Pamiętam jak dziś ten poranek. Było kilka minut po 9.00 rano gdy w sklepie, w którym robiłem właśnie zakupy rozległa się wiadomość, że Kaczyński nie żyje. Zginął u ruskich. Wiadomość rozeszła się lotem błyskawicy i już chwilę później każdy gdzie dzwonił, wysyłał sms-y aby powiadomić o tym wydarzeniu bliskich i znajomych.
Gdy usłyszałem tą wiadomość szybko podbiegłem do domu i włączyłem telewizor. Każdy kanał przerwał swój normalny program i informował o tragicznym wydarzeniu w Smoleńsku. O godz. 8.37 czasu polskiego w katastrofie lotniczej w Smoleńsku zginęło prawdopodobnie 96 osób...pierwsze wrażenie to szok i niedowierzanie, to się nie mogło wydarzyć. Jednak z każdą godziną prawda wydawała się coraz bardziej okrutna...nikt się nie uratował, para prezydencka nie żyje, elita polityczną z czołówką polskich parlamentarzystów, elita wojskowa....wszyscy zginęli. Nie znałem osobiście żadnej z ofiar, wiedziałam kim są niektóre, żałuję wszystkich co zginęli, a najbardziej Marii i Lecha Kaczyńskich.
Do dziś mam w pamięci obrazy, gdy kolumna samochodów wiozła ulicami Warszawy trumnami pary prezydenckiej, przejmujące tłumy mieszkańców Warszawy rzucających kwiat na samochody, ciągnące się tłumy Polaków pragnących oddać hołd parze prezydenckiej w Pałacu Namiestnikowskich, krzyż na Krakowskim Przedmieściu, modlitwy wiernych, morze kwiatów i zniczy. Te tygodnie wówczas połączyły Polaków w bólu i cierpieniu po stracie prezydenta. Wtedy można było mieć nadzieję, że tragedia smoleńska odmieni życie polityczne w kraju i samych Polaków. Tak jak wówczas gdy odszedł od nas Jan Paweł II, tak wtedy wielu miało nadzieję, że tragedia coś zmieni w polskim społeczeństwie. Dziś już nikt nie ma złudzeń, że tragedia smoleńska nie zmieniła klasy politycznej, a bardziej przyczyniła się do nowych podziałów. Na zdrajców i sojuszników sprawy rosyjskiej, nieudolnych rządzących i prawdziwych patriotów, bojowników o prawdę.
Mój osobisty Smoleńsk jest wolny od kłótni pod krzyżem, wolny od wojny polsko-polskiej, politycznej gry i wzajemnych oskarżeń, pochodów i marszy z pochodniami,walki pod krzyżem manifestacji politycznych. Nie znałem osobiście żadnej z ofiar smoleńskiej tragedii, wiedziałam kim są niektóre, żałuję wszystkich co zginęli, a najbardziej Marii i Lecha Kaczyńskich. Mój Smoleńsk to ból po utracie tylu wspaniałych ludzi i poczucie bezradności, to pytanie dlaczego to musiało się stac? Jaki jest sens tragedii smoleńskiej? Mój Smoleńsk woła o prawdę, ale jest wolny politycznej zemsty.
Mój prywatny Smoleńsk to wspomnienie ludzi, którzy zginęli. Ciepłej Marii Kaczyńskiej, pełnej uroku i dobra, Przemka Gosiewskiego znanego czasem z niezrozumiałych wypowiedzi, wąsów Krzysztofa Putry czy w końcu Janusza Kurtyki, pełnego odwagi prezesa oskarżanego często o polityczne działania IPN-u, w któż nie pamięta Janusza Zakrzeńskiego w roli marszałka Józefa Piłsudskiego.?... Taki jest mój, mały osobisty Smoleńsk, pełen tych ludzi, modlitwy odmówionej w ciszy i spokoju, z dala od ludzi, pełen pamięci o tych ludziach, złożony z ich słów i gestów, wolny od bicia politycznej piany, pustych gestów i hipokryzji, bez tłumów ze sztandarami i okrzykami „Tusk to zdrajca”. Taki jest mój mały prywatny Smoleńsk. Nie ma w nim miejsca na polityków, rozpolitykowanych biskupów, tłumów ludzi z flagami i pochodniami, jestem sam ze wspomnieniami o ludziach, którzy zginęli. Mój Smoleńsk jest wolny od patosu, wielkich i nadętych słów. Smoleńsk gdzie do dziś leży wrak samolotu, widok brzóz, pustych krzeseł w Katyniu i obrazy ludzi jednoczących się na Krakowskim Przedmieściu. Kiedyś pełen złudzeń w polskiej wspólnocie i jedności, dziś tylko nadziei, że więcej nie będzie drugiego Smoleńska...To mój prywatny Smoleńsk, intymny świat do którego nikt nie ma dostępu, i w tych rozmyślaniach wiele pytań krąży wokół...
Jak jeszcze tragedia musi się zdarzyć aby Polacy potrafili być prawdziwą wspólnotą, nie taką na kilka tygodni? Ile jeszcze musi się stać, aby polska klasa polityczna była mniej agresywna i brutalna wobec siebie?
Jestem młodym człowiekiem i chciałbym jeszcze dożyć chwili, gdy tragedia smoleńska nie będzie elementem gry politycznej czy kampanii wyborczej. Gdy tragedia smoleńska nie będzie oskarżeniem, a wezwaniem do odmiany życia politycznego. Wezwaniem, które się urzeczywistni, a nie pozostanie w sferze gestów i słów. Gdy 10 kwietnia wszyscy Polacy będą upamiętniali ten dzień w sposób wolny od politycznych kontekstów, oddając cześć i chwalę ofiarom katastrofy. Gdy uroczystości nie będą polityczną manifestacją jedną partii politycznej a staną się hołdem wobec 96 ofiar. Chciałby doczekać chwil gdy Smoleńsk nie będzie licytacją, kto bardziej zawinił a kto mniej, kto bardziej zasłużył na pomnik i dlaczego.
Chciałbym dożyc, gdy władza w sposób godny i pełen szacunku będzie obchodzić uroczystości upamiętniające tragedię. Gdy słowo patriotyzm i wywieszenia flagi, zapalenie 10 kwietnia zniczy nie będzie kojarzyć się z oszołomstwem. Chciałby doczekać chwil gdy poznamy prawdę o przyczynach tragedii smoleńskiej, prawdy, która może być oczyszczająca i która może wyzwolić cześć Polaków od permanentnej żałoby. Czy to tak wiele?Czas bowiem biegnie dalej. Z szacunkiem dla przeszłości, pamiętając o tragedii smoleńskiej musimy bowiem nie pielęgnować cierpienie i smutek, żałobę a pracować dla przyszłych pokoleń, aby Polska była coraz bardziej krajem wszystkich, a nie tylko dla niektórych. Z szacunkiem dla pamięci i historii musimy żyć przyszłością.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)