intel-e-gent intel-e-gent
744
BLOG

Mowa nienawiści - winni udają niewiniątka

intel-e-gent intel-e-gent Polityka Obserwuj notkę 17

Problem tzw. mowy nienawiści ma szansę awansować na kolejny naczelny problem naszych polityków. Oczywiście, w ramach wojenki pomiędzy PO a PiS. Oczywiście, obie partie twierdzą, że są niewinne niczym ta lelija.

Problem z "mową nienawiści" polega na tym, że stała się ona normalną praktyką polityczną w Polsce już od momentu, w którym wybuchła tzw. afera Rywina. Teraz mało kto pamięta filipiki Ziobry, Rokity czy Wassermana, ale to były pierwsze od lat wybuchy niczym nieskrępowanej nienawiści wobec przeciwników politycznych od połowy lat 90. XX wieku i wyborów prezydenckich wygranych przez Aleksandra Kwaśniewskiego (wspomnijcie Mariusza Kamińskiego i Ligę Republikańską).

Przywódcom PO i PiS wyczyny owych panów nijak wtedy nie przeszkadzały, podobnie mediom. Służyły zbożnemu celowi jakim było kopanie SLD i, jako takie, były jak najbardziej akceptowalne, ba godne powtarzania w każdym serwisie informacyjnym. Nad potencjalnymi konsekwencjami nie zastanawiał się nawet Adam Michnik, który tak bardzo teraz sprzeciwia się eskalacji nienawistnego języka w dyskursie politycznym.

Z czasem "mowa nienawiści" mocowała się w praktyce politycznej coraz mocniej. Politycy PiS obrażali polityków PO, politycy PO obrażali polityków PiS, a obie partie solidarnie pluły na lewicę. Wdzięczne media spijały z ust polityków obelgi niczym informacje o mamie Madzi i przekazywały dalej radośnie twierdząc, że "przecież lud tak chce".

Pogarda i nienawiść narastały - ekscesy Palikota, polityków PiS (zbiorowe) czy  polityków PO dowodziły, że temperatura sporu między bratnimi partiami rośnie. Ale naprawdę przybrała na sile dopiero po katastrofie smoleńskiej. Uznanie przez jedną z partii, że tylko ona ma monopol na prawdę w tej kwestii (i że tą prawdą jest zamach, BO TAK!) sprawiło, że zniknęły wszelkie hamulce i to po obu stronach.

To stąd biorą się wyskoki Niesiołowskiego czy nieco rzadsze innych polityków PO, czujących, że należy jednak czymś się od PiS odróżniać. To stąd bierze się kurs Kaczyńskiego obliczony na całkowite zdezawuowanie demokratycznego, jakby nie było, mandatu obecnego rządu. Stąd też bierze się pisowska agresja wobec niepisowskich mediów przejawiana przez polityków PiS i tzw. niepokornych.

Agresję widać też wśród dziennikarzy niepisowskich mediów - Tomasz Lis, Monika Olejnik, Agnieszka Kublik i inni im podobni, kreując się na arbitrów elegancji agresywnie punktują i wdeptują w ziemię każdego kto nie z nimi. Robią więc dokładnie to samo, co Ziemkiewicz, Karnowscy, Sakiewicz czy Lisicki. Ci wszyscy ludzie niczym się od siebie, poza wektorem, nie różnią. Są tak samo zadufani, przekonani o własnej doskonałości i pełni nienawiści do tych, którzy myślą inaczej.

Taka nienawiść może mieć konsekwencje. W 1922 roku po podobnej kampanii nienawiści zginął prezydent RP. Teraz również może dojść do nieprzyjemnych wydarzeń i ciężko stwierdzić kto zacznie.

Jak przysłuchać się co mówią zagorzali zwolennicy PiS, to pozostaje dość do wniosku, że to czego pragną to zamach stanu z Jarosławem Kaczyńskim na czele, a jego przeciwników należy wziąć za mordę. Jeżeli posłuchać nielicznych nieoportunistycznych zwolenników PO, to pozostaje dojść do wniosku, że Kaczyński powinien zostać zamknięty, a zwolenników PiS należy wziąć za mordę.

Siedzimy na beczce prochu i czekamy na iskrę. Czy znajdzie się ktoś, kto zaleje proch wodą? Na pewno nie znajdzie się w PiS czy w PO. Obie partie korzystają na tym, że atmosfera jest gorąca i liczą, że dzięki temu zgarną więcej niż pula określona Konstytucją.

Może więc czas zdelegalizować obie partie psujące polską demokrację od samego początku swojego istnienia ?

Do następnego (?)

Intel-e-gent

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka