Rano "Rzeczpospolita" doniosła sensacyjnie, że w Tupolewie znaleziono ślady materiałów wybuchowych, a popołudniu to odwołała. W międzyczasie Jarosław Kaczyński zdążył jawnie nazwać katastrofę smoleńską zbrodnią i wskazał jako winnego Tuska i Platformę, co jest oczywistym pomówieniem.
W odpowiedzi, szef rządu Donald Tusk zamiast zapowiedzieć skierowanie sprawy do sądu, zaczął pouczać opozycyjną partię co może mówić, a czego nie może mówić jej szef. Wybacz Donaldzie, wybacz Jarosławie, ale nie tędy droga.
Oczywiste jest, że Jarosław Kaczyński przekroczył granice przyzwoitości. Opierając się na niesprawdzonych danych z jednego źródła, oskarżył o ciężkie przestępstwo Donalda Tuska i jego rząd. Niezależnie od dość destrukcyjnej roli jaką takie ciężkie oskarżenia mogą mieć wpływ na życie polityczne, to jednak taka wypowiedź mieści się w teoretycznych granicach życia politycznego.
W wielu krajach padały podobne wypowiedzi, a w Polsce w ostatnich dwudziestu latach o zdradę i inne ciężkie rzeczy oskarżano się wprost wielokrotnie. I jakoś kraj się nie zawalił (choć umożliwiło to dojście do władzy partiom takim jak PO i PiS. Ale przeżyliśmy PRL, to przeżyjemy i te partie).
Jednak Donald Tusk również przekroczył granice. Jeżeli bowiem poczuł się urażony sugestiami Jarosława Kaczyńskiego, to powinien usiąść z prawnikiem i napisać pozew przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu, a nie ex cathedra pouczać co może, a czego nie może szef opozycyjnej partii.
Od takich połajanek do autorytaryzmu droga niedaleka. Niedługo możemy się dowiedzieć, że np. Leszek Miller wywiera destrukcyjny wpływ na demokrację domagając się odmrożenia miliardów z Funduszu Pracy albo, że Palikot zagraża demokracji domagając się zmniejszenia przywilejów Kościoła.
Wychodzi więc na to, że myliłem się sądząc, że PO znalazła wreszcie jakiś sposób na życie bez straszenia PiSem i budowaniem się w opozycji do bratniej partii. Widać też, że wizerunek PiS jako partii merytorycznej również jest ułudą. Zarówno Jarosław Kaczyński jak i Donald Tusk udowodnili dzisiaj, że są owładniętymi żądzą władzy socjopatami, którzy nie cofną się przed niczym, aby ową władzę zdobyć czy utrzymać.
Może czas powiedzieć tym panom "do widzenia" i zacząć wybierać kogokolwiek innego, byle nie ich? Ci panowie już wystarczająco zaszkodzili naszemu krajowi swoją wewnątrzprawicową wojenką. Jeżeli ich nie wykluczymy z życia politycznego czekają nas następne lata marazmu pokrywanego Smoleńskiem. Dosyć.
Do następnego (?)
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (5)