Liberwig Liberwig
77
BLOG

Koniec żałoby i co dalej - quo vadis, czy status quo?

Liberwig Liberwig Polityka Obserwuj notkę 0
Cóż... oficjalna żałoba już się skończyła, więc można chyba teraz pokusić się o podsumowanie.
Wszyscy nasładzali się tą "wzniosłą atmosferą narodowego pojednania", więc wypada trochę rozebrać temat. W dodatku większość tych tłoczących się za trumną (i w Warszawie, i w Krakowie) przedstawiana była jako "obywatele żegnający swojego prezydenta", którzy w ten sposób wyrażali "swój szacunek i podziękowanie za godną prezydenturę" - ciekawe, co to znaczy? Nie byłem, ani na Krakowskim Przedmieściu, ani w Krakowie, ale i tak miałem okazję zapoznać się ze statystycznymi "opiniami" tych żałobników. Co prawda nie osobiście, ale kilku znajomych przeprowadzało sondę okolicznościową na Krakowskim Przedmieściu - pytali ludzi, za co cenili prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Odpowiedzi były szokujące. Na ogół sprowadzały się do stwierdzenia -  "bo był miłym, spokojnym politykiem, który nie wykłócał się z nikim" - typowa odpowiedź ludzi, którzy zupełnie nie mają o niczym pojęcia i powtarzają oklepane i miło brzmiące slogany.
Była też druga kategoria - tych, którzy uważali Lecha Kaczyńskiego za wielkiego patriotę, męża stanu i obrońcę polskich interesów - na ogół ludzie starsi, którzy na ogół są bardzo niechętni Unii i jej instytucjom. Pytani jednak o szczegóły, też zaczynali odpowiadać pustymi sloganami - do tego w sposób oczywisty nieprawdziwymi. Większość z nich nie była nawet świadoma tego, że Lech Kaczyński podpisał ów Traktat Lizboński - po prostu negowali ten oczywisty fakt (to "ONI" TO wprowadzili, a Lech Kaczyński się sprzeciwiał) i nie docierały do nich żadne argumenty - nawet pokazanie im wycinków z gazet, z wypisanymi wielkim drukiem nagłówkami "Prezydent podpisał Traktat Lizboński". To nie Kaczyński podpisał, tylko jacyś enigmatyczni "ONI to wprowadzili". Wynika z tego jasno, że większość oblegających te żałobne miejsca nie ma zielonego pojęcia, ani o szczegółach prezydentury Kaczyńskiego, ani o sprawach publicznych jako takich w ogóle. Po prostu dowiedzieli się, że "stało się coś ważnego" i to wygnało tę tzw. większość (kiedyś określało się takie tłumy "gawiedź"), z domów. Pragnienie przeżycia jakiegoś stadnego wzruszenia i "zbiorowych emocji", zwłaszcza jeśli "jednoczących", okraszonych frazesami o potrzebie "bycia lepszym" w taki dość tani sposób.
Poziom wiedzy rodaków o sprawach publicznych jest generalnie żenująco niski - kiedyś sam (jeszcze za czasów studenckich) przeprowdzałem takie uliczne sondy. Ignorancja była przytłaczająca - bez względu na wiek ankietowanych - może ze 2 osoby na 100 potrafiły podać w przybliżeniu do 10% budżet Polski (niektórzy rzucali sumy wręcz śmieszne - świadczące już nie tylko o braku wiedzy, ale wręcz kompletnej bezmyślności, np. 400 tys.) lub zadłużenie, podobnie było z określeniem przynależności partyjnej polityków spoza pierwszych stron gazet, ale ciągle zasiadających w sejmie, a w przypadku tych codziennie goszczących w serwisach informacyjnych, może również ze 2-3 osoby na 100 potrafiły podać partię, w której byli poprzednio. Odpowiedzi na pytanie, czym jest Konstytucja (carscy żołnierze wiwatowali kiedyś na jej cześć, myśląc po prostu, że to żona księcia Konstantego), a czym ustawa i jakie są zależności między jednym a drugim, były jeszcze bardziej przygnębiające.
Cóż zatem wynika z tego, że parę prezydencką "żegnały miliony", na podobieństwo tych rosyjskich żołnierzy wiwatujących "niech żyje Konstytucja"?
Żałoba minie, tłumy zaspokojone rozładowaniem tych pragnień przeżycia stadnego wzruszenia wrócą do domów, a ignorancja pozostanie.
Liberwig
O mnie Liberwig

Jaki jestem? Wyjdzie samo, ale jedno mogę napisać od razu - nie znoszę Dyzmów i zuchwałej głupoty, a tego ciągle nam przybywa. W wolnych chwilach czytam i podróżuję - www.liberwig.republika.pl Motto życiowe: Nie kłóć się z idiotą, bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka