Agent Tomek wezwał dziś policję do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Poszło o to, że nie mógł przeczytać notatki w sprawie Amber Gold. Nie, nie, nie dlatego wezwał, że nie był w stanie poradzić sobie z literkami, tylko dlatego, że nie chciano mu jej wydać.
Ostatecznie patrol przyjechał i dowiedział się, że jest już niepotrzebny. Agent Tomek pozostał w KPRM i bardzo możliwe, że czyta notatkę w sprawie Amber Gold. Jestem pewien, że przy trudniejszych wyrazach pomogą mu urzędnicy KPRM.
W ten sposób w środku dnia mieliśmy uroczą aferkę, która absolutnie nic nie znaczy. Media mogą być szczęśliwe, bo mają o czym mówić i pisać. Politycy będą mieli co komentować, podobnie jak publicyści i niżej podpisany.
PiS będzie krytykowało utrudnienia w dostępie do informacji, PO i reszta będą nabijać się z "szpiegowskiej" akcji agenta Tomka.
Mnie jednak nasuwa się następujący wniosek - każdy kraj ma takiego Bonda na jakiego zasługuje. My mamy agenta Tomka.
Do następnego (?)
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (13)