W ramach Debaty zastanawiamy się jakie są możliwe powyborcze koalicje. Wybory wyborami, ale to co po nich też jest ważne. Szczególnie, że koalicja która powstanie ma szansę rządzić nami przez kolejne 4 lata. Jaka więc będzie Polska po wyborach?
Jakie więc są możliwe koalicje? Kto z kim może wejść w układy i jakie będą tego skutki? Układanka wcale nie jest taka prosta jakby się wydawało.
Teoretycznie najbardziej prawdopodobne jest utrzymanie obecnej koalicji - PO z PSL. Zmieni się kilku ministrów, ale poza tym nie zmieni się wiele. Utrzymany zostanie obecny trend, czyli mało robić, ale dużo mówić o tym jak świetnie się to robi. Do tego utrzymane zostaną podstawowe elementy niesławnego państwa PiS czyli CBA i IPN. Pętla autorytaryzmu będzie się nadal powoli zaciskała przy aplauzie mediów.
Może się jednak zdarzyć, że PO i PSL nie wystarczy głosów do stworzenia bezpiecznej większości. Będą wtedy potrzebowały trzeciego partnera. Z obecnej sytuacji sondażowej wynika, że PO będzie miała tu dwóch potencjalnych aliantów - Ruch Palikota albo SLD. Donald Tusk chętniej wybierze Palikota, gdyż łatwiej będzie mu przeciągnąć posłów Ruchu bezpośrednio do Platformy. I jedyną różnicą w stosunku do układu PO-PSL będzie realizacja któregoś z postulatów Palikota. Zapewne wybierze się coś spektakularnego ale mało istotnego. Obstawiam zdejmowanie krzyży w urzędach, bo na wycofanie religii ze szkół Kościół nie pójdzie, a Palikot naciskać nie będzie, zadowolony z odzyskanej pozycji.
Jeżeli jednak powstałaby koalicja PO-PSL-SLD sprawy mogą się przedstawiać nieco inaczej. Nie ma co liczyć na realizację antyklerykalnych postulatów Sojuszu, bo w tym wypadku Tusk się na to nie zgodzi, ale możliwe jest, że Platforma zaakceptuje propozycje SLD w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości i być może nawet zlikwiduje CBA. Byłby to spory postęp, ale to już zależy od ceny jaką Tusk będzie chciał zapłacić za koalicję.
Raczej mało prawdopodobny jest scenariusz, w którym PO wchodzi w koalicję z Palikotem lub SLD bez PSL. Choć to też zależy od liczby głosów jakie otrzyma Palikot. Jeżeli wystarczy, to za cenę realizacji mało istotnego, ale spektakularnego postulatu Ruchu, PO obejdzie się bez kłopotliwego koalicjanta, czyli PSL woląc przystawkę, którą można wchłonąć. Tym bardziej, że chętnie wdroży podatek liniowy (oznaczający faktycznie degresywną stopę obciążenia, biedni będą płacić więcej niż bogaci, biorąc pod uwagę wszelkie składki na ubezpieczenia społeczne).
Nie jest możliwa koalicja PiS z SLD. Jeżeli nawet w SLD znalazłby się jakiś samobójca skłonny to forsować, to szybko zostałby obalony przez doły partyjne.
Jednak najważniejszym elementem układanki koalicyjnej jest PSL. Stronnictwo może bowiem wejść w koalicję także z PiS. Taki scenariusz oznaczałby pełną restytucję IV RP i błyskawiczne przywrócenie atmosfery grozy z lat 2005-2007. To, co PO wdraża powoli i skutecznie, PiS będzie chciało wdrożyć natychmiast. Jarosław Kaczyński, w przeciwieństwie do Donalda Tuska nie chce czekać.
Dlatego też z pewnością będzie szukał więcej koalicjantów niż PSL. A że po przegranych wyborach w PO może (choć nie musi) dojść do zmiany u steru, Jarosław Kaczyński może nawet rozważać odnowienie POPiSu. Tak naprawdę to Donald Tusk i osobiste animozje między nim a Kaczyńskim stoją tu na przeszkodzie. Po wymianie wierchuszki PO możemy ujrzeć nowy, wspaniały POPiS już bez PSL u władzy. W takiej sytuacji błyskawicznie doszłoby do zmiany konstytucji na wzór węgierski i ograniczenia wolności słowa. To już nie byłby powolne zmiany Donalda Tuska ani gwałtowne i mało skuteczne szarpaniny Jarosława Kaczyńskiego, to byłby bliztkrieg.
Ale taka groźna koalicja jest możliwa tylko w przypadku wyraźnej klęski PO. Co jest mało prawdopodobne i może być wrzucone do dziedziny political-fiction. Także dlatego, że w razie klęski będzie jak unieważnić wybory.
Możliwe też, że do Sejmu wejdzie jednak PJN - co trochę zmieni obraz owych koalicyjnych puzzli. PJN może łatwo być koalicjantem PO. Ale również może wejść w koalicję z PiS, choć to dla działaczy PJN duże ryzyko, bo prezes nie wybacza. Ich kłopot polega na tym, że Donald Tusk również. Ale szanse PJN są niewielkie, choć jest szansa, że otrzymają wystarczające poparcie, by otrzymywać dotacje z budżetu.
Z obrazu owych koalicyjnych układanek wyłania nam się jedyna partia niemal pewna udziału w rządzeniu - PSL. Co daje Pawlakowi prawo do twierdzenia, że wybory wygra koalicjant Polskiego Stronnictwa Ludowego.
A co Wy o tym sądzicie? Zapraszam do dyskusji na blogu Debata.I przypominam, że w niedzielę głosujemy.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (3)