Tomasz Lis wraz z obecnym pracodawcą (Ringier Axel Springer) oskarżyli byłego pracodawcę Tomasza Lisa (AWR Wprost) o kradzież akcji społecznej. Akcja prowadzona przez "Wprost" została wymyślona w czasie gdy szefem redakcji tygodnika był Tomasz Lis. Po przejściu do "Newsweeka" Tomasz Lis poprowadził podobną akcję.
Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie jak się te akcje nazywają. Są rzeczywiście podobne. Chcę jednak zwrócić uwagę na dwie rzeczy:
Po pierwsze, stałą praktyką jest, że cokolwiek wymyśli pracownik redakcji w czasie pracy, to staje się to własnością wydawcy. Oczywiście gwiazd takich jak Tomasz Lis mogą dotyczyć inne standardy. Jednak faktem jest, że zamysł akcji został ogłoszony we "Wprost" już w listopadzie 2011.
Po drugie, nie jest stałą praktyką, że znaki "towarowe" towarzyszące akcjom pracodawcy są patentowane prywatnie przez pracowników tejże redakcji. A z tego co mi wiadomo (mogłem źle zrozumieć) wniosek patentowy na logo akcji "Wprost" złożył prywatnie Tomasz Lis.
Teraz Tomasz Lis wraz z nowym pracodawcą skarży starego i domaga się 8,7 miliona złotych. Jak możemy się domyślać, pieniądze przynajmniej w części trafią do Tomasza Lisa. Naczelny"Newsweeka" skarży dawnego pracodawcę za to, że ten mu rzekomo ukradł pomysł na akcję promującą patriotyzm.
Na miejscu Tomasza Lisa to raczej bym się cieszył, że nie tylko on chce promować nowoczesny, optymistyczny patriotyzm. Widać jednak w promowaniu patriotyzmu chodziło raczej o promocję tygodnika (tak jednego i drugiego) oraz promocję samego Tomasza Lisa. Swój patriotyczny zapał do promowania patriotyzmu Tomasz Lis ceni nadzwyczaj wysoko...
Nie zamierzam tu krytykować Ringier Axel Springer. Firma jest lojalna wobec swojej gwiazdy i to może się podobać. Pytanie jak szybko zdradzi ją Tomasz Lis. Bo jego lojalności nie może być pewien nikt poza nim samym.
Nie mówiąc o tym, że szef "Newsweeka" ewidentnie od dawna wykorzystuje swoją pozycję w mediach publicznych i prywatnych do promowania własnego biznesu. Który notabene jest konkurencyjny wobec jego pracodawców. Gdybym ja robił coś takiego w firmie, w której pracuję to wyleciałbym z roboty z wilczym biletem.
To jak zachowuje się jeden z naczelny komentatorów życia politycznego w naszym kraju jest, szczerze mówiąc, najbardziej dosadnym komentarzem tego jakie jest to życie polityczne w Polsce.
Do następnego,
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (5)