Polska to bardzo ciekawy kraj. W naszym państwie zamiast naciskać na przestrzeganie obowiązującego prawa - produkuje się nowe. Świetnym przykładem tego stanu rzeczy jest zamiar miłościwie nam panującego Premiera Tysiąclecia Donalda Tuska, który zamierza "ozusować" tzw. umowy śmieciowe zamiast wysłać Państwową Inspekcję Pracy i ZUS na kontrole do firm.
Tak się bowiem składa, że umów cywilnoprawnych wcale "ozusowywać" nie trzeba. Po pierwsze, umowy zlecenia już są objęte obowiązkiem ubezpieczenia w ZUS (studenci to wyjątek), a umowom o dzieło potrzebne to nie jest. Do tych ostatnich dodałbym najwyżej niewielką składkę zdrowotną, a i to niechętnie (choć akurat ja bym na tym skorzystał więcej niż stracił).
Po drugie, naprawdę wystarczy skontrolować firmy i zawarte przez nie umowy z pracownikami, które są faktycznie umowami o pracę, nawet jeżeli nazywają się inaczej. Służę premierowi i odpowiednim instytucją listą kilku firm, które zamiast zatrudniać w ramach umowy o pracę śmieją się prawu w twarz i zatrudniają ludzi na umowy o dzieło czy zlecenie. W dodatku za stawki poniżej minimalnego wynagrodzenia (wszelkim neofeudałomneoliberałom od razu mówię, że praca tych ludzi jest warta o wiele więcej niż minimalne wynagrodzenie).
Budżet państwa traci więc przez to, że nie przestrzega się istniejącego prawa i naprawdę nowe przepisy są zbędne. No, ale w Polsce wierzy się w magiczną moc ustawy (i wierzą w nią politycy od prawa do lewa), ale nie przykłada się wagi do tego, by prawo było przestrzegane.
Co widać też na przykładzie katechez w szkołach - nie dość, że zamiast zgłaszania chęci uczestniczenia trzeba zgłaszać, że się nie chce (a stan prawny jest taki, że należy zgłosić chęć), nie ma alternatywnej etyki i katechezy nie są na pierwszych lub ostatnich lekcjach.
Najwidoczniej, gdy jest to na rękę silnym grupom wpływu, prawo nie musi być przestrzegane. Bo i po co. W końcu prawo to tylko świstek papieru.
Do następnego (?)
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (2)