intel-e-gent intel-e-gent
491
BLOG

Terlikowski - krzyżowiec in spe

intel-e-gent intel-e-gent Polityka Obserwuj notkę 25

Naczelny krzyżowiec "Frondy" Tomasz Terlikowski uprzejmie poinformował nas, że "Gazeta Wyborcza" znów spiskuje przeciwko biednym, niezwykle w Polsce zagrożonym, katolikom. Otóż "Gazeta" szykuje dyskusje na temat związków partnerskich, aborcji i religii w szkołach. Czyli, wedle nomenklatury Terlikowskiego - wojnę o małżeństwo, zabijanie i miejsce Kościoła.

Regularnie czytam "Wybiórczą" i żadnych werbli stamtąd nie słyszę. Werble raczej grają po stronie Terlikowskiego, który ruszając na krucjatę, zapewne zawołałby, by zabijać wszystkich, a Bóg już pozna swoich. Tematy, o których mówi, będą powodem wojny tylko wtedy, gdy wypowiedzą ją jemu podobni. Bo i nie są tematami do wojowania, o ile tylko zachować zdrowy rozsądek i szacunek, do przyznanej ponoć przez katolickiego Boga, wolnej woli. 

Co więcej, nie widać, by katolicy w Polsce byli specjalnie zagrożeni. To biskupi decydują, de facto, co zostanie uchwalone przez Sejm w pewnych sprawach, gdyż na ich poparciu zależy dwóm największym partiom w parlamencie. Zarówno PO jak i PiS bez wsparcia Kościoła nie potrafią wygrać wyborów (a przynajmniej tak to wygląda).

Rozprawmy się więc najpierw z religią w szkołach. Jak pisałem ostatnio, katechizowanie młodzieży w interesie Kościoła, kosztuje podatnika około miliarda złotych rocznie. To duże pieniądze dla obciążonego już ponad miarę budżetu. A przy tym pieniądze źle wydane, bo jakoś nie widać efektu w postępie moralnym młodzieży. Zapewne dlatego, zę dla uczniaków religia to tylko kolejna nudna godzina, która w dodatku nie niesie za sobą żadnej pożytecznej wiedzy. Gdyby były to zajęcia całkowicie dobrowolne i wiązały się z większym wysiłkiem, pożytek społeczny byłby większy, bo nie wychowywalibyśmy sobie kolejnych pokoleń Dulskich, rżnących się gdzie popadnie, ale sprzeciwiających się deklaratywnie aborcji.

Terlikowskiemu dulszczyzna nie przeszkadza, oczywiście, bo ważniejsze jest, aby święty Kościół Katolicki, broń boże, nie ponosił żadnych kosztów związanych z pełnieniem swojej misji.

Aborcja, to z kolei, tak naprawdę, kwestia dwojga ludzi - potencjalnych rodziców, którzy chcieliby podjąć decyzję (ostateczną) czy na pewno są zdolni być rodzicami (mężczyźni, wstyd przyznać, najczęściej głosują uciekając od odpowiedzialności). Albo czy chcą by ich życie nabrało cnoty heroizmu, gdy stoją przed wyborem aborcja albo dziecko, którym trzeba będzie się opiekować do końca życia (jego lub rodziców).

Dla Terlikowskiego i Kościoła, oczywiście, sprawa jest prosta. Nawet ledwie wbity w komórkę jajową plemnik już jest pełnoprawnym człowiekiem. Czekam, wobec tego, z niecierpliwością na pogrzeby zużytych podpasek... Biologowie i lekarze chętnie udowodnią, że znacząca ilość zapłodnionych komórek jajowych kończy właśnie na podpasce. Że też Kościół jeszcze na to nie wpadł - ileż to dodatkowych pieniędzy by było na limuzyny i na cukierki dla atrakcyjnych ministrantów.

Za to związki partnerskie, to już sprawa nieco trudniejsza. Rozumiem punkt widzenia katolików - dla nich związek małżeński jest święty. Ale pies jest pogrzebany chyba gdzie indziej. Kościół nie broni się przed tym dlatego, że małżenstwo jest takie święte albo dlatego, że na związki partnerskie rzucą się nagle geje i lesbijki. Moim zdaniem problemem Kościoła jest obawa, że "kuzynki" i gosposie proboszczów nagle mogą odkryć, że przecież mogą całkiem legalnie i bez nadmiernie uciążliwej procedury spadkowej dziedziczyć po swoich partnerach... I wcale nie musi to oznaczać ominięcia celibatu.

Ale żarty na bok. Bo tu też chodzi o pieniądze - wielu ludzi, bynajmniej nie homoseksualnej orientacji, będzie wolało łatwiejszy do zerwania związek partnerski od ślubu. Bynajmniej nie dlatego, że będą przekonani, że za kilka lat go zerwą, ale dlatego, że tak może być prościej, wygodniej i bez kosztownego wesela. I bez kosztownego udziału księdza, który bardzo często jest wymuszony przez rodzinę.

Dlatego też Terlikowski z taką gorliwością gra larum. I dlatego niemalże wsiada na koń i krzyczy, że "Bóg tak chce". Och, jakby on chciał się urodzić w wiekach, kiedy odstępcę można było po prostu chlasnąć mieczem ku chwale Pana i w ten sposób uzyskać odpust na wieki.

Do następnego,

Intel-e-gent

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (25)

Inne tematy w dziale Polityka