Każdego roku wraz z początkiem większych mrozów na dworze, pojawiają się na chodnikach liczne mamusie trzymające za rączkę swoje pociechy ubrane w kilka warstw odzieży wierzchniej (nie żeby wcześniej nie wychodziły z domów). Tak sobie myślę: czy to jakiś objaw nadopiekuńczości, to „naubieranie”? A może to zdrowy odruch – zimno jest, więc dzieciaczka trzeba maksymalnie odizolować od warunków atmosferycznych.
A propos niskich temperatur, przypomniałem sobie historię z mojej mieściny. Mieliśmy u siebie, już dosyć dawno, takiego jednego lekarza. Staruszek – szkoła przedwojenna jeszcze. Każdej zimowej niedzieli, przed mszą, wyrąbywał siekierą przerębel w lodzie skuwającym Skawę. Później wchodził do wody po szyję i siedział tak w niej przez kilka minut. Lokalne towarzystwo kwitowało, to komentarze: „dziwak”. Dziadek mówił o nim zawsze: „facet ma jaja”.
Taka mała dygresja. Może ubieranie w dwie warstwy pluszowego skafandra li tylko na krótką metę ochroni nas przed przeziębieniem?
Po niemalże słynnym wpisie Sławomira Nowaka w Twitterze poczułem się wywołany do tablicy. Jego słowa – „Fotoradary są do walki z mordercami drogowymi” nie tyle mnie uraziły (jak mogło, to nastąpić w przypadku kilku milionów kierowców w Polsce), lecz właśnie zmobilizowały do działania. Efektem tego jest kilka przemyśleń (zapewne nie tak bystrych jak refleksje rodzimych polityków) na temat walki ze „zbrodniarzami” i zwiększenia bezpieczeństwa „na polskich drogach”.
Wielu ludzi (sam słyszałem) zarzuca Najjaśniejszemu vel premierowi Tuskowi, ostrożnie mówiąc, niekonsekwencję (niektórzy używają nawet słów „obłuda”, „cwaniactwo”, czy co mniej ukulturalnieni „sku*******two”). Jakże to? Toć sam Pan Premier roku pańskiego 2007 (jeszcze podczas rządów nieoficjalnie zwanych „dziobatym terrorem” (©by Lifur) używał takich słów:
„Drogi są co prawda coraz gorsze, ale za to fotoradary się pojawiły na ulicach. To jest filozofia PiS-u: utrudnić życie wszystkim do maksimum, a na końcu ich skontrolować. Tylko facet, który nie ma prawa jazdy, może wydawać takie pieniądze na fotoradary, a nie na drogi”.
Panie Donaldzie. Miliony polskich kierowców pytają: KIEDY STRACIŁ PAN PRAWO JAZDY?
Może jednak jest inne tego zjawiska wytłumaczenie? Odpowiada nam sam premier… No, może nie do końca osobiście (toć jest, to dla Najjaśniejszego zbyt oczywista prawda, aby sam ją wygłosił), lecz ustami wiernego przydu… ekh… zausznika – ministra transportu:
„Oni(banda dwojga vel PiS – przyp. Lifur) chcieli stawiać fotoradary, nie budując dróg, my zaczęliśmy od drugiej strony”
„Oni” najpierw chcieli postawić fotoinwigilatory w miejscach wytyczonych pod drogi, ale za to „Wy” zaczęliście już od odpowiedniej strony - od wylania asfaltu pod nowe fotoradary.
„Tylko człowiek bez prawa jazdy może mówić, że dziś nie buduje się w Polsce dróg(…)”. Pan Nowak podkreśla te słowa. Jakże pełne mądrości to zdanie. Choćby jeden kilometr dróg (po pół kilometra na dwa odcinki) wybudowano, to nikt (nawet nie posiadający prawa jazdy) nie śmie temu zaprzeczyć. Minister dodaje:
„Tylko ktoś kompletnie bez rozumu może być przeciwko polityce, która zmierza do ratowania życia na drogach”.
Jak przeczytaliśmy powyżej minister porusza także kwestię służby zdrowia, która powinna „ratować życie na drogach”, chociażby po wypadkach. Zuch chłop! Nie boi się nawet wyzwać od „bezrozumnych” kolegów z rządu, którzy jakby na to nie patrzeć, robią co w ich mocy, aby karetka do potrzebującego pomocy człowieka, nawet z bazy nie wyjechała. Ani się obejrzymy, a już wytworzy się w partii „element niepożądany”. Wtedy tylko krok dzieli PO od przejścia przez Morze Czerwone nowego ramienia partii, zwanego od założyciela Nowakowcami. Defetystom, nawet (a wręcz szczególnie) w swych szeregach mówimy stanowcze NIE! Jak mawiał niedościgniony mistrz kultury politycznej „Kto na władzę(..) rękę podniesie (…)” itd.
Cóżby znaczyła opinia bez statystyk. Oto i one (by Sławomir N.):
„Wszystkie statystyki pokazują, że skuteczność radarów jest największa i wymusza kulturę jazdy”
Wszystkie, więc nawet te, które dotyczą inteligencji polityków, czy procentowego udziału rogaczy w populacji męskiej. Wszystkie to wszystkie i nie ma gadania. Logika zdania Pana ministra jest niepodważalna. „Skuteczność radarów jest największa” – potwierdzają, to wszelkie badania, a ponadto „wymuszają kulturę jazdy”. Z tą wymuszoną kulturą jest jak z przystosowywaniem się plemion germańskich do życia w Cesarstwie Rzymskim. Bardzo chcieli się ukulturalnić, ale za cholerę im nie wychodziło. Poza tym „wymuszona kultura” trąci oksymoronem.
Moje pesymistyczne nastawienie do fotoradarów zniwelowała wieść o planowanym ogólnopolskim wdrożeniu systemu odcinkowego pomiaru prędkości. Poprzedni akapit niech pójdzie w niepamięć. Mówiliśmy o „ukulturalnianiu” podczas, gdy teraz mamy okazję na „uświęcenie”! Dostrzegam jednak pewną lukę oraz okazję do siania przez reakcjonistów defetyzmu. Taki niepoprawny krytyk Ministerstwa Transportu może np. do połowy odcinka pomiarowego bezczelnie przekraczać dozwoloną prędkość, po czym zatrzymać się obok stacji i śmiać np. z ministra Nowaka.
Wróg narodu nie śpi, ale Ministerstwo Transportu także. Przygotowało ono projekt Narodowego Programu Poprawy Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Minister Nowak zapowiedział bezwzględną walkę z nadmierną prędkością na drogach. Podniesione zostaną kwoty mandatów. Nastąpi także budowa systemów fotoradarów z równoczesną poprawą infrastruktury drogowej w Prywiślańskim Kraju. Oczywiście jedynie zwykłym przeoczeniem jest kwestia „poprawy zarobków obywateli”. Ponoć już odpowiednie organy zabrały się za tę kwestię.
Z nowinek planuje się także obowiązek „bezwzględnego zatrzymania pojazdu w chwili, gdy do przejścia zbliża się pieszy”. Że też dopiero teraz na to wpadli. Przecież od dawna wiadomo, że przed zniecierpliwionym pieszym trzeba przystanąć, choćby za nami żaden samochód nie jechał.
Jacek „Cicho” Cichocki (v-ce minister transportu) oznajmił, że “nadmierna prędkość” jest przyczyną 43% wypadków drogowych. Ad absurdum! Najostrożniej mówiąc „nadmierna prędkość” jest przyczyną ok. 99% wypadków na szosach.
Przecież gdyby samochody nie poruszały się po drogach, to i wypadków by nie było.
Nam „myślącym” i „rozumnym” obce są twierdzenia jakoby pomysł rzetelnego (a nie wyłącznie „finansowego”) szkolenia kierowców mógł cokolwiek zmienić. Złym pomysłem byłoby także odbywanie, w ramach kursów przygotowujących do prowadzenia pojazdów, jazd na torach imitujących trudne warunki na jezdni.
Z tej perspektywy łatwiej zrozumieć da Vincenta Rostkowskiego. Te 1,5 mld zł przewidziane jako wpływy z mandatów, to nie haracz, lecz jedynie forma podziękowania od kierowców. „A na dwudziestopięciolecie rządów softsowietów w Polsce 2,5 mld zysków z mandatów”.
Myślę, że już niedługo powstaną projekty obywatelskie obejmujące chociażby tak oczywiste (a dziś niedoceniane) usprawnienia jak pluszowe samochody. Nieoficjalnie grupa „rozumnych” obywateli przygotowuje System Nadzoru Osobistego Kierowców. Miałby on polegać na przydzieleniu każdemu kierowcy osobistego urzędnika-kontrolera, który czuwałby; przy pomocy GPS’u, wmontowanej w samochodzie kamery, czujników prędkości oraz zainstalowanego w silniku ogranicznika; nad bezpieczeństwem osoby zasiadającej w pojeździe.
Lifur


Komentarze
Pokaż komentarze