intel-e-gent intel-e-gent
334
BLOG

Podatek kościelny? Niegłupi pomysł

intel-e-gent intel-e-gent Polityka Obserwuj notkę 10

Trwa już dyskusja na temat sposobu dalszego finansowania Kościoła po ewentualnej likwidacji Funduszu Kościelnego. Warto pamiętać, że Fundusz został stworzony przez PRL jako rekompensata za zabrany majątek i służył do pokrywania potrzeb Kościoła np. w zakresie ubezpieczeń społecznych (ale nie tylko Kościoła Katolickiego, bo i inne związki wyznaniowe korzystały z Funduszu). Na blogu Debat zastanawiamy się teraz nad tym, czy propozycja rządu, aby odliczać na swój Kościół 0,3% podatku ma sens czy nie. 

Generalnie, ta propozycja ma jedną dobrą stronę - przynajmniej część przepływów pieniężnych od państwa do związków wyznaniowych będzie dobrze widoczna. Pozwoli to, przynajmniej w części, zorientować się jakimi pieniędzmi dysponuje Kościół Katolicki (a i innych związków wyznaniowych też to dotyczy) i na ilu wiernych może liczyć. Większa przejrzystość zawsze oznacza poprawę, bo w najgorszym wypadku przynajmniej wiadomo co się dzieje.

Niestety, wprowadzenie tego rozwiązania nie zamknie pozostałych dróg finansowania Kościoła (bo przecież o Kościół Katolicki przede wszystkim tu chodzi) z pieniędzy ogółu podatników. Państwo i samorządy nadal będą łożyć na pensje katechetów (w przeważającej części księży i zakonników czy zakonnic) i nadal też samorządy będą po cichu finansować Kościół dotacjami dla kościelnych fundacji z rzadka zajmujących się rzeczywiście działalnością społecznie potrzebną (ale też nie udawajmy, że niczego dobrego nie robią, są równie dobre i równie fatalne jak fundacje i organizacje niekościelne). I nie będzie jak się tego pozbyć, bo wpływy jakie Kościół otrzyma z 0,3% podatku nie wystarczą nawet do pełnego zastąpienia wpływów z tacy, a co dopiero mówić o wpływach za śluby, chrzty czy pogrzeby.

Wniosek, wbrew pozorom, jest prosty - należy się przyjrzeć propozycji abp Michalika, który sugerował, że Kościół powinien dostawać 1%. I zastanowić się, czy nie miałoby to sensu, pod warunkiem, że Kościół przejmie utrzymanie katechetów, a najlepiej i organizację katechez. Ale samo przejęcie katechetów mogłoby już być naprawdę dobrym kompromisem. Wolałbym, aby religii nie było w szkołach, ale jeżeli Kościół przejmie finansowanie tych zajęć, to czemu rodzice chcący posyłać dzieci na takie zajęcia nie mieliby mieć łatwiej?

Kłopot w tym, że wtedy możemy najwyżej zakazać zbierania na tacę albo zakazać pobierania opłat za posługi religijne. Kościół, niezależnie od napchania mu kabzy zwrotami majątku (moim zdaniem skonfiskowanego niegdyś słusznie, ale to temat na inną dyskusję) nie będzie, prawdopodobnie, w stanie pokryć kosztów katechezy w obecnym wymiarze bez tych wpływów. Co jasno określa nam jak bardzo obecnie dofinansowujemy z naszych podatków ową instytucję i dlaczego tak bardzo zależy jej na pieniądzach.

Dobrze by jednak było, abyśmy zrobili krok w stronę większej przejrzystości finansów związanych z związkami wyznaniowymi. Nie może być bowiem tak, że państwo to dojna krowa dla Kościołów. Moim zdaniem państwo powinno najwyżej pomagać w finansowaniu remontów zabytkowych kościołów, katedr czy synagog, a nie finansować bieżącą działalność Kościoła. Od tego bowiem są wierni, a nie podatnicy.

Dlatego propozycja rządu to krok w dobrym kierunku. Trzeba się jednak zastanowić czy nie zamienimy siekierki na kijek, jeżeli zamienimy tylko Fundusz Kościelny na odpis 0,3% podatku i poza tym nic się nie zmieni. Może się bowiem okazać, że dokładamy do Kościołów więcej niż dokładaliśmy przed tą zmianą.

A co Wy o tym sądzicie? Zapraszam do dyskusji na blogu Debat.

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka