Liberwig Liberwig
190
BLOG

Apel do nauczycieli - "sprawiedliwość społeczna" do klas !!!

Liberwig Liberwig Polityka Obserwuj notkę 0

Nie będzie to tekst o nędzy naszego systemu edukacji - ujednoliconego, przymusowego i żałośnie nieefektywnego w stosunku do jego kosztów. Będzie to próba pewnego eksperymentu, na razie teoretycznego, ale warto byłoby chyba przetestować go w praktyce - tak jak powinno się testować wszystkie teorie, by uczący się lepiej zrozumieli temat.

Jak wiemy, Polska jest "demokratycznym państwem prawa urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej".  Co poeta miał na myśli - czyli, jak rozumiała ten pusty slogan owa banda kretynów, która go przegłosowała, tego możemy się domyślać z praktyki naszego życia i funkcjonowania państwa. Państwa, którego istotą jest wyrwanie od podatników możliwie najwięcej pieniędzy i przekazanie ich w ręce - a to "fachowców od rozwoju" (szeroko rozumianego - od "gospodarki," aż po "prawa gejów"), a to znów w ręce "społecznych wrażliwców", co to "walczą z biedą" i "pomagają najuboższym". Tak to w największym skrócie działa, a skutki tego - korupcja, narastające zadłużenie - widać na każdym kroku, zaś skala tych patologii zwiększa się proporcjonalnie do natężenia owych działań.
Czego zatem może dowiedzieć się o państwie - jego istocie, celach i funkcjonowaniu - przeciętny młody człowiek,  z nudnych i przesyconych pustosłowiem - do bezmyślnego wklepania na pamięć - regułek, których nasłucha się i naczyta podczas odbębniania godzin "wiedzy o społeczeństwie" w szkole? Pytanie chyba retoryczne, tym bardziej, że taki pilny uczeń (który wykuł te wszystkie slogany najbardziej gorliwie) musi w pewnym momencie popaść w dysonans poznawczy - no bo jak to; w podręcznikach o demokracji i tych wszystkich "europejskich" cudach piszą w samych superlatywach - lud jest mądry, politycy szlachetni i zatroskani o dobro wspólne, wszyscy chcą dobrze, a tymczasem wystarczy włączyć pierwsze - lepsze wiadomości i co chwila jakaś afera, korupcja, niegospodarność i ewidentna głupota wyrządzająca krzywdę milionom ludzi O co więc w tym wszystkim chodzi? Co bardziej wytrwali (mniejszość - odsetek procenta) usiłują się przez temat przegryźć i dochodzą do rozmaitych, mniej lub bardziej ciekawych, wniosków. Większość jednak zwyczajnie ten problem olewa, zajęta rozrywkami oferowanymi przez wyspecjalizowany w ich dostarczaniu przemysł, inna z kolei część zaczyna rozumieć, że zbytnie wnikanie w istotę rzeczy, może tylko utrudnić planowaną karierę i w powtarzaniu tych sprzecznych z doświadczaną rzeczywistością sloganów znajduje sposób na godne życie. Bycie urzędnikiem państwowym lub innym "menadżerem mienia niczyjego" - czyli kolektywnego (w ramach jakichś funduszy - niechby i łunijnych - rozrastających się na styku sektora publicznego i prywatnego), stanowi szczyt marzeń przeciętnego kandydata na większość kierunków uniwersyteckich. Kasa, fura, komóra i tytuł "general managment director of european cośtam...", odpowiedzialność żadna, a możliwości kręcenia się na karuzeli superpłatnych synekur nieograniczone.  
Chciałbym zaproponować o wiele ciekawszy i skuteczniejszy program nauczania młodzieży w ramach "wiedzy o społeczeństwie" - w dodatku oparty w 100% na regułach funkcjonowania naszego państwa, który pozwoli dzieciom/młodzieży zdobyć wiedzę o jego funkcjonowaniu wiele łatwiej, niż klepanie ton debilnego pustosłowia naprodukowanego przez hordy sprostytuowanych profesorów.
A więc - istotnym czynnikiem procesu edukacji jest system ocen. Nie zagłębiając się już szczegółowo w jego znaczenie w procesie nauczania, można go porównać do systemu wynagrodzeń, odpowiadającego płacy wyrażanej w pieniądzach, z jakim mamy do czynienia już jako dorośli. Zresztą analogia ta pasuje także do dzieci - wszak wysokość kieszonkowego wielu nieletnich (a także rozmaite nagrody, które dostają od rodziców) uzależniona jest  w wielu przypadkach od wyników w nauce.
Jak więc wprowadzić dzieci w świat dorosłych i przeprowadzić ich proces edukacyjny z dziedziny funkcjonowania państwa, w sposób najbardziej odpowiadający rzeczywistości i tym samym pozwalający osiągnąć najlepsze wyniki w przygotowaniu ich do tego, co czekać ich będzie, kiedy już osiągną pełnoletność? W końcu same hasła o społecznej sprawiedliwości i wrażliwości są dla nich na razie totalną abstrakcją, a kiedy już dorosną i nastąpi czołowe zderzenie z zasadami ustrojowymi owego „demokratycznego państwa prawa”, to mogą się okazać zupełnie do tego nieprzygotowani. Jak zatem ich do tego przygotować? W bardzo prosty sposób. W szkołach należy wprowadzić podatek od ocen. I tak, uczeń, który dostaje (za swoją pracę domową lub klasówkę) czwórkę, musi oddać jeden stopień w formie podatku, którym zasilane będą konta uczniów ocenionych na „niedostateczny”, czyli do jego dzienniczka wpiszemy „3”. Biorąc pod uwagę obecnie obowiązującą sześciostopniową skalę, należałoby zatem obniżyć każdemu otrzymaną ocenę o jeden punkt – z wyjątkiem tych, którzy zasłużyli na „6”, gdyż w ich wypadku warto byłoby się zastanowić nad  zastosowaniem progresji – po opodatkowaniu zostawałaby im ocena „4”, no i oczywiście z wyjątkiem „pałkowiczów”, bo im już nie ma z czego zabierać. Takie rozwiązanie pozwoliłoby dzieciom zrozumieć, co czeka ich za lat kilka/kilkanaście, kiedy już podejmą pracę zarobkową, a także podnieść nasz poziom edukacji, poprzez podciągnięcie, tzw. średniej, w końcu o to chodzi w tej całej „społecznej sprawiedliwości” – by nikt nie czuł się „wykluczony”.
Ponieważ z książek, z których dzieci uczone są tzw. nauk społecznych wynika, że ustrój społecznej wrażliwości i sprawiedliwości jest „europejskim” ideałem, do którego mamy obowiązek dążyć i który – wedle „europejskich” elit – zapewnia „europejczykom” dobrobyt, postęp i rozwój, to można chyba zakładać, że jego zastosowanie już od szkoły, przyczyniłoby się takoż samo do podniesienia poziomu nauczania. Możemy sobie więc wyobrazić skutki zastosowania takiego eksperymentu. I tak, np. Nowak, który całe dnie uczył się systematycznie (mniejsza już o naturalne zdolności i predyspozycje, które proces nauki mogą ułatwiać) i szczęśliwy, iż mimo swoich słabych talentów do, np. matematyki, po ciężkiej pracy nad sobą dostał wreszcie „4” (za którą rodzice obiecali mu, np. atrakcyjne kolonie lub inną nagrodę) dowiaduje się ze zdumieniem, że do jego dzienniczka wpisana zostanie „3”, gdyż jeden punk z jego oceny zostanie dodany Kowalskiemu, by z otrzymanej przez niego „1”, dało się wyciągnąć „2”, na czym zyska cała klasa – nie dojdzie do frustracji, która jest powodem agresji tych, którzy nie dostali szans od reszty klasy. Jest oczywiste, że taki system podziałałby na Nowaka (i jemu podobnych) szalenie dopingująco i zabrałby się za naukę ze zdwojoną energią, podobnie jak Kowlaski (i jemu podobni). Dlaczego zatem tak żałujemy dzieciom w szkołach tej „społecznej sprawiedliwości”, skoro już w życiu dorosłym przynosi nam ona podobno tak wiele pożytku?
 
Zawsze jednak warto założyć, że w tych pięknych ideałach pojawią się jakieś „błędy i wypaczenia” – może się okazać, ze system ten tak zdopinguje wszystkich do wytężonych wysiłków, że tych odebranych wszystkim ponadtrójkowym uczniom punktów zabraknie jednak, by obdzielić nimi „pałowiczów” – i co wówczas? Nauczyciel będzie musiał podjąć decyzję o przyznaniu punktu (który uchroni od „niedostatecznego”) w sposób dyktatorski (totalitarny). Aby osiągnąć jeszcze lepszy efekt, należałoby przyznać nauczycielowi prawo przyznawania wybranym uczniom więcej, niż jednego punktu, tylko np. dwóch lub nawet czterech. W ten sposób, nauczyciel mógłby  „pałkowiczowi” wpisać do dzienniczka „5” – w końcu co tak sobie żałować tej społecznej wrażliwości – czy sfrustrowanemu kolekcjonerowi „jedynek” nie należy się odrobina luksusu?
Skoro jednak wspomnieliśmy, iż podczas realizacji tych „pięknych idei społecznej wrażliwości” mogłoby dojść do „błędów i wypaczeń” – np. jakiś podły reakcjonista mógłby odkryć, że nauczyciel przyznaje bardzo dużo tych pobranych w formie podatków od ocen punktów synowi swojego znajomego, krewnego lub innego pociotka, albo po prostu sąsiada, który, np. naprawia mu za to samochód, to po pewnym czasie należałoby przeprowadzić „transformację klasową”, która zdemokratyzowałaby bardziej cały ten – dobry przecież w gruncie rzeczy (tak nas uczą) – system.
Przede wszystkim należałoby skończyć z totalitarną, dyktatorską władzą nauczyciela, od tej pory całą władzę ustanawiania podatków od ocen i ich późniejszego podziału posiadałby Samorząd Klasowy wybierany przez wszystkich uczniów w klasie raz na semestr. W jego skład chodziłoby powiedzmy siedmiu uczniów – licząc na 30 osobową klasę. Oni – poprzez głosowanie we własnym gronie – mieliby prawo decydować jaki procent otrzymanego przez każdego ucznia stopnia odebrać mu w formie podatku i komu, i wedle jakich kryteriów by te dodatkowe punkty przyznawali. Oczywiście, zanim zaczęliby rozdzielać owe pobrane punkty, sami mieliby zagwarantowane co najmniej „4” – niezależnie od osiąganych wyników – zaś po dodaniu ewentualnie punktów sobie, mogliby rozdzielać pozostałą resztę. Ważne jest też, by każdy uczeń mógł kandydować do tej rady i prowadzić własną kampanię, podczas której mógłby przedstawiać klasie swój „program” podniesienia poziomu nauki i zapewnienia każdemu uczniowi „godnego świadectwa”, pełnego celujących ocen.
Jak widzimy taki demokratyczny system zapewniłby naszym szkołom wspaniałe perspektywy rozwoju – wskaźnik poziomu nauczania poszybowałby do góry niemal pionowo – i tylko rozmaite oszołomy wskazywałyby, że strzałka wektora skierowana jest w dół…
Jedno jest pewne – wszystkich, którym udało się taką szkołę skończyć (najlepiej jako członek takiej Rady Klasowej – w końcu trzeba sobie coś wpisać do przyszłego CV) należałoby od razu ubrać w garnitury i wysłać do sejmu, gdzie stworzone zostałyby dla nich specjalne etaty „noszących teczki” za rozmaitymi „weteranami demokracji”, co to już z niejednej partii miliony wyciągali. To zapewniłoby nam bezpieczną wymianę elit tak, by nawet największa katastrofa nie zagroziła już ciągłości państwa i jego najważniejszych instytucji.
Na co więc czekamy?
Liberwig
O mnie Liberwig

Jaki jestem? Wyjdzie samo, ale jedno mogę napisać od razu - nie znoszę Dyzmów i zuchwałej głupoty, a tego ciągle nam przybywa. W wolnych chwilach czytam i podróżuję - www.liberwig.republika.pl Motto życiowe: Nie kłóć się z idiotą, bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka