Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji ujawniło obywatelowi Marcinowi Woźnemu ile kosztuje nas Kościół. A przynajmniej ile bezpośrednio dokłada Kościołowi budżet państwa. W kwotach brak jest przecież wydatków samorządów oraz dotacji dla kościelnych instytucji kryjących się pod takimi pięknymi nazwami jak Caritas czy inne.
Ujawnione kwoty są porażające. Sama katechetyzacja w szkołach kosztuje nas ponad miliard złotych, licząc tylko gołe pensje brutto bez części składek płaconych przez pracodawców (czyli szkoły) i świadczeń socjalnych. Zdaje się, że rząd parę razy już szukał brakującego miliarda w budżecie, jakoś dziwnym trafem nie zauważył zbędnej pozycji jaką jest katechetyzacja, do opłacania której Konkordat nie zobowiązuje naszego kraju.
Pozostałe wydatki to przy tym pikuś, ale i tak, jak się dogrzebać to zbierze się jeszcze prawie pół miliarda. Przy czym mówimy o stanie na koniec 2009 roku, bo nowszych danych MSWiA nie miało jeszcze w styczniu tego roku (nie ma co robić MSWiA wyrzutów, nie było jak zebrać informacji o wykonaniu budżetu za 2010 rok).
Finansujemy takie rzeczy jak Fundusz Kościelny, będący przecież rekompensatą za odebrane Kościołowi majątki. Tak, te same majątki, które tak gorliwie zwracała Komisja Majątkowa. Dopłacamy Kościołowi do składek emerytalnych zakonników i misjonarzy (kwoty są, relatywnie, niewielkie). Tak jakby misjonarze i zakonnicy byli ważniejsi od kobiet przebywających na urlopach macierzyńskich i wychowawczych, dla których brak jest pieniędzy na dofinansowywanie składek.
Olbrzymie, w porównaniu do tego ile państwo dokłada w ogóle uczelniom, kwoty idą też na finansowanie działalności dydaktycznej (i innej) uczelni wyznaniowych. Tak jakby dobry teolog miał nadal taką wartość dla państwa jak w Średniowieczu. Niestety, panowie księża, czasy kiedy teolog takiej klasy jak Paweł Włodkowic był cenny dla państwa się skończyły. Teolodzy są teraz zbędni, tak w dyplomacji, jak i w polityce wewnętrznej.
W świetle tych kwot, które, umówmy się, nie stanowią jakieś gigantycznej części budżetu, ale wciąż są poważne, zastanawia dlaczego rząd po prostu nie obetnie przynajmniej najłatwiejszej do obcięcia. Katechetyzacja powinna być prowadzona na koszt zainteresowanej organizacji wyznaniowej i z żadnej umowy międzynarodowej nie płynie obowiązek opłacania rzeszy katechetów.
A miliard złotych piechotą nie chodzi. Szczególnie w sytuacji, w której rząd wyciąga 4 miliardy z Funduszu Rezerwy Demograficznej, aby móc sfinansować bieżące emerytury. Ale widać finansowanie pensji księży jest ważniejsze od dbałości o los obywateli.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (135)