Ostatnimi tygodniami w Polsce zapanowała moda na pisanie listów i artykułów.
Najpierw minister finansów Jacek Rostowski w liście do prof.Leszka Balcerowicza przekonywał przyjaciela do zmian w OFE. W ostatnią sobotę z kolei mieliśmy długi artykuł samego premiera w Gazecie Wyborczej na temat sukcesów rządu, ale także odnośnie tego, co się nie udało zrobić z zaplanowanych działań.
Na list ministra finansów Leszek Balcerowicz odpowiedział konferencją prasową, panowie spotkali się u prezydenta w trackie debaty na temat zmian w II filarze. Planowana jest także debata obu adwersarzy.
W najbliższą sobotę ukaże się kolejny artykuł premiera, na dziś planowana jest także odpowiedź Grzegorza Napieralskiego na ostatni artykuł Donalda Tuska, Jarosław Kaczyński również zapowiedział napisanie artykułu dotyczącego mijającej kadencji obecnego rządu, który ma się pojawić na łamach Gazety Wyborczej.
Wszystko to stwarza wrażenie, że politycy z premierem rządu na czele ponownie zajęli się tym, co potrafią najlepiej, czyli samym sobą.
Donald Tusk chwali swój rząd i straszy przed powrotem nieodpowiedzialnych ludzi do władzy, wymienia sukcesy rządu, ale i zgrabnie przechodzi nad porażkami.
Grzegorz Napieralski czy Jarosław Kaczyński zapewne poddadzą totalnej krytyce działania obecnego rządu i PO, i przedstawią zarys własnych działań na rzecz polepszenia sytuacji krajowej.
Jacek Rostowski i Leszek Balcerowicz po wymianie ciosów zostaną przy swoich poglądach, a listy i debaty nic nowego nie wniosą i nie zmienią w reformie OFE.
List premiera jest początkiem kampanii wyborczej. Jego celem jest m.in. zatrzymanie wyborców przy PO, dla której rzekomo nie ma alternatywy. Artykuł Jarosława Kaczyńskiego utwierdzi wyborców, że Pis to partia, na którą nie tylko warto głosować, ale i ludzie, którzy potrafią rządzić i mogą stworzyć przyszły rząd. Napieralski zapewne stworzy wrażenie, że SLD ma gotowe projekty ustaw, a on dojrzał do rządzenia, a i lewic już nie taka z komunistycznym rodowodem.
W tym wszystkim zastanawia, co na to społeczeństwo. Poza grupką ekonomistów, publicystów, ekspertów od krajowej polityki i dziennikarzy, te listy i artykułu mało, kogo obchodzą. Owszem mają swoje znaczenie, uzupełniają debatę polityczną w Polsce, są przedmiotem analiz zapraszanych do studiów telewizyjnych komentatorów politycznych.
Ale nic ponadto.
Moich znajomych interesuje bardziej nie list Tuska, ale dlaczego muszą płacić coraz wyższe raty kredytu hipotecznego przy słabnącej złotówce. Dlaczego muszą niemalże bić się o miejsce w żłobkach? Młodzi wykształceni po studiach martwią się o pracę, bezrobocie znów rośnie a miejsc prac nie przybywa jak obiecał rząd.
Pani Krysia, emerytka znów martwi się i płacze, że po zapłaceniu rachunków i lekarstw starczy jej na życie zaledwie 230,00 na cały miesiąc. Kierowcy przecierają oczy ze zdumienia, w jakim tempie drożej paliwo. 5,00 zł za litr bez95 to już powszechność.
Każdy, kto robi na codzień zakupy zastanawia się jak długo jeszcze będzie drożała żywność.
To nie są adresaci ani artykułu Tuska, ani listu Jacka Rostowskiego. Elity zajmują się pisaniem peanów i słów uwielbienia własnych rządów, statyczni Polacy liczą pieniądze, których coraz mniej w portfelu.
Słowa częstą objaśniają rzeczywistość, potrafią jednak także zaciemniać i czarować stwarzają pozory. Pod kołderką „sukcesów” rządu Tuska skrywana jest polska, szara codzienność, w której coraz bardziej doskwiera bieda. Tego nie zmienią ani nie zakryją żadne listy, artykuły ani analizy publicystyczne. Ważne, aby politycy o tym pamiętali pisząc laurki i wystawiając „5” z rządzenia.


Komentarze
Pokaż komentarze