Jarosław Kaczyński oświadczył dziś, że nawet w interesie "nienarodzonych" jest zmiana rządu. W domyśle - na jego rząd, bo zaraz dodał, że Mariusz Kamiński powinien wrócić. Czyli CBA ze zwykłej policji politycznej robiącej kontrole na polityczne zamówienie znów ma być policją polityczną szykującą pułapki na polityków, którzy aktualnie nie podobają się władzy. Różnica niby niewielka, ale jednak jest.
Co ciekawe, kolejny raz łapię się, że zgadzam się, do pewnego stopnia z diagnozami Kaczyńskiego. Tyle że proponowana terapia przeraża mnie bardziej niż perspektywa marazmu w jakim tkwimy mimo miliardów euro z Unii. Korupcja, oczywiście, jest problemem, szczególnie w dobie zaniku dziennikarstwa śledczego, ale większym problemem dla mnie jest to, czego Kaczyński nie zmieni.
Korupcja, korupcją, ale w mojej opinii największym problemem Polski jest obecnie rosnące rozwarstwienie majątkowe. Gdyby nie wzrost płacy minimalnej, to na dole drabiny płace pewnie wciąż byłby na poziomie z 2005 roku. Co więcej, narasta problem zatrudniania pracowników na umowach cywilnoprawnych zamiast umów o pracę. Również tam, gdzie w grę powinna wchodzić tylko umowa o pracę. Jest to jedna z najważniejszych przyczyn rozlatywania się obecnego systemu emerytalnego.
Co gorsza, ludzie są przekonani, że ZUS to zło i powinni otrzymywać te pieniądze do ręki. Nie rozumiejąc, że w przypadku likwidacji składki na ZUS pensje brutto natychmiast spadną. Netto się nie zmienią. W ostatecznym rozrachunku taki był efekt obniżenia składki rentowej. Płace netto drgnęły tylko dla tych, którzy aktualnie mieli wtedy umowę o pracę.
Nie ma też prostego wyjścia z tej sytuacji, bo choć dane OECD lub KE, które pamiętam (googlować i poprawiać mnie jeżeli źle pamiętam) wskazywały na to, że w Polsce wcale obciążenie płac składkami nie jest takie wysokie jak to się u nas przyjęło malować, to jednak różowo też nie jest. Dla wielu małych firm to rzeczywiście spora bariera, szczególnie w branżach o niskich marżach.
Z drugiej strony, koszty płac w dużych firmach to najczęściej znikomy procent (chyba że mówimy o płacach zarządów, to wtedy już nie jest znikomy procent) kosztów własnych. I tu teoretycznie jest miejsce na podwyżki. Ale zarządy tych firm wolą te pieniądze wypłacać sobie, najczęściej w nagrodę za udane redukcje zatrudnienia.
Na rozwiązanie tych problemów Kaczyński nie ma pomysłu. Przez cały okres swoich rządów jedynym jego krokiem mającym podnieść poziom życia ogółu, a nie nielicznych najzamożniejszych było właśnie obniżenie składki rentowej. Poza tym dbał o górny 1%, choćby obniżając znacząco podatek od spadku. A przede wszystkim dbał o utrwalanie swojej władzy, tak jak robi to teraz PO (tylko PO ma lepszy styl) - zmieniał ustawę o KRRiT, powoływał policję polityczną (CBA) i szukał haków na przeciwników politycznych.
Pamiętamy to całkiem nieźle, więc wystąpienie Kaczyńskiego jest świetną wiadomością dla Donalda Tuska, który zaczął nieco pikować w sondażach. Dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu znów mu wzrośnie. Zbyt wielu ludzi pamięta duszną atmosferę lat 2005-2007, by chciało ją przywracać. I nawet rosnąca korupcja, czy tendencje autorytarne prezentowane przez PO (patrz prawo o zgromadzeniach publicznych czy próby cenzurowania internetu) tego nie zmienią.
Wciąż będzie mniej duszno w kraju rządzonym autorytarnie niż w dyktaturze.
A my, niestety, nie bardzo mamy większy wybór. Obawiam się, że ani "moje" SLD nie ma za wiele do zaproponowania (niestety, miernoty Napieralskiego wciąż są wysoko), ani Ruch Palikota tym bardziej. Chyba, że wyjąć najlepsze z jednej i z drugiej partii.
Swoją drogą, to co dostaje Kaczyński od Tuska w zamian za to, że mu pomaga? I czy Donald Tusk miał dziś ochotę wyściskać Jarka z wdzięczności za prezent?
Do następnego (?)
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (26)