Dobrą tradycją polskiej demokracji jest przyznawanie stanowiska wicemarszałka Sejmu dla każdej partii politycznej obecnej w Sejmie na początku kadencji. Zwyczaj ten utrzymany był w mocy nawet w czasach izolowania Samoobrony w czasie kadencji 2001-2005 kiedy osobista interwencja Leszka Millera sprawiła, że wicemarszałkiem został Andrzej Lepper. Co po czasie okazało się błędem, gdyż Lepper nie nadawał się na wicemarszałka. Ale to już inna historia.
Tak też miało być w obecnej kadencji. Platforma Obywatelska ustami swojego wodza obiecywała, że wicemarszałkiem będzie przedstawiciel każdej partii, w tym Ruchu Palikota, który desygnował na swojego kandydata Wandę Nowicką, choć mógł przecież Annę Grodzką (co byłoby nie do przełknięcia dla PiS i PO). Jednak w głosowaniu Wanda Nowicka przepadła, o czym zdecydowały głosy konserwatywnej części Platformy. Której Donald Tusk pozwolił zademonstrować siłę, żeby sobie Palikot nie myślał za wiele.
W sukurs Wandzie Nowickiej przyszli, nolens volens, ziobryści z Solidarnej Polski, proponując kandydatkę jeszcze mniej strawną - Beatę Kempę. Znana ze zrażania do siebie wszystkich posłanka nie została wybrana, przegrywając ostatecznie z Wandą Nowicką. Która po zbędnych korowodach została jednak wicemarszałkiem.
Nie jest dla mnie w tym momencie istotne, że Wanda Nowicka jest kawiorową feministką, której realne osiągnięcia polegają na piciu kawy z Henryką Bochniarz i Jolantą Kwaśniewską czy pisaniu komunałów do "Gazety Wyborczej" (fakt, zgadzam się z tymi komunałami). Ważne jest co innego - próba podważenia przez PO dobrego zwyczaju, jakiego polska demokracja dorobiła się w ciągu ostatnich 20 lat.
Wydaje mi się, że Donald Tusk, rządzący w chwili obecnej niepodzielnie Jedną PolskąPlatformą Obywatelską (na co wskazuje załatwienie sprawy Schetyny i zrobienie marszałkiem Sejmu posłusznej Tuskowi Ewy Kopacz) chciał udowodnić Palikotowi, że łatwo to byłemu politykowi PO nie będzie. I że w każdej chwili Tusk może mu zagrać na nosie i wbić w ziemię.
Nie jest to dobry obyczaj. I mam nadzieję, że już nie będzie więcej praktykowany. Takich działań można się spodziewać raczej po Jarosławie Kaczyńskim, a nie opiewanym w mediach jako obrońca demokracji Donaldzie Tusku.
Do następnego (?)
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (18)