Liberwig Liberwig
76
BLOG

Zdyskredytować JK-M - WSI i pożyteczni idioci dokazują

Liberwig Liberwig Polityka Obserwuj notkę 3

Polska motłochokracja już od swoich  mrocznych pookrągłostołowych początków przebiega pod dyktando tajnych służb (połączonej starej i nowej nomenklatury), które to za pośrednictwem kontrolowanych przez siebie me(r)diów - od merdania, chyba że ktoś woli wytłumaczenie francuskojęzyczne - i ośrodków kreowania opinii publicznej manipulują (w dość prostacki, ale i trzeba przyznać, że skuteczny sposób) prostymi umysłami przeciętnych (a tych jest arytmetyczna większość) konsumentów naszej ochlokracji. Nie jest to technika specjalnie wyrafinowana i opiera się na wyzwoleniu u przeciętnych, prostych, naiwnych i niezdolnych do formułowania samodzielnych wniosków ludzi (a takich jest statystyczna większość) instynktu stadnego, w którym znajdą złudne poczucie bezpieczeństwa, nawet jeżeli zbiorowo dokonają skrajnie nieracjonalnego i szkodliwego dla swoich interesów wyboru.

Oczywiście trudno zarzucić Januszowi Korwin - Mikke, że pełniąc funkcję prezydenta ośmieszyłby majestat Rzeczypospolitej w sposób tak żałosny i chamsko prostacki jak dopuścił się tego choćby Magister, który schlany jak świnia zataczał się nad grobami pomordowanych Polaków. Mimo tego, nasi bezpieczniacy udający "dziennikarzy" utrzymali wizerunek tego degenerata jako "poważnego polityka". Oczywiście, kilku "dziennikarzy" na rozkaz swoich oficerów, tj. pardon. "redaktorów prowadzących" próbowało skompromitować Janusza Korwin - Mikke, przedstawiając go na podstawie wyjętych z kontekstu i sfałszowanych cytatów jako oprawcę niepełnosprawnych dzieci, ale to na dłuższą metę nie mogłoby być skuteczne. Podobnie jak ukazanie go jako np. nałogowego alkoholika, mogłoby przynieść efekt odwrotny od zamierzonego, albowem jak widać rodzimy motłoch właśnie takich kocha i premiuje. Podobnie przedstawienie Janusza Korwin - Mikke jako ewidentnego kłamcy (najlepiej w jakiejś oficjalnej sprawie, gdzie zeznaje się publicznie) mogłoby nawet przysporzyć mu sympatii, czego najlepszym dowodom są nasi Dyzmowie, których motłoch uwielbia proporcjonalnie do ilości łgarstw jakimi oni go karmią i czego dowody mamy podczas każdych kolejnych wyborów. 

Jak więc widzimy, wszystkie próby zdyskredytowania Janusza Korwin - Mikke przy pomocy jakiejś czarnej kampanii negatywnej mogłyby tylko przysporzyć mu dodatkowych głosów, albowiem motłoch zniesie wszystko poza tym, by władzę objął ktoś, kto przewyższa go (zarówno w swojej niszczycielskiej masie, jak i w pojedynczych osobnikach) umysłowo lub moralnie. Nie jest to zresztą jakaś cecha wybitnie sarmacka - to po prostu oczywisty i potwierdzony przez Gustawa le Bona (autora "Psychologii tłumu") syndrom stada.

I właśnie przy pomocy wydobycia tego syndromu stada osiąga się najlepsze rezultaty. Bądź zawsze w grupie (kolektywie, większości), nigdy nie bądź w mniejszości lub co jeszcze gorzej, sam. Zawsze powtarzaj po tych, którzy krzyczą najgłośniej i których jest najwięcej. Własny mózg ci niepotrzebny, a robienie z niego użytku tylko utrudnia życie. Pamiętaj, że wtapiając się w stado zwiększasz swoje bezpieczeństwo - drapieżniki wypatrują zawsze osobników, które odłączą się od stada lub ławicy. Nawet jeżeli taki drapieżnik wpadnie w środek stada, to szansa na to, że wbije swoje zęby właśnie w ciebie jest dużo mniejsza, niż gdybyś biegał całkiem samopas. 

Oczywiście sformułowanie tego tak dosłownie prosto w oczy nawet ogłupionemu motłochowi nie wchodzi w rachubę, więc dla osiągnięcia tegoż celu wymyślono propagandę "zmarnowanego głosu". Człowiekowi inteligentnemu i myślącemu wydawałoby się, że głos marnuje się wtedy, kiedy głosuje się na kogoś, kto już z góry nie spełnia naszych warunków i któremu nie ufamy - bez względu na jego popularność. Jeżeli wiemy, że w określonej grupie jest tylko jedna (lub dwie lub nawet trzy) osoby potrafiące, np. naprawić samochód, to jaki sens ma głosowanie na kogoś, o kim dobrze wiemy, że tego nie potrafi? Tylko dlatego, że tak "domaga się większość"? I jaki będziemy mieli pożytek z tego, że on wygra, nawet jeżeli dołożymy mu swój głos, którego w ten sposób "nie zmarnujemy"?  Czy na takie pytania da się odpowiedzieć z perspektywy stada? Chyba nie.

Ubocznym i pochodnym tej metody sposobem jest kreowanie wyborów jako pewnego rodzaju "totolotka" w którym trzeba "trafić" zwycięzcę, zaś głosując na tego, który ma najlepsze "sondaże" zwiększamy swoją szansę "trafienia" i wygrania w ten sposób ... na właśnie... CZEGO? Czy takie "trafienie" nagradzane jest potem jakimiś bonusami? Co nam z tego, że dołączymy do stada i swoim głosem "trafimy"  w wygranego kandydata, o którym przecież wiemy, że jest jakąś kanalią i typkiem spod ciemnej gwiazdy, który swą władzę wykorzysta głównie do ciemnych interesów? Na to pytanie też przeciętny motlochokratyczny szympans nie potrafi odpowiedzieć i dlatego przede wszystkim unika w ogóle takich pytań, reagując agresją na każdego, kto mu je podsunie.

Stąd też taka aktywność rozmaitych WSI-oków i pożytecznych idiotów, kórzy tę propagandę "zmarnowanego głosu" rozpuszczją. Po co masz głosować na kogoś mądrego i uczciwego, kiedy będziesz jedynym, który tak zrobi? Lepiej głosuj na tego, kto już czeka z batem, by potem cię nim oćwiczyć - przynajmniej wtedy "wygrasz", bo będzie was wielu idiotów, którzy zgotowali sami sobie taki los...

Liberwig
O mnie Liberwig

Jaki jestem? Wyjdzie samo, ale jedno mogę napisać od razu - nie znoszę Dyzmów i zuchwałej głupoty, a tego ciągle nam przybywa. W wolnych chwilach czytam i podróżuję - www.liberwig.republika.pl Motto życiowe: Nie kłóć się z idiotą, bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka