Blog
libretto
libellus
libellus nikt szczególny
1 obserwujący 3 notki 4444 odsłony
libellus, 19 listopada 2018 r.

Z pamiętnika poznańskiej nauczycielki…

3782 136 1 A A A

Reforma szkolnictwa, zainicjowana przez Panią Minister Annę Zalewską, od początku budziła wiele moich nadziei. Jestem nauczycielem z ponad 26-letnim stażem i z niepokojem obserwowałam, jak od czasu utworzenia gimnazjów i systemowego podnoszenia wskaźnika osób z wyższym wykształceniem w Polsce, oświata coraz bardziej chyliła się ku upadkowi. Okrawana podstawa programowa, absurdalne treści w niej zawierane, dopuszczanie do użytku coraz gorszych podręczników, wymuszanie na nauczycielach jedynie kształtowania umiejętności i odchodzenia od przekazywania wiedzy, a także zupełnego odejścia od metod podawczych – to tylko jedne z wielu przyczyn tego, że wypracowanie które 20 lat temu oceniłabym na dostateczny, dziś oceniam na piątkę. Do tego rozszalała biurokracja, pożerająca coraz więcej czasu, jaki powinnam poświęcać na przygotowanie lekcji, dokształcanie i monitorowanie efektów własnej pracy.

W maju 2017 roku uczestniczyłam w spotkaniu z Panią Minister Zalewską i wróciłam z niego pełna optymizmu związanego z planowanymi założeniami i zmianami. Podpisałam listę poparcia dla reformy. Uświadomiona, że kosmetyczne jedynie zmiany w podstawie programowej wynikają z konieczności kontynuacji dotychczasowych treści programowych, naiwnie ucieszyłam się, że w końcu zaczyna się zmieniać na lepsze. W roku szkolnym 2017/2018 zacisnęłam zęby, powtarzając sobie, że początki zawsze są trudne, ale w końcu nadejdzie czas, w którym ze szkół znikną wszelkie absurdy i spokojnie będę mogła robić to, co umiem najlepiej i do czego mnie przygotowano – uczyć.

Z nowym rokiem szkolnym nadzieje zaczęły się rozwiewać, a oczy otwierać. W szkole nie zmieniło się nic. A jeśli – to na gorsze. Nadal moim obowiązkiem jest wypełnianie sterty dokumentów, tabelek, produkowanie nikomu do niczego niepotrzebnych opinii, sprawozdań, ewaluacji, planów, dostosowań, ankiet, notatek z kontaktów z rodzicami, etc., etc. (dla zainteresowanych: https://postatrefakty.wordpress.com/2018/01/23/z-pamietnika-nauczycielki-pani-od-tworzenia-druczkow/). Nadal mój czas, który powinnam przeznaczyć na przygotowanie lekcji, poświęcam na biurokrację, a że przyzwoitość nie pozwala mi iść do pracy nieprzygotowanej, po powrocie ze szkoły w pół godziny odgrzewam obiad i wstawiam na dzień następny, a później siadam do komputera i wstaję od niego najwcześniej o 23.00. Mój dzień wygląda następująco:

  • około 5 godzin dziennie pracuję przy tablicy,
  • mniej więcej 3 godziny dziennie zajmuje mi przygotowanie do lekcji,
  • 2 godziny przeznaczam na sprawdzanie prac domowych, klasówek, kartkówek, etc.,
  • 2 godziny (uśrednione na rok) – biurokracja.

Dziennie daje to 12 godzin. Do tego dochodzą: minimum 1 rada pedagogiczna w miesiącu (około 4 godzin) i 1 zebranie z rodzicami na dwa miesiące (około 2 – 3 godzin). Pomijam obowiązujące mnie dokształcani i samokształcenie.

Zarabiam najwięcej, ile można zarobić jako nauczyciel – netto 3200 zł. Jestem bowiem nauczycielem dyplomowanym, ze stopniem doktora nauk humanistycznych, pracuję powyżej 20 lat. W pobliskim supermarkecie poszukują kasjerów – zarobki 3000 zł netto za 8 godzin pracy dziennie. Dość to paradoksalne, zważywszy nie tylko na czas kształcenia do zawodu, ale i zakres odpowiedzialności.

Czytam literaturę fachową, wpraszam się na lekcje koleżankom, żeby podejrzeć, jakie mają pomysły metodyczne i z nich skorzystać. Wykorzystuję wiedzę z zakresu neurodydaktyki, stosuję aktywizujące metody oraz – funta kłaków warte według mnie, ale obowiązkowe – ocenianie kształtujące. Mam na to wszystko czas, między innymi dlatego, że moje dziecko już dorosło i się wyprowadziło. Gdybym miała 15 lat mniej i dzieci w wieku szkolnym, nie mogłabym sobie pozwolić na nieugotowanie obiadu, wepchnięcie prania z suszarki do szafy, ani spędzenie całego weekendu nad kartami pracy, grami dydaktycznymi, planowaniem projektów edukacyjnych, wymyślaniem takich metod, żeby lekcja była jak najefektywniejsza.

Tymczasem, na każdej radzie pedagogicznej, jaka odbywa się po spotkaniu pani dyrektor z władzami oświatowymi i kuratorem bądź wizytatorem, dowiaduję się, że jestem do niczego i nieustannie coś robię źle. W szkole panuje histeryczny strach przed rodzicami. Nie dalej jak 2 tygodnie temu, jeden z ojców przyszedł zrobić mi piekielną awanturę o to, że zdecydowałam o niewystąpieniu jego córki w akademii z okazji Święta Niepodległości. Wrzeszczał w obecności swojego dziecka i innych uczniów, że cytuję „kto inny sobie ze mną pogada”. Kiedy zdecydowałam, że napiszę na ten temat notatkę służbową, dowiedziałam się, że w efekcie doprowadzę jedynie do nieustających kontroli w szkole i karę poniesie wyłącznie dyrektor. Dałam więc spokój.

W tym roku zostałam poddana ocenie według nowo wprowadzonych zasad. Jeśli otrzymam ocenę wyróżniającą – za dwa lata dostanę około 90 zł brutto podwyżki, za trzy lata kolejne 90 zł, aż dojdę do 500 zł brutto. Żeby otrzymać ocenę wyróżniającą muszę uzyskać 95% punktów. Kryteria oceny pracy nauczyciela dyplomowanego obejmą:

Opublikowano: 19.11.2018 19:45.
Autor: libellus
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @mucha.na.szybie Tekst jest na serio. Ale co mogę odpisać ludziom, które się dziwią, że...
  • @wiel Bogu dzięki, za takie głosy rozsądku jak Pani.
  • Z rozbawieniem stwierdzam, że po 2 latach nie zmieniło się tu...

Tematy w dziale Społeczeństwo