LordLifur LordLifur
228
BLOG

Dobij lud… czyli dobrzy radni versus zły prezydent

LordLifur LordLifur Polityka Obserwuj notkę 0

Blisko dwa miesiące temu (17 XI 2012) w Krakowie wprowadzono zmiany w rozkładzie połączeń tramwajów i autobusów. Uruchomiono także linie tramwajowe na nowym torowisku do pętli Czerwone Maki (Ruczaj). Zmiany spotkały się wśród mieszkańców (i nie tylko mieszkańców) raczej z krytyką niż z uznaniem. Ktoś optymistycznie nastawiony do tych zmian mógłby powiedzieć – „Narzekają tylko emeryci, bo mają swoje przyzwyczajenia!” Po pierwsze przyzwyczajenia nie zawsze są złe, a po drugie polecam chociażby podróż tramwajem lub autobusem z Ruczaju w kierunku Mostu Grunwaldzkiego w godzinach 7.00-9.00 oraz 16.00-18.00. Moc komentarzy ze strony ludzi, zarówno młodszych jak i starszych przytulonych do drzwi lub owiniętych wokół poręczy, gwarantowana. Kontrargumentując można stwierdzić, że niektóre zmiany udogodniły życie przynajmniej części mieszkańców. Sytuacja nie jest, więc czarno-biała (taka jest ludzka natura, że człowiek zwraca zazwyczaj uwagę na zmiany, które dotyczą jedynie jego samego). Tym samym cała zmiana tzw. „siatki połączeń” przybrała raczej znamiona przekładanki, niż decyzji rozwiązującej rzeczywiste problemy komunikacyjne miasta. Koniec dygresji.


Ad rem! W ramach prezentu świąteczno-noworocznego dostaliśmy, m. in. od dzielnej ekipy członków rady miasta, podwyżkę cen biletów. W Dzienniku Urzędowym Województwa Małopolskiego z datą 21 XI 2012 zamieszczono uchwałę Rady Miasta Krakowa w sprawie „ustalenia cen i opłat za usługi przewozowe, uprawnień do przejazdów ulgowych (…)”. Tym samym od 1 stycznia 2013 płacimy więcej za bilety do „kasowania”.


Dominik Jaśkowiecz PO – „Nasza propozycja jest do przyjęcia. Dajemy coś w zamian za wzrost cen. Wydłużamy czas działania biletów”. Zobaczmy: bilet 90-cio minutowy kosztował 5,20 zł, a od początku stycznia można go kupić za 6 zł. 60-cio minutowy – zmiana z 4 zł na 5 zł. Póki co nie widać „dawania czegoś w zamian”. Dajmy szansę Panu Radnemu. Tak! Jest! Bilet 15-to minutowy (2 zł) zostaje zamieniony na bilet 20-to minutowy (2,80 zł). Za 80 groszy dostajemy dodatkowe 5 minut jazdy (z prostej proporcji wynika, że podwyżka nastąpiła i w tym przypadku). „Jednoprzejazdówka” podrożeje o 60 groszy, przy czym przesiadając się po skasowaniu biletu będziemy mogli jechać dzięki niemu 40, a nie jak dotychczas 30 minut. Warunek „dajemy coś w zamian” zostaje spełniony. To fakt! Jednak dla większości podróżnych 5-cio i 10-cio minutowe wydłużenie czasu może niewiele zmienić. A zapłacić trzeba więcej. Podwyżki uderzą, więc w osoby, które kupowały bilety do „kasowania”, a którym jednocześnie nie opłacało się kupować biletu okresowego. W jeszcze gorszej sytuacji są osoby dojeżdżające do Krakowa z aglomeracji. Wyższa cena biletów i dodatkowo niejednokrotnie większa liczba przesiadek (po zmianach z listopada) konieczna, aby dotrzeć do celu (ergo dłuższy czas podróży), z pewnością nie przysłużą się osobistym oszczędnościom.
 

Wróćmy do radnych. Tym razem do Pana Wojciecha Wojtowicza, który o planach zlikwidowania bardzo popularnych biletów miesięcznych na jedną linię mówił tak – „Ludzie zostaliby zmuszeni do kupna droższych biletów na dwie linie, gdy te pierwsze są popularniejsze”. Zobaczmy co ma do powiedzenia Pan Grzegorz Sapoń(zastępca dyrektora Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportowej w Krakowie ds. komunikacji):


„(…) ten rodzaj biletów (na jedną linię) zniknie z oferty, natomiast powiedzmy od razu, że bilet na dwie linie będzie nieco tańszy niż dotychczas.”


Powiedzmy od razu… Co to ma do rzeczy? Jeżeli ktoś może dojechać do pracy lub szkoły konkretną linią, to bilet na dwie linie lub „sieciówkę” zacznie kupować tylko dla wicu. Pan Sapoń mówi także:


„Warto zauważyć, że wiele osób nie realizuje wyłącznie obligatoryjnych przejazdów, ale także przejazdy fakultatywne – i tu najlepszym wyjściem jest bilet sieciowy. Tzw. „sieciówka” zapewnia pasażerom ten komfort, że w każdej chwili mogą się dostać w dowolne miejsce sieci transportu zbiorowego.”


Jak widać MPK ma na sztandarach hasło uszczęśliwiania ludzi na siłę i to za odpowiednią opłatą. Jak mogliśmy się przekonać 1 stycznia 2013, MPK nie wycofało ze sprzedaży biletów na jedną linię. Może uznano, że potencjalne zyski mogłoby przyćmić zniechęcenie ludzi do komunikacji miejskiej. Dyskusyjna pozostaje rola radnych jako „ostatnich sprawiedliwych” broniących tej formy biletu okresowego.


Zgodnie z informacją zamieszczoną na stronie internetowej MPK (i osobistym doświadczeniem użytkowników) ceny biletów okresowych nie uległy zmianie. Bilet na jedną linię nadal kosztuje 48 zł, na dwie linie 67 zł, a „sieciówka” 94 zł. Dodatkowo bilet semestralny, oprócz studentów, będą mogły otrzymać dzieci od ukończenia 4-go roku życia oraz uczniowie. Czas jego trwania wydłużono dodatkowo o 10 dni (poprzednio obejmował okres 140 dni).


W miejsce Socjalnego biletu seniora wprowadzono bilet socjalny. Będzie dostępny w cenie 29 zł niezależnie od wieku nabywcy pod warunkiem, że będzie to osoba, której „dochód jest niższy od kryterium dochodowego obowiązującego przy udzielaniu świadczeń z pomocy społecznej”. Zmiany objęły także bilet rodzinny. Będzie uprawniał do bezpłatnego przejazdu opiekuna (lub opiekunów) dzieci do 16-go roku życia.


Przed podjęciem uchwały radni PO, wraz z Panem prezydentem Majchrowskim, odegrali szopkę polityczną w swoim stylu. Sceneria prosta, dwóch bohaterów: zły prezydent żądający podwyżek rzędu 50% i „dobrzy” radni (jako jedno ciało i jeden umysł) uderzający tegoż prezydenta po jego chciwych łapkach.


Zobaczmy jak na pomysł podwyżki cen zareagowali radni z PiS-u: Stanisław Rachwał– „W tym roku mieliśmy już podwyżkę. Wtedy mówiono, że więcej nie będzie (…) Żądamy analiz ekonomicznych w ZIKiT i MPK. Może tam znajdą się pieniądze”. Co zrobili? Podczas głosowania zajęli stanowisko „przeciw” podwyższeniu cen biletów. Sprzeciw „ma znaczenie” (co najmniej moralne), lecz w tym przypadku de facto nie rozwiązał problemu. Ergo: skończyło się na żądaniu i protestowaniu. Taka jest - parafrazując Kunderę – „nieznośna lekkość demokracji” (© by Lifur).


Dziennikarz Gazety Krakowskiej Piotr Rąpalskivel „klakier PO” (przydomek, który da się słyszeć w różnych miejscach Krakowa) w artykule (z 8 XII 2012) „Ceny biletów – radni godzą się na podwyżkę, ale mniejszą” pisze:


„Rządząca w radzie miasta Platforma Obywatelska zredukuje proponowaną przez urzędników miejskich podwyżkę cen biletów. Co więcej, wydłuży czas ich działania. Proponują kilka wariantów.”


Jacyż Ci radni są dobrzy! I wspaniałomyślni! Właściwie mogliby odrzucić propozycję wspomnianych urzędników i nie wprowadzać podwyżek, skoro tak bardzo troszczą się o ludzi, ale to tylko szczegół. Wpływy dla Krakowa z podwyżki cen biletów wyniosą nie 40, a około 30 milionów zł rocznie. W końcu wywalczyli! Stary numer. Ogłosić, że dzięki naszym staraniom cena towaru wzrosła tylko o 100%, a mogła przecież o 150%.


Jeżeli Urząd miasta zmierza do ograniczeń w poruszaniu się samochodami osobowymi w samym mieście, to podwyżka cen biletów jest drogą do osiągnięcia antycelu. Konsekwencją będzie coraz większe zapylenie Krakowa (które już jest kuriozalnie wysokie). Z drugiej strony rozwiązanie takie jakie zastosowano z początkiem roku w Tallinie (gdzie radni miasta postanowili zadekretować zlikwidowanie opłat za korzystanie z komunikacji miejskiej) niekoniecznie sprawdziłoby się w Krakowie. Stara prawda jest taka, że „za darmo” to chwyt reklamowy. Tzw. „Darmocha” nie istnieje. Za wszystko trzeba zapłacić. I płacimy. Komunikacja miejska w mieście jest, jedynie częściowo finansowana bezpośrednio z wpływów za bilety. Ale czy to co dokłada do komunikacji samo miasto nie jest, aby kwotą wypracowywaną przez ludzi? Może problemu należy także dopatrywać w biurokratyzacji (nie tylko lokalnej, lecz również ogólnonarodowej)…? Przypomina, to obarczanie osoby trzeciej konsekwencjami własnych błędów (w końcu deficyt w budżecie miasta niepohamowanie rośnie).


Gdybym był czepialski, napisałbym, że radni w sprawie komunikacji miejskiej niewiele zdziałali, a tylko wiele gadali. Że tak naprawdę dokładnie taki był ich cel i go osiągnęli. Wiem. Rozumiem. PR! W końcu trzeba wciskać kit… Ups! Przepraszam… „budować wizerunek” wśród ludzi. Napisałbym też, że całe to gadanie o konieczności podwyżek ze względu na drożejące paliwo jest funta kłaków warte, bo „przeciętnemu” człowiekowi nikt nie chce dać w pracy zarobić więcej pieniędzy, a dojechać do niej musi. W końcu napisałbym, że gdyby urzędnicy i radni chcieli poprawy działania komunikacji w Krakowie; a nie przepychali ustawy, w których mają osobisty interes; to by to zrobili. Napisałbym tak. Ale tego nie zrobię.
 

Lord Lifur

LordLifur
O mnie LordLifur

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka