Polityka okazała się przekleństwem tragicznego lotu TU-154 10 kwietnia 2010. Karkołomna rywalizacja prezydenta Polski z premierem Polski o polityczny prymat w obchodach Rocznicy Katyńskiej, po naciski strony polskiej i rosyjskiej na niedopuszczenie do opóźnienia uroczystości w Katyniu na którą śpieszył polski prezydent. Polityka także po blisko roku od tragedii smoleńskiej zdominowała debatę polityczną dotyczącą katastrofy smoleńskiej. To co miało jednoczyć, dzieli.Tragiczna katastrofa smoleńska początkowo Polaków zjednoczyła, później podzieliła społeczeństwo. Pierwszym punktem zapalnym był Wawel jako miejsce wiecznego spoczynku pary prezydenckiej. Krzyż przed Pałacem Prezydenckim rozpalił namiętności, które mocno podzieliły Polaków. Teraz linia podziału przebiega wokół rosyjskiego śledztwa i działań rządu Tuska w tej kwestii.Podział wokół Smoleńska będzie trwał jeszcze długo. Jedni będę się domagali uczczenia we właściwy sposób ofiar smoleńskiej tragedii i prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Drudzy najchętniej zamknęliby Smoleńsk w sztambuchach historii i żyli jedynie przyszłością.
Podział wokół Smoleńska przebiega zgodnie z sympatiami politycznymi. Zwolennicy PO i SLD uważają, że Smoleńsk należy do historii, a rząd wykorzystuje wszystkie możliwości wyjaśnienia przyczyn katastrofy, obwiniając przy tym PiS, o wykorzystywanie tragedii smoleńskiej do doraźnej gry politycznej. Sympatycy PiS, z kolei oskarżają rząd Donalda Tuska o haniebne zaniedbania przy prowadzonym śledztwie, zbytnią uległość wobec Rosji oraz wskazują Donalda Tuska jako moralnie i politycznie odpowiedzialnego za 10 kwietnia. Domagają się przy tym upamiętnienia śp.Lecha Kaczyńskiego jako najlepszego prezydenta III RP, tworząc przy tym smoleński mit. PiS stara się przekonywać,że władza w Polsce jest słaba, i to w stopniu dramatycznym, stanowiącym dla państwa egzystencjalne zagrożenie. Władza jest niesuwerenna, że nie znajduje w sobie ani siły, ani odwagi, aby z formalnej suwerenności realnie skorzystać oddając śledztwo Rosjanom, nie domagając się międzynarodowego śledztwa, a czego symbolem, jest choćby pozostający w rękach Rosjan wrak samolotu.
Od 10 kwietnia minionego rokukatastrofasmoleńska pozostaje jednym z głównych tematów debaty publicznej w Polsce. 56 proc. badanych (badania CBOS z 3-9.03.2011) przyznaje, że wyjaśnienie przyczyn tragedii to sprawa najwyższej wagi, dlatego poruszanie tego tematu nie powinno nikogo dziwić. Z drugiej strony 79 proc. osób akcentujących bezprecedensowe znaczenie wydarzeń z 10 kwietnia 2010 r. uważa, iż o Smoleńsku mówi się dziś za dużo. Przekonanie to wyraża 83 proc. ogółu badanych.
Mimo to katastrofa smoleńska na długo jeszcze nie zniknie z życia politycznego. Co więcej została zagarnięta przez jedną opcję polityczną – Prawo i Sprawiedliwość, która nadaje ton dyskusji o przyczynach katastrofy, jej roli oraz sposobie jej upamiętniania. Nie trudno jednak dostrzec, że tragedia smoleńska jest wykorzystywana w celach politycznych. Na naszych oczach bowiem tworzony jest bowiem mit smoleński. Mit polegający na tym, że za tragedią smoleńską stoją Rosjanie, którzy chcieli wyeliminować Lecha Kaczyńskiego. Mit, którzy przysłania fakt o błędach także polskiej załogi samolotu. Mit, którzy nie dopuszcza ewentualności o możliwym naciskach na pilotów.Mit, który nie przyjmuje, że przyczyną tragedią mogły być zaniedbania zarówno po stronie polskiej i rosyjskiej. Teorie spiskowe są bardzo wygodne dla tych, którzy je tworzą. One istnieją od zawsze, w prosty sposób tłumacząc mechanizmy niezrozumiałe dla ludzi, którzy żyją na poziomie archaicznym, mitycznym czy magicznym. Takie osoby od razu chcą mieć gotową receptę na wszystko i tego typu teorie w zupełności zaspokajają ich ciekawość, przyjmują je za swoje i nie chcą słyszeć, że mogło być inaczej. Mit Smoleński daje prostą odpowiedzieć na niewyjaśnione kwestie dotyczące tragedii: wszystkiemu winny jest rząd Donalda Tuska oraz Rosjanie.PiS stara się przedstawiać uproszczoną, emocjonalną wizję bazującą na podejrzliwości wobec Rosjan i niechęci prawicy do rządów Tuska.
Smoleńskim mitem – który nie jest zresztą dla Jarosława Kaczyńskiego celem, ale środkiem służącym do odzyskania władzy lub choćby utrzymania się w centrum polskiej polityki – będą zatem nadal wypełnione programy informacyjne i publicystyczne. Dalej będziemy obserwować miesięcznice na Krakowskim Przedmieściu. Nie zmieni tego żaden pomnik ofiar Smoleńskiej katastrofy.Nieodłączną częścią mitu smoleńskiego jest mit Lecha Kaczyńskiego, tworzony niemal od pierwszych chwil po tragedii przez publicystów, polityków i księży, to mit dumnego Polaka, który się światu nie kłaniał, wizjonera, mit męża stanu, wdeptywanego za życia w ziemię przez cynicznych wrogów. Mit ojca narodu, któremu ci wrogowie odmawiali prawa nawet do czegoś tak oczywistego, jak pochówek na Wawelu. Mit ofiarnika prześladowanego nawet po śmierci.Według tego mitu Lech Kaczyński był jedynym i ostatnim prezydentem Polski prawdziwie niepodległej, a jedynymi depozytariuszami jego dzieła jest Prawo i Sprawiedliwość, które w osobie brata będzie kontynuowało jego misję. Za życia wyszydzany i poniewierany, po śmierci doceniony przez Naród i wyniesiony przez niego aż na Wawel, a Bronisław Komorowski jest tylko nędznym uzurpatorem.
O ile mitem założycielskim PiS-u była walka z układem, korupcją, sanacja życia publicznego, program budowania III RP, o tyle paliwem napędzającym obecny PiS jest mit Smoleński. To wokół niego PiS będzie budował swój twardy elektorat, którzy w rządach Tuska widzi tylko zdradę i zaprzedanie się Rosjanom, to on złożył polską godność i suwerenności u stóp Putina. Mit Smoleński jest mitem wykluczającym innych z publicznej dyskusji. Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam. Kto myśli inaczej jest zdrajcą, zwolennikiem PO, zausznikiem Rosjan. Mit Smoleński jest mitem męczeńskim, który zakorzeni się w polskiej mitologii, pełnym polskiego cierpiętnictwa, a misją PiS-u jest kontynuowanie prowadzonej przez Lecha Kaczyńskiego polityki. Polska w myśl tego mitu madochować wierności ofiarom katastrofy, ich misji. Jarosław Kaczyński niejednokrotnie mówił, że zamierza wypełnić polityczny testament brata oraz że obowiązkiem jest budowanie w polskich miastach pomników ofiar katastrofy.Buduje mit, który nie musi mieć kontaktu z rzeczywistością, ważne by jednoczył sympatyków Prawa i Sprawiedliwości wobec Lecha Kaczyńskiego i wspólnej niechęci wobec uległego wobec Rosjan rządu Donaldu Tuska. I choć nie przyniesie Jarosławowi Kaczyńskiemu raczej zwycięstwa w najbliższych wyborach, pozwoli mu to na mobilizację zwolenników i dalsze podważanie demokratycznego porządku, czego przykładem były choćby reakcje na wybór Bronisława Komorowskiego na prezydenta, czy oskarżanie przeciwników politycznych o serwilizm wobec Rosjan. W tym micie działa język emocji i wiary, mowa historycznych resentymentów, patriotycznej symboliki i podziału na MY-ONI.Czy mit smoleński okaże się równie silną ideologią jak koncepcja IV RP?Czy będzie osią wokół, której będzie przebiegać kampania wyborcza?


Komentarze
Pokaż komentarze (18)