Stary nowy szef SLD ma plan. Chce przelicytować Palikota w lewicowości (co nie jest takie trudne, biorąc pod uwagę fakt, że Palikot lewicowy jest tylko w kwestiach światopoglądowych). Czekając na wynik partyjnych wyborów, który jest ustalony z góry, Leszek Miller przedstawia zręby programu SLD.
Koronnym punktem wydaje się być 50% podatek dla najbogatszych. I fajnie, że ktoś myśli o tym, by zmusić darmozjadów do płacenia podatków, ale ja pytam - a czemu nie 60 albo 90%? Cymes tkwi bowiem nie w stawce, ale w tym, by zamknąć możliwości ucieczki przed opodatkowaniem. A bez dobrego i stabilnego systemu podatkowego i pilnowania by menedżerowie nie pracowali pod przykrywką własnych działalności gospodarczych (tylko na umowę o pracę, bo są pracownikami najemnymi wynajmowanymi przez właścicieli), nie będziemy w stanie zmusić najbogatszych do płacenia podatków. Poza tym, nie każdy bogaty to darmozjad, zdarzają się chlubne wyjątki. Nawet w Polsce.
Problem Sojuszu tkwi zresztą nie w braku odpowiedniego programu, tylko w ludziach. Od czasów pierwszego przewodnictwa Millera w SLD skutecznie pozbywano się ludzi zdolnych i mających coś do powiedzenia, zostawiając miernoty w rodzaju Napieralskiego, Kality czy Jońskiego. A przy tym nie pozbyto się betonu, a przynajmniej nie zmarginalizowano go na tyle, by przestał przeszkadzać. Beton ma się więc dobrze i wracają do obiegu ludzie w rodzaju Czarzastego czy Janika. Nie twierdzę, że są źli. Twierdzę, że nie nadają się do tego, by uratować jedyną partię, w której konsekwentnie pojawiały się przez lata lewicowe hasła.
I jedyną, która rządząc nie dokonała żadnego większego zamachu na podstawy demokratycznego państwa. Przypomnijmy, że PO kilkakrotnie już próbowała kuchennymi drzwiami wprowadzić cenzurę, a z kolei PiS radośnie budowało państwo oparte na mniej lub bardziej tajnej policji, której zresztą PO nie zlikwidowała (CBA ma się dobrze).
Niezależnie od haseł, jakie będzie miało SLD na sztandarach, sam fakt, że głosić je będą ludzie kojarzeni z betonem, promowaniem miernot i przesadnym pragmatyzmem powoduje, że wyborca lewicy rozpaczliwie szuka kogoś, na kogo mógłby głosować. I nie ma na kogo, bo Palikot to tylko medialny humbug i przystawka do PO, która ma zgarniać głosy lewicujących wyborców. W odpowiednim czasie skończy się to pewnie zjazdem zjednoczeniowym z PO i będzie po krzyku. O ile Platforma się w tym czasie nie skompromituje, ale póki co ma wciąż jeszcze wystarczająco dużo antypisowskiego paliwa, by nie martwić się o przyszłość. Nawet jeśli promuje się teraz w niej miernoty, tak jak w SLD na początku tego stulecia.
SLD kontratakuje. Tyle tylko, że nie ma kim. Hasła nie mają większego znaczenia.
Do następnego (?)
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (20)