intel-e-gent intel-e-gent
1292
BLOG

Lekarz to nie kibol

intel-e-gent intel-e-gent Polityka Obserwuj notkę 18

Z zainteresowaniem przyglądam się "wojnie" lekarzy z rządem. Lekarze nie chcą wykonywać dodatkowej roboty i wcale im się nie dziwię, a rząd chce przerzucić dodatkową pracę (i koszty) na innych i też mu się nie dziwię, bo dziura budżetowa, mimo pokazowego wykupu wciąż jest pokaźna.

Tak sobie jednak myślę, że lekarze są od leczenia, a NFZ od ubezpieczania. Nie wiem czemu lekarz w publicznej przychodni (ale i prywatnej również) miałby sprawdzać jakikolwiek dokument publicznego ubezpieczenia, skoro i tak zawsze podajemy numer PESEL pojawiający się na recepcie. Dla Narodowego Funduszu Zdrowia jest to informacja wystarczająca do stwierdzenia czy pacjentowi ulga się należy czy też nie i więcej nie jest potrzebne. Chyba, że...

Chyba że rząd zamierza sprywatyzować system ubezpieczeń zdrowotnych i zamiast publicznego systemu będziemy mieli system rynkowy z konkurującymi ze sobą ubezpieczycielami, tak jak jest to w USA. Co, co prawda, przełoży się na wyższe wydatki na zdrowie, ale też i sprawi, że jeszcze więcej osób będzie pozbawionych ubezpieczenia.

Rola lekarza w systemie refundacji ogranicza się, tak naprawdę, do stwierdzenia, czy choroba jest przewlekła czy też nie. To określa stopień refundacji, a ewentualne wyjątki w postaci inwalidów wojennych można ewentualnie sprawdzać w przychodni/szpitalu. Natomiast sprawdzanie reszty (i ściganie nieubezpieczonych) powinno być w gestii NFZ. Przynajmniej dotąd, dokąd mamy PUBLICZNY system opieki zdrowotnej, a nie KOMERCYJNY.

W ogóle system sprawdzania ubezpieczeń zdrowotnych jest postawiony na głowie. Z niewiadomych dla mnie względów to szpitale i przychodnie mają sprawdzać czy jestem ubezpieczony i ścigać tych, którzy nie są. Tymczasem powinny one identyfikować pacjenta na podstawie dokumentu z numerem PESEL, a reszta powinna być w gestii NFZ, któremu przecież za coś płacimy, prawda? Lekarz jest od leczenia, a publiczny ubezpieczyciel od ubezpieczania i ścigania wyłudzających świadczenia.

W wojence lekarzy z rządem staję więc po stronie lekarzy. Którzy nieco przypadkiem stopują kolejny krok rządu w kierunku komercjalizacji systemu ubezpieczeń zdrowotnych. O ile bowiem nie mam nic przeciwko prywatnym przychodniom czy szpitalom, o tyle uważam, że podstawowy system ubezpieczeń zdrowotnych powinien być publiczny. Przykład wielu państw wskazuje, że tak jest najlepiej dla pacjenta czyli dla każdego z nas. Nawet jeśli czasem trzeba poczekać na leczenie.

Donald Tusk i Bartosz Arłukowicz (Panie ministrze, następnym razem niech Pan nie opóźnia samolotu do Szczecina ignorując wezwania do zapokładowania) mogą sądzić, że lekarzy da się uciszyć jak sprzedawców dopalaczy albo zrobić z nich wrogów publicznych jak z kiboli. Ale nie pójdzie im tak łatwo. Bo nawet jeśli większość z nas nie lubi lekarzy, to jednak wydaje się oczywiste, że póki system ubezpieczeń jest publiczny, to przerzucanie roboty NFZ na lekarzy jest pomyłką.

Co oczywiście nie wynika z niekompetencji rządu czy ministra. Rząd PO kompetentnie dąży do komercjalizacji ubezpieczeń na wzór amerykański. Jak to się kończy wie szczególnie te kilkadziesiąt milionów obywateli USA bez ubezpieczenia zdrowotnego.

Do następnego (?),

Intel-e-gent

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka