż tam jeszcze jakiś czas postał, a w tym czasie można by się spokojnie porozumieć, gdzie go przenieść, czym zastąpić.
A rozumie pani swoich kolegów i koleżanki z PiS, którzy się w ten spór z polityczną ochotą włączyli?
Ja ich nie muszę rozumieć. Żyjemy w demokracji, stworzyła się sytuacja dużej polaryzacji, są zwolennicy i przeciwnicy pozostawienia krzyża, nie zamierzam w ogóle się w to wtrącać.
Ale czy pani uważa, że dobrym pomysłem na uprawianie polityki jest stawanie po którejś ze stron? Pani koledzy i koleżanki stanęli.
Demokracja… Jedni stają po jednej, drudzy po drugiej.
Uważa tak pani, wiedząc, że posłowie PiS, w tym Jarosław Kaczyński, snuli przez te kilkanaście tygodni półoskarżenia pod adresem rządu, Rosjan w sprawie katastrofy smoleńskiej, których symbolem stał się właśnie ten krzyż?
Ten krzyż jest dla mnie wyłącznie symbolem pamięci ofiar katastrofy, nie widzę w nim półoskarżenia wobec rządu, Rosjan.
Ale przecież ze strony posłów PiS słyszeliśmy w czasie sporu o krzyż, że „nie chcemy, żeby ten krzyż był usunięty, bo Tusk w ten sposób i Komorowski chcą, żebyśmy zapomnieli o śledztwie, zapomnieli o ofiarach". Kto więc zinstrumentalizował ten krzyż?
Jestem przekonana, że krzyż został zinstrumentalizowany, ale przez obie strony.I bardzo bym się ucieszyła, gdyby prezydent Komorowski potrafił tu zadziałać ponad podziałami.
„Pan Komorowski", Jarosław Kaczyński mówi o nim „pan Komorowski", nie „prezydent Komorowski".
W tej sprawie niech się pan umówi na rozmowę z Jarosławem Kaczyńskim. Ja mówię „prezydent Komorowski", gdyż jest prezydentem, byłam na zaprzysiężeniu, szanuję wynik wyborów, nie zamierzam go podważać.
A czy podobnie jak Jarosław Kaczyński uważa pani, że Bronisław Komorowski został wybrany przez nieporozumienie?
Same zaskakujące pytania, mogłam je sama napisać.
Więc?
Bronisław Komorowski został wybrany w demokratycznych wyborach, które zostały uznane za ważne, należy mu się szacunek jako głowie państwa, nie mam poczucia nieporozumienia.
Pani poseł, a jeżeli to będzie trwało u pani prezesa? Snucie podejrzeń, domaganie się ukarania winnych, publiczne odbieranie rządowi legitymacji do rządzenia – bo to robi w tej chwili Jarosław Kaczyński.
Zachowuje się jak szef opozycji.
Kiedy mówi, że w każdym normalnym kraju europejskim po czymś takim jak katastrofa rząd natychmiast podałby się do dymisji?
Po pierwsze, nie jest to kłopot mój, tylko Donalda Tuska, jak on sobie z tym poradzi, przecież ma większość w parlamencie, ma prezydenta. A opozycja jest od tego, żeby krytykować. Przecież Jarosław Kaczyński nie jest pierwszym szefem opozycji w cywilizowanym świecie, który żąda dymisji rządu z jakiegoś tam powodu.
Nie z jakiegoś tam powodu, tylko współodpowiedzialności za zbrodnię.
Dobrze, w demokracjach zdarzają się sytuacje, w których szef opozycji domaga się dymisji rządu. I to zwykle jest kłopot tych, którzy rządzą. Ale ja to widzę inaczej. Opozycja jest od tego, żeby kontrolować rząd, pewnych rzeczy się domagać, rozliczać, kontrolować itd. Jest tylko pytanie, w jaki sposób, jakim językiem się porozumiewać, żeby być skutecznym.
PiS już drogę wybrało, to jest język Antoniego Macierewicza i jego twarz.
Ito jest to, z czym ja się nie zgadzam. Uważam, że wybór Antoniego Macierewicza na szefa tego zespołu jest błędem.Szefem powinien zostać ktoś umiarkowany, spokojny, kto samą swoją postacią i osobą nie budzi skrajnych emocji.
Ale tak się nie stało, wybrano najbardziej skrajną postać. To będzie trwało i będzie utrwalało wizerunek PiS taki, a nie inny.
Zobaczymy. Tylko, że to jest kwestia odpowiedzialności Jarosława Kaczyńskiego.
Który, jak uzgodniliśmy, jest w traumie, w związku z tym nie odpowiada za swoje czyny.
Odpowiada, bo jest człowiekiem... Tylko że sytuacja jest o tyle trudna, że nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Jarosław Kaczyński się usuwa na pół roku.
Może powinniście go o to poprosić?
Prosimy go i co dalej się dzieje?
Jedzie wypoczywać.
A kto zostaje, broni partii?
Może rozum zamiast emocji?
To jest odpowiedzialność Jarosława, nikt jego z tej odpowiedzialności nie zwolni.
A może winni temu, co się teraz dzieje, w PiS są Joanna Kluzik-Rostkowska i Paweł Poncyljusz, bo pojechali sobie na urlop? Bo gdyby zostali i nadal odgrywali aktywną rolę w polityce partii, to może zdołaliby np. nie dopuścić do nominacji Macierewicza na szefa zespołu?
Pan wymaga gdybania.
Uderzenia się w piersi?
Jeżeli uznaję, że Zbyszek Ziobro nie powinien snuć opowieści o tym, co by było gdyby, to sama też nie powinnam takich opowieści snuć.
Ale czy nie ma pani do siebie żalu, że pojechała na te wakacje? Może Polska wymagała w tym roku tego, żebyście nie pojechali na wakacje? A „Polska jest najważniejsza" – mówił Jarosław Kaczyński.
Polska jest najważniejsza, ale mam troje małych dzieci i chciałam z nimi spędzić wakacje.
Już wiem! Uległa pani magii reklamy! Natychmiast, jak się skończyła kampania prezydencka, pojawiły się plakaty jednego z biur turystycznych z hasłem „A teraz wakacje są najważniejsze!".
Z punktu widzenia mojej rodziny, zaniedbanej poważnie w czasie kampanii, wakacje są najważniejsze.
I wróciła pani z tych wakacji. Jest do czego wracać?
Mam nadzieję. Cały czas się obracamy wokół słów Kaczyńskiego, krzyża, oskarżeń, a ja mam nadzieję, że wrócę i zastanę sterty projektów ustaw Platformy.
Jeśli tak, to będzie pani sobie w kąciku siedziała i wertowała te ustawy, natomiast główna debata publiczna i polityczna będzie o krzyżu, o Smoleńsku.
To jest też powód, dla którego odmówiłam bycia wiceprzewodniczącą tej partii.
Dlaczego pani odmówiła? Mogła mieć pani realny wpływ na PiS.
Są dwa modele, pomiędzy którymi trzeba wybrać: albo to, co my proponowaliśmy w kampanii, czyli spór merytoryczny, gdzie ten, kto jest po przeciwnej stronie barykady politycznej, jest przeciwnikiem. I jest ten drugi nurt, konfrontacji i walki.Po wyborach rzeczywiście język PiS przesunął się z języka komunikacji eksperckiej, merytorycznej na język konfrontacji. Symbolem tego jest właśnie Antoni Macierewicz jako szef tego zespołu. Główny trzon komitetu politycznego jest nastawiony konfrontacyjnie, więc byłabym tam takim ciałem obcym.
Powiedziała pani od razu „nie" czy poprosiła o czas do namysłu?
Od razu.
I jak zareagował prezes?
Zabolało go to.
Próbował przekonywać?
Próbował.
Sprawiła mu pani zawód?
Tak.
To już po pani, bo ludzie, na których on się zawodzi, znikają z jego otoczenia, z partii.
Kiedy zaczynałam się zajmować polityką, kiedy z sympatii dla niego znalazłam się w PiS, kiedy była pierwsza awantura dotycząca in vitro, powiedziałam mu: „Jarek, może sobie wybierzesz kogoś innego na to stanowisko, bo ja mam poglądy, jakie mam, nie będę ich zmieniać dla bieżącej sytuacji politycznej?". On powiedział wtedy, że nie, że chce, żebym została. A potem, przy okazji kilku sporów powtarzałam to pytanie, a on odpowiedź.
Czy zgodzi się pani na kilkumiesięczną marginalizację, a potem znowu na jego prośbę stanie się panią twarzą PiS, po to żeby PiS wygrało wybory?
Mam raczej taką intuicję, że jeżeli nie pokażemy dziś merytorycznej twarzy, którą udało nam się pokazać przez chwilę, to my następnych wyborów po prostu nie wygramy.
Jeżeli badania pokażą, że szansą na sukces jest merytoryczność, spokój i uśmiech, to sięgną znowu po panią. I co? Okaże się, że tak pani kocha prezesa, że zrobi to dla niego?
To się miesza, a stosunek osobisty oczywiście ma znaczenie.
Decydujący, moim zdaniem, u pani.
Teraz decydujące o tyle, że ja mam dużo wyrozumiałości dla sytuacji, w której się znalazł. Ale też miałam z Jarosławem Kaczyńskim, jako premierem czy szefem partii, jak u Pana Boga za piecem. Mogłam robić, co chciałam, i mówić, co chciałam, i on się zgadzał na wszystkie moje pomysły. Dał mi wolność. A więc w tym tkwi sedno...
Jarosław Kaczyński więc też wie, że uczucia kobiety zdobywa się, dając jej wolność, tym panią uwiódł...
Tym mnie do siebie przekonał. Nie czuję się uwiedziona.
Rację miał Migalski, kiedy pisał, jeszcze jako część PiS, że bez Kaczyńskiego was nie ma, a z nim nie wygracie.
O tyle, że bez niego nas nie ma. A że nie wygramy? Migalski miał tutaj na myśli Jarosława Kaczyńskiego, który jest w tej chwili, nastawionego na konfrontację, walkę. Ale to przecież każdy widzi, gołym okiem.
Oprócz samego zainteresowanego.
Marek Migalski poradzi sobie poza PiS. Pytanie – uprawiać politykę merytorycznie czy konfrontacyjnie – pozostaje i – mam nadzieję – będziemy potrafili sobie na nie odpowiedzieć.
Chyba prezes nie ma odruchu samozagłady politycznej?
Ja się lepiej czuję w tym języku dialogu, porozumienia i merytoryczności. Mam nadzieję, że to jest ten nurt, który się sprawdził, szczególnie w kampanii. Ale z całą pokorą czekam na werdykt społeczny.
Sondaże?
Nie, to będą wybory samorządowe, a potem parlamentarne. Ale tak naprawdę czekam na merytoryczną ofensywę PO i tę ich pełnię władzy. Tutaj się uśmiechnęłam pod wąsem, którego nie posiadam...
Może nie dojść do sytuacji „sprawdzamy PO". Krzyki o Smoleńsk mogą to uniemożliwić, zresztą będzie to na rękę dla PO. Pani podziela pogląd dominujący w PiS, że najważniejsze jest teraz ustalenie, kto odpowiada za zbrodnię w Smoleńsku?
Też chcę się dowiedzieć, co takiego strasznego się wydarzyło, że do tej katastrofy doszło. Rzeczywiście, napięcie zbudowane po katastrofie smoleńskiej jest duże, emocje zdominowały politykę, więc będzie jeszcze trudniej dyskutować o sprawach merytorycznych. Jedne i drugie wybory przed nami, a bez odpowiedzi na wiele pytań związanych z katastrofą strasznie trudno będzie te wszystkie emocje wyciszyć.
Ale dla większości pani partii odpowiedzi, których udzieli prokuratura lub jakiekolwiek służby, nie będą wiarygodne, bo oni już wiedzą, że to Rosjanie w porozumieniu z Tuskiem.
A kto tak powiedział?
Jarosław Kaczyński to sugeruje. Mówi, że rola, jaką odegrali w związku z katastrofą Tusk i Putin, jest niepokojąca.
Nie chcę wchodzić w jego skórę, ponieważ o tym nie rozmawiałam. Natomiast ja to rozumiem tak, że gdyby nie było tych wielkich napięć na linii prezydent – premier, gdyby nie było tego zaproszenia Putina wystosowanego do Tuska, to wtedy wszystko mogłoby wyglądać inaczej.
Czyli Tusk jest winien, bo przyjął zaproszenie Putina?
Ja tego nie rozstrzygam.
Budując taką konstrukcję, wskazuje pani winnego.
Nie, bo musiałabym przyjąć założenie, że jedyną osobą winną tych napięć jest Tusk, a to był pewien proces.
Przyjmie pani do wiadomości wyjaśnienia polskiej prokuratury i rosyjskiej komisji śledczej?
Czekam na nie.
Ale uzna je?
A co mam zrobić? Przecież nie mam narzędzi, żeby to sama sprawdzić.
Macierewicz uważa inaczej.
Jestem człowiekiem, który studiował matematykę, i wiem, że dwa plus dwa jest cztery. Po prostu wierzę w merytoryczność świata i się jej poddaję.
Wywalą panią z PiS po takiej deklaracji.
Nikogo nie oskarżam, niczego nie sugeruję, czekam.
Nie możliwy, taki scenariusz?Dlaczego, nie? Teraz w Prawie i Sprawiedliwości przychodzą czasy porządków, uciszania ludzi niepokornych, którzy są zbyt samodzielni. Najpierw Marek Migalski, później Elżbieta Jakubiak, a teraz....kto? Joanna Kluzik-Rostkowska...później Paweł Poncyliusz?
Zreszą sama Joanna Kluzik-Rostkowska komentując zawieszenie partyjnej koleżanki stwierdziła:„Jeżeli traktować to zawieszenie jako karę za porażkę wyborczą, to rozumiem, że taka sama kara powinna spotkać również mnie. Zastanawiam się, czy będzie ona dotyczyła również wszystkich innych członków sztabu,którzy - jak rozumiem - doprowadzili do klęski w tych wyborach prezydenckich . Jeżeli ta informacja jest prawdziwa, to oczekuję takiej samej decyzji wobec mnie i innych członków sztabu odpowiedzialnego za kampanię prezydencką.. Dopytywana, czy jest gotowa sama odejść z PiS, powiedziała, że jest gotowa "ponieść odpowiedzialność".Czuję się lojalna wobec Elżbiety Jakubiak. Jestem odpowiedzialna za kampanię prezydencką, jestem odpowiedzialna za skompletowanie sztabu wyborczego, jestem odpowiedzialna za to wszystko, co się wydarzyło w czasie kampanii.Jeżeli Elżbieta Jakubiak ma ponieść odpowiedzialność za to, że ciężko pracowała w sztabie w czasie kampanii, to ja również oczekuję poniesienia takich samych konsekwencji- oświadczyła posłanka PiS” (za TVN24)
W PiS zaczyna dominować frakcja radykalna, zakon PC. Najbardziej zaufania prezesa Jarosława Kaczyńskiego: Jacek Kurski, Antoni Macierewicz czy Joachim Brudziński mają nadawać ton działaniom Prawa i Sprawiedliwości. Kiedyś twarzą PiS-u i ocielenia wizerunku Jarosława Kaczyńskiego były „Aniołki Charliego (Kaczyńskiego)”, dziś będą „Niezniszczalni”. To oni mają być teraz najbardziej medialni i wypowiadać się w imieniu prezesa i Prawa i Sprawiedliwości. Zmiany w PiS-ie? Wolne żarty. Łagodna kampania prezydencka to był błąd, to była porażka, a jej ton narzucony przez umiarkowane skrzydło partii. Czas powrócić do normalności, czas powrócić do „starego” PiS.


Komentarze
Pokaż komentarze