Trzeba przyznać, że ten tydzień nieźle zagotował w naszym polskim grajdołku. Pomyśleć, że w trakcie mieliśmy długi weekend związany z 1 listopada, a jednak tyle udało się zmalować politykom i dziennikarzom. Po prostu czapki z głów.
Zaczęło się od publikacji "Rzeczpospolitej", która sensacyjnie donosiła o śladach materiałów wybuchowych na resztach tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku. Nim ktokolwiek zdołał coś potwierdzić i sprawdzić, już mogliśmy oglądać jak Jarosław Kaczyński oskarża wielkim głosem o "zbrodnię" kierując swe słowa ewidentnie do premiera i rządu. Rząd zareagował mało dyplomatycznie, pouczając ex cathedra co może, a czego nie może lider największej opozycyjnej partii.
Wieczorem było już wiadomo, że nie tyle trotyl, ile jakieś substancje znaleziono, a żadne inne badania (choćby resztek ubrań czy banknotów) nie pozwalają na potwierdzenie, że jakiekolwiek materiały wybuchowe były w samolocie. Tak o to powstał trotyl, którego nie było.
Jarosławowi Kaczyńskiemu to oczywiście nie przeszkadza, bo on wie swoje, a dla Tuska tekst dziennikarzy Rzepy, to kolejna gwiazdka z nieba, bo pozwala podnieść temperaturę wojenki i napędza mu elektorat. Jeden szkopuł - już 1/3 Polaków wierzy w teorię zamachu, ale co tam, przecież strach przed PiS napędza poparcie Tuskowi, tak jak teoria zamachu Kaczyńskiemu. Czy aby na pewno to nie jest ustawione?
Ale Smoleńsk to nie wszystko. Polska przegrała w Strasburgu kolejną sprawę związaną z prawem antyaborcyjnym. Tym razem poszło o nastolatkę, której utrudniano usunięcie ciąży powstałej w wyniku przestępstwa. Trybunał zasądził odszkodowanie, które zapłacimy wszyscy z naszych kieszeni, podczas gdy winni nagonki i utrudniania (oraz nękania) śmieją się w kułak.
Taki Terlikowski deklaruje nawet, że owszem, zapłaci jeżeli usunięty płód zmartwychwstanie. Nie mam pojęcia czy jego słowa ocierają się o bluźnierstwo, ale na pewno są skrajną bezczelnością i chamstwem. Tomasz Terlikowski ma moralny obowiązek zwrócenia podatnikom kwoty, którą zapłacą owej nastolatce, bo to on rozpętał nagonkę na nią i to dzięki niemu tak zwani obrońcy życia ścigali ją po całej Polsce. Ponieważ jednak Terlikowski jest katolem (nie mylić z katolikiem), a ci są w Polsce pod szczególną ochroną i nie ponoszą odpowiedzialności za nic co robią, to oczywiście włos mu z głowy nie spadnie, a w nowym roku dostanie kolejną dotację na działalność swojej głoszącej nienawiść "Frondy".
Smaczku sprawie dodał biskup Ryczan, który chamsko ogłosił z ambony, że matka nastolatki postanowiła na tym "zarobić". Nie wiem czy biskup słyszał o dobrym wychowaniu, ale na pewno przegapił moment, w którym należało siedzieć cicho. Ponieważ jednak jest biskupem, to włos mu z głowy nie spadnie.
Ale to i tak, nie przesłoniło sprawy trotylu, którego nie było oraz kolejnej ekshumacji smoleńskiej, która wykazała, że Ryszard Kaczorowski nie leżał w tym grobie co powinien. Problem z identyfikacją - cóż, błąd jaki mógł się zdarzyć i jakiego można było uniknąć. Nie widzę jednak powodów do rzucania ciężkich oskarżeń. Na szczęście przy byłym prezydencie na uchodźstwie, aż tak źle, jak przy Walentynowicz nie było.
Za to wesoło zrobiło się w związku z pogrzebem. O ile Tuska można wytłumaczyć, to Komorowski zamiast dać do zrozumienia, że chciałby, ale czuje, że nie byłby mile widziany (albo coś w tym stylu) zniknął. Co dało asumpt do nagłówków "Skandal. Nie było prezydenta i premiera". Oczywiście, gdyby Komorowski albo Tusk zjawili się tam, to nagłówki mówiłyby: "Skandal - gwizdy i buczenie na pogrzebie".
Nic ważniejszego w polskiej polityce się nie działo przez cały tydzień. Cisza panuje nad tym, że jakoś tak zamarły budowy autostrad, że jakiś milion ludzi codziennie spotyka się z łamaniem swoich praw pracowniczych, albo że parę miliardów leży sobie zamrożone, bo minfin chce księgowymi sztuczkami zmniejszać budżet, choć powinny być wykorzystywane do zapobiegania bezrobociu.
Ot, co tam gospodarka, co tam prawo - Smoleńsk i wojna polsko-polska, k...a!
Do następnego (?)
Intel-e-gent


Komentarze
Pokaż komentarze (15)