Analiza wszystkich ludzkich działań - począwszy od najprostszych reakcji fizycznych naszego organizmu, aż po bardziej skomplikowaną politykę - zaczyna się od pytania - PO CO? Po co podnosimy rękę lub obracamy głowę - co chcemy przez to osiągnąć.
Przecież nie trzęsiemy się machając bezładnie głową, tułowiem, nogami i rękami - cokolwiek robimy, podnosimy, czy wyciągamy rękę, przekręcamy głowę - wszystko ma swoje konkretne uzasadnienie. Wyciągamy rękę, żeby sięgnąć po szklankę (bo chcemy się napić), obracamy głowę, bo chcemy zobaczyć, co jest za nami, itd. Mózg z konkretnych przyczyn wydaje polecenia i wówczas nasz organizm je wykonuje wysyłając impulsy do mięśni. Oczywiście tak to działa w organiźmie zdrowym - mózg jest początkiem wszystkiego.
Czy ktoś potrafi odpowiedzieć na najprostsze pytanie - po co ma istnieć Unia Europejska?
Tylko tyle i aż tyle.
W naszej kultowej narodowej komedii Barei pojawia się ten sam wątek, kiedy to prezes Ochódzki pyta reżysera - "powiedz mi, po co jest ten miś?". "No właśnie, po co?" - pyta reżyser. "Nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta". No i dalej tam leci - "Czy wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. To nasz miś, za nasze pieniądze zbudowany i to jeszcze nie jest nasze ostatnie słowo... Ten miś to nasza odpowiedź na... Bo to jest miś społeczny, za społeczne pieniądze i nikt nie ma prawa się przyczepić".
Oczywiście, ponieważ z dalszej części wynurzeń prezesa "co się przemęcza - prezesa naszego klubu Tęcza" wynika jasno, że miś ma słyżyć tylko temu był jak najdroższy ("jako konsultanci mamy z niego 25% kosztów") i potem może sobie gdzieś zgnić, więc i pytania o sens istnienia Unii Europejskiej mogą nas doprowadzić do wniosków podobnych. Niewątpliwie się zgadza, że cwaniaczków, Dyzmów i pasożytów, którzy marzą tylko stworzeniu wielkiego EuroŻłoba, w którym będzie można żonglować "społecznymi" miliardami euro ("miliard w środę, miliard w sobotę"), pobierać bajecznie wysokie apanaże, prowadzić żywot trutnia na międzynarodowym poziomie, rządzić, zakazywać, nakazywać, regulować - jest spora, więc i zapał do budowy misia jest spory. Oczywiście tamten miś, to był tylko drobny, tandetny i jednorazowy przekręt na skalę możliwości PRL-u, więc jakaś różnica z Euromisiem jednak jest. W planowanej wersji naszych współczesnych Dyzmów K...a Europejska oczywiście nie powinna zgnić, bo jest udoskonalonym projektem pasożytnictwa permanentnego - w końcu jakiś postęp jest. Ale zasada pozostaje taka sama...
Jednym z argumentów wysuwanym przez "europejsów", jest "europejska jedność", żebyśmy mogli "być razem" i żeby między europejskimi państwami/narodami już nigdy nie doszło do konfliktów i wojen. I znów, jeżeli tylko odważymy się użyć mózgu, to pojawi się pytanie - a po co mamy "być razem" i co to w ogóle znaczy? I czy takie zapędzenie wszystkich narodów Europy do jednego wspólnego baraku na pewno zapobiegnie konfliktom?
Właśnie po to wykształciła się suwerenność odmiennie zorganizowanych państw - by różnie ukształtowane społeczności mogły żyć po swojemu. Jak nie indentyfikowałeś się zbytnio z regułami jakiejś społeczności w której się urodziłeś, to w innym państwie mogłeś znaleźć to, czego szukałeś lub uciec przed tym, co nie podobało ci się w państwie urodzenia. Ujednolicenie wszystkiego (prawo, stosunki ekonomiczne) w ramach Eurokołchozu uniemożliwi jakąkolwiek ucieczkę.
Takoż samo, dlatego każdy z nas woli mieć właśne mieszkanie, czy choćby własny pokój - by mieć minimum swobody i wolności, i możliwości życia po swojemu. Po jaką cholerę nam te zapewniające owe uczucia ściany? Zburzmy wszystkie ścianki działowe we własnym mieszkaniu i jeszcze nawet te odgradzające nas od sąsiadów, niech wszyscy razem żyją w kupie, w jednej izbie - ten co lubi głośną muzykę, z tym co lubi ciszę, ten, ktory lubi kłaść się spać wcześnie, z tym u którego światło i telewizor palą się do północy, dresiarz z filozofem - itd... Prawda jaka zapanuje radość? A jeszcze jak kilku hochsztaplerów będzie mogło zarobić na tym grubszy szmal, to już pełnia szczęścia...
A jednak każdy z nas wolałby mieć własny pokój, niż mieszkać w 10 w jednej - nawet jeżeli większej - izbie. Kiedy już się "zintegrujemy" w 10-ciu, w jednej izbie (ustalimy przez głosowanie Regulamin - o której gasimy światło, kto śpi koło drzwi, a kto koło okna, czy ma być ono otwarte, czy zamknięte, jak głośno ma grać radio, itp, itd) - to konfliktów ubędzie, czy przybędzie?
Więc ponawiam pytanie - PO CO JEST TEN MIŚ?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)