Liberwig Liberwig
85
BLOG

Halo...! Profesor - głupek? Tu demokracja...!

Liberwig Liberwig Polityka Obserwuj notkę 7

Demokracja zaczyna przybierać postać znanego z kultur prymitywnych Dobrego Mzimu lub wręcz Ostatniego Tabu - co najbardziej dramatyczne, zjawisko to kreowane jest przez rozmaitych półgłówków w tytułami profesorskimi, od których oczekiwalibyśmy jednak myślenia logicznego i racjonalnego, nie zaś ślepej wiary w rozmaite, modne aktualnie,  gusła i zabobony. Doskonałym przykładem tego zjawiska mógł być ostatni program z cyklu "Warto rozmawiać". Dotyczył on sprawy ostatnich afer w rządzie Tuska, a przy okazji stał się dla zgromadzonych w studio dyskutantów pretekstem do oceny stanu polskiej demokracji w ogóle. 

Nie będę tu pastwił się nad konkretnymi nazwiskami i ograniczę się tylko do przytaczania wypowiedzi dyskutantów, bez przypisywania ich do konkretnych personaliów (kto zechce, ten sam sprawdzi - program można obejrzeć choćby na "youtube"). Ocenę rządu Tuska i głównych postaci z PO możemy sobie sobie na razie darować - na to przyjdzie czas w innym wpisie - chodzi o tzw. odbiór społeczny całej sprawy, czyli "funkcjonowanie demokracji" w praktyce.  

Otóż dyskutanci (w randze profesorów - przypominam) wypowiadali się o demokracji w sposób, w jaki kapłani prymitywnych plemion odnoszą się do czczonych przez siebie bożków-bałwanów, przy czym nawet w ten zabobonny zachwyt wdały się pewne niekonsekwencje. Czy to kwestia związana z wybitną trudnością tematu, czy z tym, że niektórzy profesorowie z reguły myślą powoli, bo wystarczy im, że żyją i w sytuacji awaryjnej (wytknięcia im bezmyślności przez jakiegoś profana) zawsze mogą przytłoczyć adwersarza swoim autorytetem - tego nie wiem, ale do rzeczy...

Czcigodne grono dyskutantów (profesorów - przypominam) rozwodziło się nad wadami i zaletami "demokracji profesjonalnej", "dojrzałej", "ustabilizowanej" - gdzie z jednej strony ideałem byłoby, by obywatel w ogóle nie musiał na bieżąco interesować się polityką (bo robiłyby to za niego "demokratyczne struktury kontrolne"), ograniczając się do masowego udziału w wyborach. Co prawda otwarte pozostaje pytanie, na jakiej podstawie nie interesujący się polityką wyborca miałby potem podejmować racjonalne decyzje, ale zostawmy takie tajemnice profesorom. "Niech tam sobie źródło wyschnie w górach, byle bym miał wodę w rurach". Oczywiście profesorowie nie byliby sobą, gdyby składając swoje zabobonne hołdy Dobremu Mzimu Demokracji nie zaplątali się jednocześnie w wygadywane przez siebie głupoty. Krytykując bezczelne zachowania polityków PO w sprawie afery hazardowej (przewodniczącego komisji śledczej w szczególności) profesorowie uspokoili nas, że choć może w bieżących sondażach tego nie widać, to na szczęscie "wyborcy pamiętają" taką arogancję i postępujący tak politycy zostaną ukarani odesłaniem w "niebyt", czego przekładem miałby być Lech "Bolek" Wałęsa. Brzmiałoby to może sensownie, gdyby nie najprostszy do stwierdzenia fakt, że "wyborcy" już wielokrotnie wysyłali do parlamentu (a także do Belwederu) ludzi tak skompromitowanych, że większość z nich powinna mieć problemy nawet ze znalezieniem posady nocnego stróża na osiedlowym parkingu. Po swoich zachwytach nad demokracją i wynikającą z niej "mądrością wyborców" jeden z profesorów w przypływie geniuszu zauważył jednak, że po obecnych aferach z udziałem PO, przy poszechnej niechęci do "kaczyzmu", spore szanse na powrót w glorii i chwale na polityczną scenę ma jeden z głównych bohaterów "afery Rywina" - czyli Leszek Miller wraz z przyjacioły. Taka ci to  "mądrość wyborców". I profesorów takoż. 

Strzeżcie się zatem "profesorów" i ich demokratycznych zabobonów.  Czy to, że parlament pełen jest partii i ludzi (co to już w nie jednej partii byli), którzy odpowiadają za agonalny stan naszego państwa pod każdym względem (począwszy od finansów - potworne zadłużenie, którego coraz większe koszty ponosimy w podatkach, po udział w związkach przestępczych o charakterze czysto bandyckim) świadczy o "mądrości wyborców"? 

Oczywiście każdego można oszukać - raz, góra dwa razy. Naopowiadać mu banialuki i wykorzystać - może się zdarzyć każdemu. Jeżeli jednak wyborcy kilka razy pod rząd głosują na tych samych Dyzmów, wysyłając ich do sejmu, a potem sami przychodzą pod tenże sejm lub URM, by wrzeszczeć w kierunku wybranych przez siebie (po raz któryś z kolei) posłów  "złodzieje, złodzieje", to jak to jest z tą "zbiorową mądrością demosu" państwo profesorowie?

Gdyby wygłaszane przez was "demo-gusła" były prawdziwe, to - po pierwsze, żaden z byłych członków partii komunistycznej nie przekroczyłby progu sejmu, po drugie - to samo byłoby z 90% reszty obecnych posłów, bo każdy z nich poprzez współudział w tworzeniu jawnie złodziejskiego lub głupiego prawa, ma na sumieniu niejednokrotne działanie na szkodę państwa i podatników. 

Ale cichosza... Mózgi do lodówki i bijmy pokłony do bałwana demokracji, pod przewodnictwem kapłanów - profesorów.  Tylko do cholery, nie dziwmy się potem, że rządzą nami rozmaici menele o lepkich łapach i przygłupy (nawet jeżeli w drogich garniturach i niektórzy nawet "dostojnie" wyglądający) ...

 

Liberwig
O mnie Liberwig

Jaki jestem? Wyjdzie samo, ale jedno mogę napisać od razu - nie znoszę Dyzmów i zuchwałej głupoty, a tego ciągle nam przybywa. W wolnych chwilach czytam i podróżuję - www.liberwig.republika.pl Motto życiowe: Nie kłóć się z idiotą, bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka