Minister Boni chce koniecznie obłożyć składkami tzw. umowy śmieciowe. Organizacje pracodawców przyklaskują temu, choć stawiają warunki. Dla nich to gwiazdka przed terminem. Związkowcy mają wątpliwości i słusznie. Najciekawsze są deklarowane intencje ministra - boi się o emerytury osób zatrudnionych na umowach śmieciowych.
Troska ministra Boniego jest tak naprawdę troską o budżet i interesy pracodawców. Tak się bowiem składa, że większość obecnych umów śmieciowych jest tak naprawdę umowami o pracę i takimi byłaby również formalnie, gdyby Państwowa Inspekcja Pracy działała jak należy. Ale nie działa, a rząd PO dodatkowo zmniejszył liczbę wydziałów pracy w sądach, co utrudniło znacząco pracobiorcom dostęp do Sądu Pracy.
Umowy śmieciowe są problemem, ale też trudno nie zauważyć, że spora liczba osób wykonujących umowy o dzieło pracuje tak bo rzeczywiście tak chce - dla nich obłożenie umów składkami będzie znaczącym problemem. Są to przedstawiciele tzw. wolnych zawodów, którzy pracują nie oglądając się na emeryturę i z czasem często przechodzą na różne formy działalności gospodarczej lub wracają na etat w ramach tzw. telepracy. Zależnie od formy i liczby zleceń.
Czym innym są pracobiorcy siedzący po różnych biurach, fabrykach itp. zatrudnieni na umowy o dzieło a faktycznie wykonujący pracę etatową. Tu tkwi problem, bo tych ludzi jest już parę milionów i są oni wyzyskiwani przez korporacje. Ale ten problem łatwo można rozwiązać ułatwiając dostęp do Sądów Pracy i reorganizując pracę Inspekcji Pracy.
Dodatkowo jednak należałoby zmienić system karania pracodawców za wykorzystywanie pracobiorców. W chwili obecnej grzywny i mandaty płacą bezpośredni kierownicy osób wyzyskiwanych. A to przecież nie oni ponoszą odpowiedzialność za politykę firmy. Politykę firmy ustala zarząd i to on powinien być karany za wyzysk. Gdyby członkowie zarządu i prezesi musieli płacić np. po 5000 grzywny za każdy stwierdzony przypadek zatrudnienia z naruszeniem kodeksu pracy - szybko umowy o dzieło zamieniłyby się w mniej śmieciowe umowy o pracę tymczasową, gwarantujące przynajmniej prawo do urlopu i zwolnienia chorobowego.
Ale tego minister Boni nie chce, bo on chce zrobić pracodawcom dobrze. Chce by mogli mieć niewolników, a nie pracowników. A interes przyszłych emerytów ma tak naprawdę gdzieś.
Do następnego (?)
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (52)