Festiwal błazeństwa naszych Dyzmów trwa w najlepsze. Ostatnio dwoje z nich urządziło sobie cyrk zwany "debatą" - widowisko atrakcyjne głównie dla ludzi specjalnej troski, których upośledzenie umysłowe jest już tak zaawansowane, że spokojnie możemy uznać ich za przypadki beznadziejne. Roztrzasają oni teraz, strojąc "poważne" i wyuczone przed lustrem miny, który Dyzma wypadł lepiej i uszczęśliwi nas swoją prezydenturą.
Polska straciła polityczną suwerenność, wskutek czego może już tylko przyjmować do wiadomości to, co dla nas postanowili w Berlinie, Moskwie i Brukseli, i co zostanie nam zakomunikowane - za niezwykle kosztownym w utrzymaniu pośrednictwem rozmaitych pasożytów na "łunijnych" stołkach, którzy będą udawać przed nami, że sami na to wpadli i cokolwiek by nam mieli przekazać - łącznie z nekrologiem naszego państwa, zawsze przedstawią to jako "wywalczony sukces". Polska wskutek nieudolności (nie tylko nieudolności, ale i celowego przestępczego działania) naszych Dyzmów jest krajem monstrualnie zadłużonym, w którym nieliczna grupka beneficjentów pasożytniczego systemu generuje monstrualne długi, które spłacać będzie musiała reszta podatników i koszt tego - tylko w skali jednego miesiąca - wynosi dla przeciętnego podatnika ok. 100 PLN. To tylko kwota, jaką każdy podatnik musi oddać państwu tylko z tytułu "obsługi zadłużenia" - a gdzie dopiero pozostałe podatki?
Tak wygląda realna (aż do bólu) sytuacja naszego kraju, tymczasem próbuje się nas zabawiać remizowymi popisami dwóch wystruganych z banana pajaców, z partii, do której założenia przyznał się w przypływie szczerości były generał postkomunistycznych służb specjalnych. W świetle tych faktów, błazeńskie popisy naszych Dyzmów (te wyuczone przed lustrem "poważne" i "dostojne" miny, wytrenowana "troska w oku") noszą znamiona wyjątkowej bezczelności, okraszonej typowym dla tego typu kreatur samozadowoleniem.
Właśnie dano nam do wiadomości z Brukseli (gdzie tam "dano nam do wiadomości" - sami na to wpadliśmy, był to "wywalczony" sukces naszych Dyzmów wysłanych na tamtejsze synekury), że "łunia" planuje podział Europy na "strefy energetyczne", co w przełożeniu na język ludzki oznacza, że Niemcy i większość krajów zachodnich będą miały zagwarantowane - w oparciu o osobne umowy - dostawy gazu za pośrednictwem słynnej "bałtyckiej rury", zaś Polska i jeszcze kilka innych mniejszych państw nadbałtyckich będzie mogła być dyscyplinowana groźbą wstrzymania dostaw, przez obydwie strony tego porozumienia.
Sięgnijmy do archiwów prasowych i telewizyjnych i przypomnijmy sobie bełkotliwe brednie i łgarstwa naszych Dyzmów, kiedy to zapewniali nas, że przystepując do K...y Europejskiej zapewniamy sobie mocarstwową pozycję negocjacyjną z Rosją, w ramach "europejskiej solidarności energetycznej" - czy wśród tych pajaców onanizujących się do Eurokołchozu i wciskających nam te banialuki, nie było przypadkiem naszych dzisiejszych kandydatów na prezydentów, którzy dziś z zadowolonymi z siebie minami wciskają nam kolejne bajki o swojej "silnej prezydenturze" i planach uczynienia z Polski drugiej ... - no właśnie czego? Irlandia już była, Japonia też - to chyba pozostaje Bangladesz...
Ciekawe, dlaczego nikt nie zapytał tych Dyzmów prosto w oczy, po co urządzają takie kretyńskie popisy, kiedy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że są tylko żałosnymi pajacami prowadzonymi na coraz to krótszej smyczy, przez nasze nieistniejące oczywiście "grupy trzymające władzę" i głowy mocarstw ościennych - Rosji i Niemiec, i jedyne co jeszcze im pozostaje, to nadymać się swoim błazeńskim majestatem, podczas gdy tak naprawdę wystarczy jedno słowo Putina, Merkel, czy tego "Rympały" pełniącego obowiązki I sekretarza Eurokołchozu, by zaraz zaczęli tańczyć na zadnich łapach jak tresowane małpki? Skoro nawet w Polsce, gdzie archiwa SB i byłej WSI zostały zdziesiątkowane mówi się o "hakach" na rozmaitych kandydatów, to co dopiero mówić o Moskwie i Berlinie, gdzie prawdopodobnie owe akta znajdują się w stanie niemal kompletnym?
Ale cisza... Trwa debata "poważnych polityków", w poważnym państwie - na naszych oczach wykluwa się - lub raczej wylęga - kolejna "wizja silnej Polski" w zjednoczonej Europie...
Przy okazji -jakoś nie słychać ostatnio tego następnego szarlatana (wzrost 190, aparycja pseudodystyngowana) , który również kiedyś przedstawił nam swoją wizję "silnej Polski", według której to wizji wstępując do Eurokołchozu odniesiemy olbrzymi sukces, gdyż będziemy mogli od tej pory "współdecydować" o naszych sprawach?
Zatem panie "Must" - kolejny "poważny" kandydacie na "prezydenta silnej Polski" - pora odtrąbić odniesiony sukces - możemy teraz cieszyć się z tego, że Berlin i Moskwa "współdecydowały" za nas o podziale Europy na owe "strefy energetyczne" - chyba nie zaprzepaści pan ogłoszenia takiego sukcesu w swojej kampanii wyborczej?


Komentarze
Pokaż komentarze (10)