Kampania wyborcza trwa w Polsce praktycznie bez przerwy. Chwile oddechu mamy, tak naprawdę, tylko w czasie ciszy wyborczej. Partie, które tego nie zrozumiały, nie mają szans na dobry wynik wyborczy.
Ale w najbliższym czasie politycy zafundują nam jeszcze bardziej zmasowany atak na elektorat. Zbliżają się wybory do parlamentu i właściwa, formalna kampania wyborcza. Można się już domyślać co będzie jej treścią, więc naturalnym jest, że taki jest obecny temat dyskusji na blogu Debata.
Prawo i Sprawiedliwość będzie kontynuowało wątek smoleński. Z szczególnym naciskiem na udowadnianie, że to politycy PO i Rosjanie ponoszą winę za wszystko. Oraz na to, że premier specjalnie opóźniał publikację raportu. Od czasu do czasu, politycy PiS będą udawali, że interesuje ich coś poza tym, jak ostatnio Zbigniew Girzyński, który żartował, że PiS będzie prowadziło merytoryczną kampanię o gospodarce. Ha, ha.
Platforma Obywatelska skupi swoje wysiłki na dwóch rzeczach. Po pierwsze, będzie namiętnie udowadniała, że nie jest Prawem i Sprawiedliwością, starając się, aby fałszywa dychotomia nadal utrwalała się w głowach wyborców. Innego pomysłu na istnienie, tak naprawdę, Platforma nie ma. Gdyby miała - już by go wykorzystała, bo bycie antypisem ma rację bytu tylko wtedy gdy PiS jest silny. A partia Jarosława Kaczyńskiego słabnie ostatnio.
Po drugie, PO będzie wykorzystywać do granic przyzwoitości (i poza nie) prezydencję Polski w UE. Nie ma co się o to obrażać, bo każdy polityk skorzystałby z takiej okazji. Tym bardziej, że można wykorzystywać prezydencję do tłumienia krytyki, co już miało miejsce. I będzie miało znów.
Z kolei Sojusz Lewicy Demokratycznej ma solidną zagwostkę i brak ludzi, którzy mogliby pomóc ją rozwiązać. Sam Ryszard Kalisz (no dobrze, plus Katarzyna Piekarska), to za mało. Możemy więc być świadkami nerwowych przeskoków od merytorycznej (mniej lub bardziej) krytyki posunięć gospodarczych rządu do spraw obyczajowych. Z dodatkiem wykorzystywania Kalisza jako antypisowskiego tarana. Szkoda, że raczej nie uda się zgrabnie połączyć tych elementów, tak jak w kampanii 2001 roku.
Polskie Stronnictwo Ludowe będzie natomiast, jak sądzę, próbowało działać możliwie najspokojniej. Przynajmniej tam, gdzie i tak zbiera dużo głosów. Natomiast w dużych miastach może oprzeć się na całkowicie niemerytorycznych próbach przyciągania głosów głośnymi nazwiskami. Co z tego wyniknie - zobaczymy.
Jak będzie zachowywał się plankton - choćby Palikot czy PJN, nie wiem. Na tym najlepiej się zna blog Plankton polityczny.
Tak czy inaczej, czeka nas kampania podobna do poprzednich. Może tylko desperacja PiS będzie większa. Partia ta idzie po rekord w liczbie przegranych kampanii pod jednym kierownictwem. I chyba nie chciałaby tego rekordu dzierżyć...
Zapraszam do dyskusji na blogu Debata.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (2)