Redaktorzy i dziennikarze "Wyborczej" co jakiś czas odkurzają stare numery "NIE" i wyciągają z nich jakąś interesującą sprawę, przedstawiając ją jako swój własny sukces. Mogliby się, oczywiście, powoływać na tygodnik Urbana, ale i tak fajnie, że przynajmniej nagłaśniają przekręty. Bądź sprawy, które przekrętem śmierdzą.
Tak jak sprawa firmy Malma, do której problemów i de facto upadłości przyczynił się bank Pekao SA i jego główny udziałowiec UniCredit. Oczywiście, to że napisałem "przyczynił się" nie oznacza, że mamy tu z kategorycznym stwierdzeniem, bo to jest w stanie zrobić tylko sąd. Mamy więc tu do czynienia z trybem przypuszczającym bez jego używania.
W skrócie sprawa wygląda tak - właściciel Malmy skonsolidował kredyty w Pekao, które miało również wprowadzić jego firmę na giełdę. Jeden z ważnych menedżerów UniCredit był również udziałowcem firmy Barilla, potężnego producenta makaronów z Włoch, który miał marniutki udział w polskim rynku. Bardzo szybko okazało się, że bank nie chce wprowadzić Malmy na giełdę, za to dusi ją kredytami i odsetkami, które rosły niemal z dnia na dzień. A kapitału z giełdy jak nie było, tak nie było.
W efekcie Malma została zarżnięta, po halach fabrycznych hulałby wiatr, gdyby nie to, że pracownicy bronią do upadłego swoich dawnych miejsc pracy (i mają nadzieję, że przyszłych również). A bank został z poważną stratą na własne życzenie. Jaki miał w tym interes?
Bank żaden. Ale jego menedżerowie a i owszem. Pan Profumo (ów Włoch powiązany z Barillą) swój. Prezes banku Jan Krzysztof Bielecki na pewno też jakiś interes w tym miał inaczej powinien był się zainteresować tym, dlaczego podległa mu firma topi ciężkie miliony zarzynając firmę, którą można było uratować. Kto wie, może podwyżka, jakaś premia albo przedłużenie zatrudnienia skusiły byłego premiera i obecnego doradcę Donalda Tuska. Nie jesteśmy w stanie tego rozstrzygnąć, więc najlepiej jest założyć, że po prostu jest idiotą, który nie potrafi zarządzać. Tylko co w takim razie robi on jako doradca?
W świetle publikacji prasowych sprawa wygląda właśnie tak jak przedstawiłem - bank zarżnął firmę, a nikt nie poniósł za to odpowiedzialności, pomimo faktu, że przecież są odpowiednie paragrafy za działanie na szkodę spółki. Bo takim właśnie działaniem było doprowadzenie Malmy do obecnego stanu.
Co gorsza wyłania się nam również obraz menedżerów, zainteresowanych nie zarządzaniem spółką ile robieniem własnych interesów na taką skalę, że największy łapownik z urzędów państwowych wygląda przy nich na wzór uczciwości. O ile nie pracował wcześniej w sektorze korporacyjnym.
Płynie z tego wniosek, że menedżerowie robią sobie co chcą i nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności. A ewentualne straty zrzucą pewnie na któryś skarb państwa - jak nie polski, to włoski. W każdym razie, to my zapłacimy za zasiłki dla bezrobotnych i pomoc społeczną dla pracowników Malmy.
W tym wszystkim jest jeszcze dodatkowy smaczek. Malma była firmą, która dbała o pracowników. Czyli robiła coś wręcz przeciwnego do ideologii wyznawanej przez lata przez Bieleckiego, który wolał dbać raczej o przedsiębiorców, a płacenie pracownikom uważał wręcz za zło konieczne. Ale to akurat najmniej ważne.
Ważne jest to, że nie możemy wiele zrobić poza nagłaśnianiem sprawy. No bo co? Zaczniemy nawoływać do bojkotu Pekao SA i Barilli? I będziemy się potem handryczyć z prawnikami Pekao? Korporacje i ich menedżerowie są w Polsce bezkarne, co dobrze pokazuje przykład Jeronimo Martins (Biedronka), w której odpowiedzialność za system niemal niewolniczego wyzysku ponieśli wykonawcy poleceń, a nie rozkazodawcy.
Może rzeczywiście czas na kolejną rewolucję? Tylko co nam z niej przyjdzie? Nic, poza kilkoma latami terroru i paroma latami względnej poprawy, nim psychopaci znów dorwą się do stanowisk zarządzających.
Do następnego (?)
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (4)