Liberwig Liberwig
240
BLOG

Państwowa "służba zdrowia" - dr Mengele w akcji...

Liberwig Liberwig Polityka Obserwuj notkę 3

Dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło - tę przestrogę należałoby wypisać złotymi literami w centralnym miejscu sali sejmowej. Choć oczywiście nie podejrzewam inicjatorów ( a zwłaszcza bezpośrednich realizatorów)  upaństwowienia lecznictwa o jakiekolwiek szlachetne zamiary, to przyjmijmy na moment teoretycznie, że takowe im przyświecają. 

Człowiek jest częścią przyrody i podlega takim samym biologicznym uwarunkowaniom, jak pozostałe organizmy. Narodziny, życie i śmierć - między którymi przechodzimy przez różne choroby i etapy starzenia się naszego organizmu - to oczywista i banalna kolej rzeczy. Ludzkość dokonała wprawdzie pewnego postępu w leczeniu niektórych chorób i dzisiejsza medycyna potrafi przedłużać nam życie, jednak niektórym neofitom postępu - wywodzącym się na ogół z niedawnych analfabetów - wydaje się, że dzięki temu uzyskali niemalże boską moc budowania jakiegoś raju na ziemi, w którym wszyscy będą zdrowi, dzięki objęciu ich jakimś odgórnym państwowym systemem. Idea niby szlachetna, ale czy realna i co naprawdę się za nią kryje?

Ludzie będą chorować zawsze i na ogół jest to proces losowy. Można oczywiście narzekać, że nie pozwala nam to zaprojektować 100% skutecznego PLANU LECZENIA WSZYSTKICH, w ramach jakiegoś państwowego systemu, ale warto też zauważyć pewną zaletę tej sytuacji - o czyimś zdrowiu lub życiu decyduje przynajmniej ślepy los. Co zatem stanie się, kiedy wprowadzimy system przymusowych ubezpieczeń zdrowotnych zamykający wszystkich (również tych, którzy sobie tego nie życzą) w getcie "państwowej służby zdrowia"?  Nie da się ukryć, że nie wyeliminuje to czynnika losowego dotyczącego zachorowalności, natomiast system taki wprowadza już możliwość podejmowania przez kogoś arbitralnych decyzji - kto będzie leczony (i być może przeżyje), a kto nie ma żadnych szans przeżycia już na starcie. System państwowej, przymusowej służby zdrowia opiera się bowiem na redystrybucji pobieranych przemocą składek, co de facto uniemożliwia już ludziom jakąkolwiek próbę samodzielnego ratunku i szukania pomocy - po prostu obrabowani ze swoich pieniędzy, nie są już w stanie zadbać sami o siebie. 

System prztymusowej redystrybucji można byłoby uzasadnić i usprawiedliwić, gdyby zapewniał RÓWNE SZANSE WSZYSTKIM uczestnikom i 100 % skuteczność, niestety nigdy tak nie było i nie będzie, z tego samego prostego powodu, dla którego nie da się każdemu zapewnić willi z basenem, najnowszego modelu lexusa i kawioru na śaniadanie. Ekonomia bowiem jest nauką o racjonalnym gospodarowaniu określonymi dobrami w warunkach niedoboru, co oznacza, że na naprawdę wartościowe rzeczy, popyt zawsze przewyższa podaż, co zmusza nas do nieustannego dokonywania bolesnych niekiedy wyborów. Kupię sobie dobry samochód, to będą musiał mieszkać w gorszym mieszkaniu, kupię drogie buty, to zamiast polędwicy będę musiał jeść pasztetową i salceson. I nie inaczej jest w systemie służby zdrowia - cokolwiek byśmy nie robili i jakiekowiek "reformy" próbowalibyśmy wdrażać (łącznie z podniesieniem składki do 100% naszych zarobków), to i tak nie wystarczy pieniędzy na wyleczenie wszystkich i nadal KTOŚ będzie musiał podejmować arbitralne decyzje - dla kogo wystarczy, a dla kogo nie. 

Wyobraźmy sobie teraz, że żaden system przymusowej, państwowej "służby zdrowia" nie istnieje. Każdy sam dba o swój los - istnieją prywatne szpitale i firmy ubezpieczeniowe oferujące zainteresowanym rozmaite pakiety usług medycznych. Oprócz czynnika losowego - kto zachoruje i na co (co może być irytujące, ale przynajmniej sprawiedliwe)  - mamy także podobny czynnik dotyczący szans na wyleczenie. Każdy sam decyduje, na ile wycenia swoje zdrowie i życie, i czy będzie samodzielnie oszczędzał na tę okoliczność, czy ufa swojemu organizmowi na tyle, iż wierzy, że przez większą część życia nie będzie potrzebował żadnej bardziej skomplikowanej i kosztownej opieki medycznej.  Kiedy się przeliczy - cóż, jego (i jego rodziny - wtedy udzielnie mu pomocy finansowej na leczenie spada na najbliższych) problem - wszyscy mieli takie same szanse i czasami przegrywamy nawet wtedy, kiedy tzw. warunki wyjściowe wróżą nam raczej sukces - po prostu takie jest życie. Nikomu nie podoba się, kiedy spotyka go nagłe i niespodziewne nieszczęście - ale niestety, tak było zawsze od początku świata i nic nie da się na to poradzić, podobnie jak na trzęsienia ziemii i wybuchy wulkanów.

Wyobraźmy też sobie kogoś, kogo po kilku/kilkunastu latach oszczędzania (mam na myśli system prywatnych i dobrowolnych ubezpieczeń) dopadła jakaś niemiła choroba - ma on teraz przynajmniej 100% gwarancję podjęcia leczenia - nikt bowiem nie jest władny decydować za niego, jak mają być rozdysponowane jego pieniądze. Oczywiście moze się zdarzyć, że choroba będzie tak ciężka i nieuleczalna, że tych jego zgromadzonych pieniędzy nie wystarczy na uratowanie życia - wtedy, cóż... Znów ślepy los - tysiące ludzi umierają niespodziewanie w rozmaitych kataklizmach i nikt nic na to nie poradzi. Ale też w bardzo wielu przypadkach taki dysponujący własnymi oszczędnościami człowiek, będzie w stanie znaleźć pomoc i jego życie zostanie uratowane.

Zastanówmy się teraz, jak działa obecny system przymusowych ubezpieczeń. Przez kilkadziesiąt lat płacisz duże sumy na utrzymanie "służby zdrowia" i teoretycznie na papierze przysługuje ci ... no właśnie, CO? Jakiś bliżej nie określony i uszczuplany z roku na rok "koszyk" usług leczniczych? Sam system państwowego zarządzania jest - jak uczy nas ekonomia - wyjątkowo niesprawny i prowadzi co marnotrawstwa (a także defraudacji) co najmniej 40% środków, jakimi dysponuje.  Skoro wiemy już, że chorych zawsze będzie więcej, niż pieniędzy na ich wyleczenie, oznacza to, że BARDZO WIELU TYCH, KTÓRZY ZAPŁACILI SKŁADKI NIE OTRZYMA POMOCY I UMRZE - pomocy, którą bez problemu uzyskaliby, gdyby nie odebrano im wcześniej ich pieniędzy, które byłyby zdeponowane na ich prywatnych rachunkach. Jeżeli wiemy, że na leczenie jakiejś groźnej choroby  przeznaczona jest w "systemie" kwota X, a chorych jest niemal dwu lub nawet trzyktornie więcej, niż środków jakie system jest w stanie zapewnić, to oznacza, że ponad 2/3 tych, którzy zapłacili składki NIE MA ŻADNYCH SZANS JUŻ NA STARCIE i jedyną drogą ratunku dla nich staje się korupcja i "dojścia" do jakiegoś dr Mengele, który decyduje o kolejkach do określonych procedur diagnostycznych i zabiegowych.

KTO zatem ma tę tajemniczą władzę decydowania - kto ma szanse na leczenie i przeżycie, a kto pójdzie "do gazu"? Czyż nie przypomina nam to czegoś? Oczywiście nasi Dyzmowie i rządząca Polską (choć nie tylko Polską) banda złodziei nie powie wprost, że narzucony przez nią system właśnie do tego prowadzi. Nie tylko nie zapewnia równych szans dla każdego, ale ślepy los zastępuje decyzjami polityków.

Niech każdy sam odpowie sobie przed lustrem na pewne pytanie - oto mamy przed sobą pięć łóżek, na których leży pięciu ludzi chorych na groźną chorobę i tylko jedną strzykawkę z lekiem. I teraz mamy wyznaczyć, kto będzie żył, a kto umrze. Jestem pewien, że każdy normalny człowiek (zdrowy na umyśle i posiadający przynajmniej minimalne zasady moralne) nie chciałby podejmować takich decyzji i byłby bardzo nieszczęśliwy, gdyby jakiekolwiek okoliczności go do tego zmusiły. Jest to sytuacja, której każdy z nas wolałby w życiu uniknąć. Jak to się zatem dzieje, że niektórzy tak ochoczo uzurpują sobie prawo do podejmowania takich decyzji, tworząc ów patologiczny system? Może ich niedostatki ilorazu sprawiają, że nie dostrzegają oni tego, iż wprowadzając system przymusowej "służby zdrowia" stają się właśnie doktorami Mengele i komendantami obozu decydującymi o czyimś życiu lub śmierci? Skoro nawet po przeznaczeniu wszystkich pieniędzy w budżecie państwa na "służbę zdrowia" i tak  nie da się uratować życia wszystkim, to  czy nie lepiej, by o tym, kto umrze, a kto przeżyje, decydowało połączenie ślepego losu i indywidualnych wysiłków każdej jednostki?  

Niestety, nasi okupanci raczej nie oddadzą nam naszej wolności - część z nich zasmakowała już w  swojej pozycji kapo lub komendantów tegoż obozu, a jeżeli jeszcze da się przy tej okazji zrobić jakieślewe interesy i nabrać łapówek - pełnia szczęścia... I tylko tych, którzy umrą mimo, iż teoretycznie posiadali wystarczającą ilość pieniędzy na uratowanie swojego życia (a które zabrał im "system" by potem umieścić ich w kolejce na 458 miejscu do badań lub zabiegu), trochę żal... Tych, którzy na polityków odpowiedzialnych za wprowadzenie tego systemu nie głosowali oczywiście...

Liberwig
O mnie Liberwig

Jaki jestem? Wyjdzie samo, ale jedno mogę napisać od razu - nie znoszę Dyzmów i zuchwałej głupoty, a tego ciągle nam przybywa. W wolnych chwilach czytam i podróżuję - www.liberwig.republika.pl Motto życiowe: Nie kłóć się z idiotą, bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka