Wczoraj obok zakończenia kariery przez Adama Małysza, jednym z głównym wydarzeń relacjonowanych w mediach było słynne już "Drugie śniadanie mistrzów" Marcina Mellera,którego gościem był premier Donald Tusk, który przepytywany był przez muzyków Zbigniewa Hołdysa, Pawła Kukiza i Tomasza Lipińskieg, którzy wcześniej głosowali na PO, a teraz są niezadowoleni z jej rządów. Jak się okazało pod koniec spotkania, już tak bardzo niezawiedzionych, zapewnionych i uspokojonych przez premiera. Wszyscy artyści zachowywali się delikatnie, wręcz stracili zęby w starciu z premierem, który niczym mąż stanu i ojciec narodu, spokojnie i w pełni rozluźniony odpowiadał na pytanie adwersarzy. "Adwersarzy", którym zwyczajnie zabrakło jaj aby przycisnąć premiera do muru.
Artyści zachowali się jak dzieci we mgle, uczniaki przed groźną panią dyrektor. Mam wrażenie, że wcale nie odżegnali się od swojego politycznego idola. Nie było to ostre stracie premiera z artystami, panowie jak starzy dobrzy znajomi w świetle kamer porozmawiali sobie o polityce, wyjaśnili wątpliwości i zgodnie rozeszli się do domów. Dziś w TVN26 Pan Marcin Meller jest niezwykle dumny ze spotkania oraz tłumaczy się, że śniadanie z premierem to nie była żadna ustawka. „Mnie chodziło o to, żeby usiąść, porozmawiać i pokazać, że warto to robić, że można rozmawiać o ważnych, istotnych rzeczach w sposób nawet jeśli ostry, to kulturalny. Nie obrażać się, nie przerywać i nie popadać w chamstwo. I paradoksalnie - w tym nie do końca poważnym programie, z nie do końca poważnymi ludźmi, daliśmy przykład, wzór.Zrobiliśmy kawał dobrej roboty” – powiedział Meller.
Zawsze zastanawiało mnie jak bardzo źle musi się dziać z polską kulturę, aby artyści odwrócili się od partii rządzącej. Wieńczony przez niektórych komentatorów koniec romansu artystów z PO, trwa w najlepsze i nic jest w stanie go zakończyć. Żale paru niespełnionych muzyków i faceta od pokazywania gołych pań, nie są i nie mogą być głosem środowiska artystycznego. Środowiska, które zawsze było blisko Platformy Obywatelskiej, a wcześniej wokół Unii Demokratycznej.
Mieliśmy już wcześniej w trakcie kampanii prezydenckiej pełne uczuć do Komorowskiego zaangażowanie Kory, czy wspieranie obecnego prezydenta przez Daniela Olbrychskiego. Poparcie Andrzeja Wajdy czy Agnieszki Holland jest aż tak nadto widoczne, że aż ohydne w swej postaci. Urzekła ich politykamiłości głoszona przez Donalda Tuska, i na wyścigi artyści ścigają się w okazywaniu uczuć partii rządzącej. Szczęśliwie ci co są najgłośniejszy i są pokazywani na świeczniku to nie całe środowisko artystyczne, choć mające największy dostęp do mediów i wpływ na wyborców. Są jeszcze ludzie pokroju choćby Jerzego Zelnika.
Zastanawia, co faktycznie pociąga artystów ku Platformie Obywatelskiej. Pieniądze? Możliwość pracy w telewizji publicznej, o granty z Ministerstwa Kultury? Przez 4 lata wręcz miłością bezgraniczną artyści wielbią premiera, tylko za co? Czy może to uczucie czyste i szerze. Czy może artyści oderwani od codzienności życia, problemów przeciętnych Polaków zatracili kontakt z rzeczywistością?Czy nie jest tak, że poparcie dla PO i Donalda Tuska jest po prostu modne w środowisku artystycznym i nie wypada myśleć inaczej, albo przynajmniej się z tym nie obnosić? Czy może to bezkrytyczne poparcie środowisk artystycznych i służalczość wobec PO jest efektem jej gnuśności intelektualnej? Symbioza środowiska artystycznego z Platformą Obywatelską trwa w najlepsze.
Zwycięzcą po śniadaniu z artystami jest Donald Tusk. Zresztą gratulacje za marketingowy chwyt należą się Igorowi Ostachowiczowi, głównemu PR-owcowi premiera.
Spektakl, medialne show miało udowodnić, że artyści wcale nie są tak bardzo zawiedzeni rządami PO, wiedzą doskonale, że nie ma alternatywy, a powrót PiS to nadal realna groźba. Krytyczne słowa, które padły z ust artystów to jedynie ich niezrozumienie złożoności polityki, wybryk modnego, chwilowego odżegnywania się od partii rządzącej. W istocie nic nie uległo zmianie. Zostaje zatem tylko PO jak najlepsza opcja, i w jej blasku zamierza się nadal ogrzewać środowisko artystyczne. Kolejnym pomysłem Donalda Tuska powinny być obiady z pielęgniarkami, w trakcie których premier rozwieje wątpliwości i niepokoje zatroskanych pielęgniarek. Kolacje z przedsiębiorcami, w trakcie którym premier zapewni, że PO to dla biznesu najlepsza partia, która dba o ich interesy. Brakuje jeszcze tylko na wzór Putina telemostu, w trakcie którego premier społeczeństwu będzie wyjaśniał meandry polityczne rządzenia i udowadniał, jak wiele z obietnic zostało spełnionych. Zostało jeszcze założenia przez premiera bloga, zapewniającego Tuskowi kontakt z premierami. Będziemy mieli komplet. Tusk jako ojciec narodu będzie bliżej społeczeństwa, a ludzie będą bliżej z premierem.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)