intel-e-gent intel-e-gent
1811
BLOG

Smoleńsk. Kto skorzystał?

intel-e-gent intel-e-gent Polityka Obserwuj notkę 41

Z zażenowaniem przyglądam się temu, co dzieje się wokół rocznicy katastrofy w Smoleńsku. Rząd, w zasadzie, udaje w tych dniach, że go nie ma i nie ma czego czcić, za to PiS i Jarosław Kaczyński są wszędzie, monopolizując powoli pamięć i tworzenie mitologii związanej z katastrofą. Przy okazji Kaczyński próbuje wpływać na politykę zagraniczną wciąż powtarzając oskarżenia pod adresem Rosjan.

Czy Rosjanie mogli przyczynić się do katastrofy albo inaczej, czy mogli dokonać zamachu na Lecha Kaczyńskiego? Móc mogli, a przyczynić do katastrofy, to przyczynili się niemal na równi z Polakami - zderzenie dwóch bałaganów musiało mieć w końcu tragiczne konsekwencje. A na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj polski bałagan zderzał się z rosyjskim regularnie. Pomijając fakt, że lotnisko to powinno było być zamknięte (ale Rosjanie ustępowali Polakom w tej sprawie).

Jednak sam zamach nie miałby racji bytu. Przede wszystkim dlatego, że nie wytrzymuje zderzenia z regułą "kto skorzystał". Rosjanom bardziej opłacał się Lech Kaczyński jako polski prezydent niż jako trup, którego można używać w rozgrywkach. Przede wszystkim dlatego, że osobowość Lecha Kaczyńskiego i jego brata pozwalała na łatwe rozgrywanie problemu polskiego w kontekście Unii Europejskiej. A Rosja od dawna jest mistrzynią w dyplomacji tego typu.

Wskutek tragedii w Smoleńsku zniknął polityk, który jako koncepcję polityki wschodniej prezentował sprzeciwianie się Rosji zawsze wszędzie i za wszelką cenę. Co Rosja zręcznie wygrywała, wykorzystując niechęć Niemiec czy Francji do prowadzenia polityki wschodniej w ten sposób. Obecnie, mimo rusofobii Radosława Sikorskiego, Polska zachowuje się bardziej racjonalnie, szukając przede wszystkim porozumienia z unijnymi partnerami. Rosji o wiele trudniej jest teraz rozgrywać kwestię polską.

Pamiętajmy jeszcze, że nie należy przeceniać wagi kwestii polskiej w polityce zagranicznej Rosji. Polska, czego byśmy nie chcieli, wciąż jest mało znaczącym państwem.

Na śmierci Lecha Kaczyńskiego nie skorzystała również Platforma Obywatelska. 10 kwietnia uległy zawaleniu wszystkie rachuby mówiące, że PO łatwo wygra wybory prezydenckie w 2010 roku i parlamentarne w 2011. Mający do 10 kwietnia prezydenturę w kieszeni Bronisław Komorowski nagle musiał zacząć o nią walczyć i to z niezręcznej pozycji osoby pełniącej obowiązki prezydenta. Pamiętamy wszystkie wpadki Komorowskiego, których w dużym stopniu unika już jako prezydent. Pod presją wypadał bardzo słabo, podobnie zresztą jak reszta PO, która wyraźnie nie miała koncepcji jak walczyć z Jarosławem Kaczyńskim.

Ktoś jednak na katastrofie skorzystał. Choć trudno tu mówić o korzyściach w kontekście osoby, która straciła najbliższego człowieka. Tym, kto skorzystał, jest oczywiście Jarosław Kaczyński, który nie dość, że wybory przegrał tylko "o włos" (a Lech Kaczyński przegrałby je znacząco), to jeszcze wzmocnił dzięki tragedii smoleńskiej swoją partię na tyle, że wyborczy wynik w 2011 był znacznie lepszy od tego, który przewidywano przed 10 kwietnia 2010 roku. Partia Jarosława Kaczyńskiego zyskała, dzięki katastrofie, nowe paliwo pozwalające jej na jednoczenie się wokół wspólnego celu. Celu, który straciła gdy okazało się, że coraz mniej osób wierzy w mityczny "Układ".

Oczywiście, to że skorzystał na tym Jarosław Kaczyński nie oznacza niczego poza tym, że nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło.

Natomiast warto jednak zainteresować się tym, by nie pozwolić na opanowanie PiSowi i środowiskom związanym z tą partią obszaru pamięci narodowej w zakresie katastrofy smoleńskiej. Mity mają to do siebie, że żyją w pamięci narodu długo i wbrew faktom. Czego dobrym dowodem jest mitologia narosła wokół Powstania Warszawskiego.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (41)

Inne tematy w dziale Polityka