Dziś Bogdan Zdrojewski dostał olśnienia. W radiu TOK FM powiedział, że Lech Kaczyński zasłużył na pomnik. Nie wiem czy to pod wpływem wczorajszych, rocznicowych uroczystości, ale Zdrojewski jest pierwszym politykiem obecnego rządu, który wypowiedział się tak jasno w sprawie pomnika.
Minister zauważa jednak, że postawienie pomnika Lecha Kaczyńskiego lub wszystkich ofiar w Warszawie to rzecz władz miasta. Jest przeciwny postawieniu 96 świetlnym słupów na Krakowskim Przedmieściu, co proponował Jarosław Kaczyński. Zdaniem ministra powinno się uszanować zabytkowy charakter tej części stolicy. Cały kłopot polega na tym, że prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz- Waltz zapowiedziała przeprowadzenie sondaży w sprawie pomnika. Jest niechętna i przeciwna stawianiu pomnika Lechowi Kaczyńskiego. Dlatego też sprawa postawienia pomnika Lecha Kaczyńskiego powinna paść z ust Donalda Tuska lub Bronisława Komorowskiego. Głos Bogdana Zdrojewskiego jako ministra kultury i dziedzictwa narodowego to zdecydowanie za mało, choć to krok w dobrym kierunku. Pomnik powinien stanąć w centrum miasta, najlepiej na Krakowskim Przedmieściu, uwzględniając wrażliwość bliskich oraz szacunek wobec wyborców Lecha Kaczyńskiego. Nie trudno jednak zgadnąć, że kwestia miejsca pomnika, jego charakteru będzie kwestią drażliwą i nie pogodzi wszystkich. Teraz należy oczekiwać jasnych deklaracji politycznych władz samorządowych i aby oczywista oczywistość, jaką jest pomnik Lecha Kaczyńskiego został wniesiony jak najprędzej. Władza nie może być głucha na głosy społeczeństwa domagające się upamiętnienia Lecha Kaczyńskiego. Jeśli Gabriel Narutowicz – pierwszy prezydent II RP ( co prawda zginął w zamachu) ma w Warszawie swój pomnik i plac, dlaczego nie może go mieć Lech Kaczyński? W rządzie dojrzewa jak widać myśl, że pomnik jest konieczny i nie da bez pomnika Lecha Kaczyńskiego w pełni upamiętnić katastrofy smoleńskiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)