LordLifur LordLifur
596
BLOG

Wojna domowa i Tadek "Dwa Palce"

LordLifur LordLifur Polityka Obserwuj notkę 3

Mówienie o „wojnie domowej” w sytuacji, gdy armia „zza miedzy” chce wprowadzić swoje porządki u sąsiada (przy pomocy zdrajców, sprzedawczyków i różnego rodzaju mętów) siłą, jest czymś, co dawniej określało się ładnym słowem – kuriozum. Dziś, podobnie jak chociażby pół wieku wcześniej, podpiera się taką paplaninę argumentami. Stwierdzenie, iż w latach 1944-1956 toczyła się w Polsce wojna domowa, jest równie absurdalne co twierdzenie, że delfiny mogą być ekwiwalentem koni kawaleryjskich.

Kilkanaście dni temu media, jak to się mówi, „zawrzały”. Duża część nadwiślańskiego narodu dowiedziała się o „błędach młodości” Tadeusza „Dwa Palce” Mazowieckiego. Ponoć wzór polskiej „walki o wolność” wyskrobał niegdyś piórem zdania, które w 1953 roku wydrukowano w kilkunastu tysiącach egzemplarzy dziełka o tytule „Wróg pozostał ten sam”. Sensacja autentyczna! Członkowie „prawej” oraz „lewej” strony barykady zawyli. Jedni z zachwytu nad tzw. „cymelium”, drudzy z rozpaczy nad „wywlekaniem brudów/polowaniem na czarownice”. W takich sytuacjach zaczynają kwitnąć, niczym kwiaty na wiosnę, argumenty potwierdzające tezę, że o czym się w telewizji nie mówi – nie istnieje.

Sprawa wygląda następująco: do momentu, w którym „ujawniono” istnienie książki, której współautorem pan Tadeusz Mazowiecki, jawił się był on powszechnie w świadomości Polaków jako „antykomunista”. Acz łaskawy (vide „gruba kreska”). Po niedawnym akcie ujawnienia, obywatele przejrzeli (lub w założeniu mieli przejrzeć) „na oczy”, jakiż to podstępny komunistyczny chochlik w przebraniu dorwał się do koryta „Wolnej Polski”. Jakkolwiek zapomniano przy okazji wspomnieć, że niemal dekadę temu o błędach szczenięcych „pierwszego demokratycznego premiera” pisał w „Rzeczypospolitej kłamców” (2004) Waldemar Łysiak – „T. Mazowiecki miał wówczas dużo kiepskich pomysłów. Jednym z nich było znalezienie się w paczce stalinowskich agitatorów, którzy wysmażyli probolszewicką książkę <<Wróg pozostał ten sam>>”.

Tadeusz Mazowiecki jako wzór rozwagi i rozsądku? Jak rzekłby zdenerwowany francuz - „Merde!”. Polacy, którzy urodzili się ok. 1990 roku siłą rzeczy mogą nie wiedzieć o nim zbyt wiele. Wina to, robienia im przez różne „autorytety” papki z mózgu . Ale że ludzie, którzy dłużej chodzą po Ziemi, gęgają, że to wzór wszelkich cnót? „Błędy młodości” – rozumiem. Każdy ma prawo do błędu. Jednak jeśli popełni duży błąd, plamiący jego honor, to nie może (o czym każdy bardziej rozgarnięty przedszkolak wie) być „autorytetem moralnym” i na tym „kręcić lodów”. Popełnił błąd – w porządku. Ale niechże zostanie sobie szewcem, ślusarzem, albo sprzedawcą warzyw, lecz nie politykiem, bo to najzwyczajniej, po męsku… nie przystoi. Na dobitkę zawsze znajdzie się zgraja „pożytecznych idiotów”, à rebours wnioskujących, że mówienie o ubabraniu w czerwonym bajorze przez człowieka uważanego za wzorowego (niemalże dyplomowanego) antykomunistę, jest „draństwem” oraz „grzebaniem w życiorysach”.

Przy okazji warto przypomnieć sobie parę osobistości klakierującą (słowem lub czynem) komunie. Pierwsza z nich – endecki działacz – Maciej Giertych, który miał swoje 5 minut u boku Jaruzelskiego jako jego doradca. Druga: Jarosław Kaczyński, który mówił o komunistycznym genseku Edwardzie Gierku – „(…) był komunistycznym, ale jednak, patriotą (…)”. To reprezentacja deblowa „prawicy”. Drużyna z „lewej” (zwanej słusznie „salonową”) strony wchodzi, już od wielu lat, czerwonym do tyłka. Bez wazeliny. Jak widać „dawanie d***” komunie na prawo/lewo nadal im nie przeszło (może to kwestia przyzwyczajenia… lub dobrego nawilżenia, ergo: śliskości charakteru).

Nawet, jeżeli wybaczyć panu Tadeuszowi błędy popełnione w młodości, to nijak nie da się usprawiedliwić jego „grzechów starości”. Wystarczy wspomnieć o jego PZPR-owskim członkostwie, czy o fakcie, że podczas jego „premierowania” w III Rzeczypospolitej komunistyczna cenzura miała się dobrze (i się pasła) jeszcze na początku lat 90’(!). W celu empirycznego (a posteriori) potwierdzenia powyższego stwierdzenia, polecam zajrzeć do książki Waldemara Łysiaka „Dobry” z roku 1990. W ”wolnej” Polsce „cenzura” skalpowała książki. Musiała – zbyt wiele prawdy. A jak pisał prawdziwy (w odróżnieniu do różowych farbowańców) antykomunista Józef Mackiewicz – „Tylko prawda jest ciekawa”. Pisał także „Prawda w oczy nie kole”, ale najwyraźniej w tej kwestii się omylił. Kole! I to jak jasna cholera, szczególnie czerwonych i różowych! Podobne do „Dobrego” przygody z „cenzurą” miał „Czas Krakowski” – gazeta, która niemal rok od „upadku komuny” nad Wisłą, musiała dymać z wywieszonym ozorem do krakowskiej „skalpowni”. Przynajmniej daleko nie mieli, urzędowali w tym samym budynku.

W tym całym fanzoleniu telewizyjno-gazetowym, ludzie tracą zdrowy rozsądek. Autorytetami stają się dla Polaków różne Wałęsy i Mazowieckie. Tworzy się nieustannie precedensy dla głupoty. Jak mawiał Cesarz Napoleon Bonaparte – „Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie”. Trafnie pisał o tym Marian Hemar:

„My sceptycy, zbłąkani

na ziemi i na niebie –

A ONI tak aroganccy

i tacy pewni siebie

(…)

Żyję tylko tą drobną

otuchą i nadzieją,

że my umiemy śmiać się

A durnie nie umieją”

Przy okazji „odkopania” książki Tadeusza Mazowieckiego wytknięto mu także, iż, o ile nie czynem, to słowem zwalczał Polskie Podziemie Antykomunistyczne. Tak się złożyło, że pan Tadeusz (po nieprawomyślnej jego wypowiedzi nt. homoseksualistów) został także przyciśnięty w „Kropce nad i” przez Monikę Olejnik i w ten sposób zapoczątkowano dyskusję. Tak się zdarzyło, że tematem „na czasie” w jego młodości byli partyzanci, przez niektórych z rządu w Londynie zwanymi „oddziałami leśnymi”, a przez komunistów wprost „bandytami”. Tego ostatniego określenia używał w swoim tekście również T. Mazowiecki. Fatum sprawiło, iż (nie dość, że dostał po głowie od pani dziennikarki) przypomniano sobie o całej sprawie, gdy w Polsce zaczęto hucznie obchodzić rocznicę upamiętniającą Żołnierzy Niezłomnych.

Podobnie jak przy okazji dyskusji nad każdym innym przypadkiem walki Polaków z wrogami, tak i tym razem wyśmienici historycy „dali głos”. I nawet, jeżeli nie mówiono o „bandach” i „pospolitych przestępcach wśród partyzantów”, to wskazywano na całkowity bezsens walki Niezłomnych. Czy była bezsensowna? Raczej straceńcza. Mieli inne wyjście? Dobrze wiedzieli, że sowieci im nie odpuszczą. Mogli ewentualnie (jak uczyniła to większość powszechnie szanowanych polityków znad Wisły) współpracować z kacapami. Nie zrobili tego. Pewnie wiedzieli (lub część z nich), że prędzej lub później „towarzysze” kopnęliby ich w dupę („podziękowaliby im” kurtuazyjnie w wersji przyjętej w bolszewii). Walczyli więc. Bronili Polaków przed komunistami. Pamiętali doskonale o Katyniu, o Warszawie i wielu innych miejscach, do których sięgnęło tzw. „długie ramię Moskwy”. Według znacznej części polskiej elity politycznej i intelektualnej powinni natomiast biegać na smyczy Kremla niczym psy. A najlepiej byłoby, gdybyśmy w 45-tym zasymilowali się ze „wschodnimi braćmi Słowianami”. Szczyt marzeń. Stąd prosta droga, aby stać się częścią Azji pod względem moralności. Czyli tym czym stała się Ruś w swych początkach - w Rosji (i pomimo usilnych starań wychodzi, to spod pokrywy „cywilizacji”) nieustannie daje o sobie znać chrzest w obrządku bizantyjsko-mongolskim. Jak wyglądała moralność wschodnich sąsiadów w okresie sowieckim doskonale przedstawił w swojej książce „Bogom nocy równi” Sergiusz Piasecki.

Znakiem rozpoznawczym wielu Polaków jest narzekanie: że bracia tłukli wroga, podczas gdy powinni wywalczyć więcej/siedzieć cicho i nie wychylać się. Zero lojalności. Wykasowana! To nie nowość. Nawet, gdy Cesarz Bonaparte dał nam niepodległe państwo – Księstwo Warszawskie – niektórzy narzekali, że zbyt małe, że nazwa nie taka. Stąd prosta droga, do tego, aby stwierdzić, że papa car był lepszy, bo niczego nie obiecywał i słowa dotrzymał. W takich przypadkach potwierdzają się słowa zdrajcy Wielopolskiego – „Dla Polaków wszystko, z Polakami nic”.

Wojna ma to do siebie, że upadla wielu ludzi, o ile ich wcześniej nie zamorduje (pogrzebie pod piachem i gliną lub porzuci na śmietniku). Z pewnością wśród żołnierzy Drugiej Konspiracji byli ludzie nieuczciwi, podli, czy też należący do gatunku fanatyków i morderców. Prawdziwi Niezłomni i z nimi walczyli (vide dowódcy oddziałów, którzy wykonywali wyroki na członkach oddziałów, którzy popełniali przestępstwa).

Jest wśród Polaków przekonanie, że wśród żołnierzy było tylu bandytów, iż nie powinni być autorytetami dla Polaków. W takim razie rolę tę powinni odgrywać nadal ludzie pokroju Mazowieckiego, Geremka, Michnika, Kuronia, Wałęsy i   reszty towarzystwa? Zawodowi „wciskacze” kitu? Naiwność (wybełtana z głupotą) kieruje naszym narodem. Na tym jeździli lub jeżdżą nadal m. in. panowie wymienieni powyżej. Dodatkowo kreuje się ich na „mężów opatrzności”, czystych niczym diament najwyższej klasy. W polskiej mentalności dominuje zasada będąca parafrazą słów biblijnych – „Wybaczam Ci, albowiem nie wiem, co czynisz”. Polityczny gwiazdorzy nie wspominają teraz głośno o profitach jakie uzyskiwali od czerwonej władzy w zamian za regularne przed nią klękanie. Znamienne są słowa prostytutki z książki Daniela Defoe „Moll Flanders” (1772) – „Jeżeli cokolwiek pozwala wybaczyć kurwienie się, to tylko korzyści jakie ono przynosi”. Uczciwym ludziom pozostaje nadzieja, że Czas i Bóg ich osądzą. Marne to (w skali długości ludzkiego życia) pocieszenie. Pisał już o tym Słowacki w „Beniowskim”:

                                        „(…) Na końcu żywota

Czyny człowiecze waży szala złota.”

To podwójnie trafny fragment, gdyż dalej jest…:

A byłaby teżta Ojczyzna biedna,

Gdyby dla ciebie zaginionego młodo

                                       Łez nie znalazła (…)”

A odroczenie pełnej kary dla komunistów, do czasu Sądu Ostatecznego, rozumiała ludność Polska, o czym pisali w sprawozdaniach członkowie partii z Dąbrowy Tarnowskiej – „(…) bojkotuje się ich [komunistów – przyp.] i gospodarczo i towarzysko, a straszenie ich karami nieba i ziemi jest na porządku dziennym”.

O odwiecznych narodowych i pozanarodowych „podpieprzaczach” genialnie pisał Waldemar Łysiak w „Dobrym”. Zacytuję obszerniejszy fragment, gdyż doskonale odzwierciedla fakt:

Z piątego podestu ujrzałem ruskie wnętrze cerkiewne, szczerozłote, ikon a ikon, blask w oczy strzelał, że trzeba było mrużyć. Pośrodku fotel – dziwadło, na czterech nogach, jak każdy fotel, tylko że tutaj nogi cieniuchne i wysokie niczym szczudła były, więc człowiek w fotelu – mąż dostojny bardzo – aż ponad sufitem siedział. A bojarzy u stóp fotela czołami i kołpakami futrzanymi o podłogę rżnęli, jęcząc:

- Pomyłuj, gaspadin Żółkiewskij, my twoi raby, pomiłuj!

I filuję, kurka wodna , a te skurwysyny, niby to nogi fotela całując – zębami je gryzą jak bobry, przegryźć chcą! Z tyłu zaś inne ścierwa dwie tylne nogi piłkami podpiłowują, i kto to jest? Nasi. Z przodu Ruskie, z tyłu nasze, zaraz się pan hetman ze szczytu kremlowskiego spierdzieli na zbity dziób, bo ma przeciw sobie i cudzą swołocz i własną, paranoja, co za naród, żeby swojemu nóż w plecy wbijać!

Wszelkie Bieruty, Gomułki i płotki Mazowieckie walczyły o władzę lub profity (zazwyczaj o jedno i drugie), natomiast Niezłomni o coś zgoła innego. Tekst z ulotki rozwieszanej przez mjr Kurasia „Ognia” m. in. w Szaflarach i Nowym Targu:

Walczyliśmy o Orła, teraz – o Koronę dla Niego,

hasłem naszym Bóg, Ojczyzna, Honor.”

Nic dziwnego, że niektórzy do dziś tego nie rozumieją. Honor jest im równie obcy, co rybie ręcznik. Parafrazując słowa Marszałka Piłsudskiego – „Kto był komunistą za młodu, ten będzie świnią na starość”.

Rozmowy (telewizyjne, polityczne, filozoficzne, etc.) w Lechistanie zostały doprowadzone do poziomu kosmicznie absurdalno-kuriozalnego, kiedy to mówi się o „wojnie domowej” w Polsce po zakończeniu II wojny światowej. Analogicznie możemy, więc stwierdzić, że facet, który włamuje się z bronią w dłoni do domu, gwałci kobiety, zabija samców i wynosi przy okazji srebrną zastawę z kredensu, będzie sądzony w  rodzimych sądach za „wszczęcie sprzeczki rodzinnej”, natomiast już absolutnie nie za napad, kradzież, gwałt i zabójstwo.

Aby wyjaśnić dobitnie (aczkolwiek zapewne nie ostatecznie), czy walka Polaków z komunistami miała charakter wojny domowej (co dosyć często próbuje się wmówić Polakom), wystarczą słowa Władysława Gomułki wypowiedziane podczas posiedzenia Biura Politycznego PPR, 9 X 1994 roku w Warszawie:

Tow. Stalin ostrzegł nas, że w tej chwili mamy bardzo dogodną sytuację w związku z obecnością Czerwonej Armii na naszych ziemiach – Wy macie teraz taką siłę, że jeśli powiecie, że 2 razy 2 jest 16, to wasi przeciwnicy potwierdzą to – powiedział tow. Stalin – ale tak nie zawsze będzie, wtedy was odsuną, wystrzelają jak kuropatwy.”

Co zawierało się w ramach „bratniej pomocy ze wschodu”? „Znoszenie wszelkich swobód demokratycznych, prześladowanie religii i duchowieństwa, przymusowa kolektywizacja, nie liczące się z warunkami ekonomicznymi <<budownictwo socjalizmu>> z wszelkimi tego konsekwencjami – wywoływały napięcia społeczne, na które odpowiedzią był powszechny terror” ("Czarna Księga Komunizmu").

Najlepszym przykładem tego jak bardzo ludzie kochali „władzę ludową” są słowa samych funkcjonariuszy zwalczających „reakcjonistyczne bandy”. Z sprawozdania sytuacyjnego starosty powiatowego wadowickiego z VIII 1946 roku - „Walkę z bandami utrudnia fakt niewątpliwej współpracy ludności miejscowej z tymi bandytami”.

… Czy słowa egzekutywy wadowickiego KP PPR o milicjantach z tegoż powiatu:

(…) zżyli się z ludnością cywilną, a ta z kolei jest po części w kontakcie z bandami co z kolei stwarza taką sytuację, że bandy wiedzą wszystko, co zamierza MO”.

Niezwykle trudne było przekonanie ludzi do poglądu o patriotyzmie polskich komunistów. „(…) mimo propagandowych wysiłków PPR, generalnie nie udało się społeczeństwu zaszczepić poglądu, że jest ona partią kierującą się polską, a nie sowiecką racją stanu (…) W samym Krakowie, podobnie jak w okresie okupacji niemieckiej, w dalszym ciągu powszechnie uważano PPR za agenturę Moskwy.” („Niepodległościowe oddziały partyzanckie w Krakowskiem (1944-1947)”, Maciej Korkuć).

Jeśli dobrze się przyjrzeć, to Wilki (jak pisał o Żołnierzach Niezłomnych Zbigniew Herbert) były „wyklęte” nie tylko przez komunistów, ale także pośrednio (mniej lub bardziej)  przez „rząd londyński”. Czego najlepszym dowodem tekst „Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj o zaprzestanie działań Oddziałów Leśnych z 31 VIII 1945 roku

 „(…) Wskazania ogólne:

(…) istnienie i działanie partyzanckich tzw. oddziałów leśnych stało się nie tylko bezcelowe, ale wręcz szkodliwe i niebezpieczne dla sprawy polskiej.

Należy z całym poczuciem odpowiedzialności (…) dążyć do wyprowadzenia z lasu dzielnej naszej młodzieży celem spożytkowania jej wartości w życiu jawnym, na płaszczyznę, którego przenosi się obecnie punkt ciężkości walki o niepodległość i prawdziwą demokrację.”

Jak później się okazało komunistyczni aparatczycy „spożytkowali młodzież” mieląc ją w UB-eckich katowniach. Komu udało się przeżyć i odsiedzieć swoje, pozwalano łaskawie uczciwie pracować… po to, aby kilkadziesiąt lat później majątek Polski mogli przejąć panowie Jaruzelski & Kiszczak Company do spółki z panami Michnikiem, Kuroniem i Geremkiem, etc. Jeżeli nie było to przejawem celowego szkodzenia interesom Polski przez „rząd londyński”, to było głupotą. Trudno rozstrzygnąć, która opcja jest gorsza.

Kolejnym absurdem, fragment odezwy Pełnomocnika Rządu na Kraj i Delegata Sił Zbrojnych z 27 V 1945 roku:

Zgubne następstwa przedłużania akcji leśnej:

(...) 3. Utrzymywanie w Kraju stanu niepokoju i wrzenia, na czym zależy naszym wrogom, gdyż daje im to pretekst do penetracji w życie polskie i do niszczenia patriotycznego elementu polskiego.

(…) 5. Utrudnianie normalizacji życia kraju, wymagającego spokoju dla dojścia do równowagi po wstrząsach wojennych.

Społeczeństwo nie bało się „wrzenia”. Bali się go komuniści. Im jawniej ludzie popierali Partyzantów, tym perspektywa utrzymania władzy w Polsce przez komunistów stawała się coraz bardziej odległa. „Spokój” w państwie dawał im przyzwolenie na zginanie karków ludziom. Dopóki walczyli Niezłomni – komuniści bali się nas. Dalej ta sama delegatura pisała o „trudnościach wyjścia z lasu: (…) Lansować wśród społeczeństwa tezę, że tylko od Tymczasowego Rządu JN zależy pełne rozładowanie lasu, a to przez zapewnienie powracającym z lasu zupełnego bezpieczeństwa pobytu i spokojnego poszukiwania pracy (…)”. To już przejaw skrajnej naiwności. Chciałoby się powiedzieć: „Panowie kpią!”. Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj najwyraźniej zapomniała w tamtym momencie o 17 IX oraz o kilku innych drobnych epizodach z dziejów współpracy rosyjsko-polskiej.

Po ogłoszeniu przez komuszy rząd „amnestii” (sporządzona 22 VII 1945; opublikowana 17 VIII tego samego roku) towarzysz Bierut dopiął swego i wywabił sporą część żołnierzy z „lasów”. Dla wielu ludzi, którzy w ten sposób się ujawnili kolejne miesiące i lata minęły pod znakiem/sztandarem aresztów, przesłuchań, katowań, wieloletnich więzień lub nierzadko kar śmierci. Później Czerwoni wspaniałomyślnie dokonali drugiej amnestii 27 IV 1956 roku. Wypuścili z więzień Polaków, których przez kilka wcześniejszych lat „naginali” do swej woli, a co nie zawsze (lecz zazwyczaj) im się udawało. Duża część Wilków dobrze wiedziała, „co jest grane” i nie zamierzała ujawniać się po „amnestii”. Tych wyłapano vel wykończono podczas licznych obław, zasadzek, podstępów. „Natychmiast po <<amnestji>> rozpoczęły się nowe aresztowania, znaczna część spośród uwolnionych z więzień i dobrze przez bezpiekę porejestrowanych, starających się podjąć jakąś spokojną pracę zaraz do więzień powróciła (…) Różnica między ogólną liczbą uwięzionych z powodów politycznych w Polsce w latach 1944-1956, a liczbą tych, którzy dożyli roku 1956 i wyszli na wolność, stanowi wymiar polskiego męczeństwa w okresie rządów Bieruta” („Kalendarz Historyczny” Jerzego Łojka).

Mjr „Ogień” popełnił samobójstwo po tym, jak UB-ecja osaczyła jego oddział. Ostatni Niezłomni walczyli, aż do lat 60’. „Być zwyciężonym i nie ulec, to zwycięstwo (…)” (Marszałek Piłsudski). Kacapy bały się walczącego Polaka. Bo ten, dopóki żył - kopał i gryzł czerwoną bestię.

Komuniści, którzy spodziewali się, że mając po swojej stronie sowieckie bagnety bez większego oporu ujarzmią Polskę i z łatwością narzucą jej swój zbrodniczy system, poczuli strach. Żołnierze podziemia niepodległościowego niszczyli komitety partyjne i posterunki UB, rozbijali więzienia. Atakowali konwoje i wykonywali wyroki śmierci na najbardziej gorliwych katach narodu polskiego i szpiclach. Całe regiony Polski znalazły się pod kontrolą leśnych oddziałów” (Piotr Zychowicz, „Do Rzeczy – Historia” nr 1, 2013).

Silnej Polski obawiali się komuniści od samego początku istnienia sowietów (właściwie wschodni sąsiedzi, podświadomy strach wobec nas wykazują wręcz genetyczny). Władimir Ilicz Lenin – „Im silniejsza będzie Polska, tym gorzej dla nas, musimy więc ciągle mobilizować przeciwko niej cały rosyjski naród”. Boją się do tej pory. Panicznie. Spędza to „sen z powiek” neocarowi Putinowi. Na razie nie ma jednak się czego obawiać. Dzięki jego zabiegom (oraz towarzyszy siłowików przy współudziale ich nadwiślańskich kolegów) prędko nie będziemy znaczącą siłą choćby w środkowej Europie. Waldemar Łysiak – „Stosunki polsko-rosyjskie są obecnie tak złe, iż gorsza mogłaby być już tylko agresja zbrojna ze strony moskiewskiej” („Do Rzeczy”, nr 6, 2013)

Niewielu było takich, którzy odważyli się piórem ująć za Wyklętymi, w czasie, gdy „władze” najchętniej wymazałyby o Nich pamięć z umysłów Polaków. Jednym z nich (nielicznych) był Zbigniew Herbert. W wierszu pt. „Wilki” napisał m. in.:

Ponieważ żyli prawem wilka,

         historia o nich głucho milczy (…)”

Młody (22-letni) Napoleon Bonaparte napisał w rozprawie (na konkurs ogłoszony przez Akademię w Lyonie w 1791 roku):

Wszyscy tyrani znajdą się bez wątpienia w piekle, ale znajdą się tam także ich niewolnicy, gdyż grzechem jest uciskać naród, ale niewiele mniejszym grzechem jest znosić ucisk”.

Żołnierze Niezłomni ucisku nie znosili i walili wschodnią hołotę prosto w szczękę. Chwała im za to!

 

Lifur

LordLifur
O mnie LordLifur

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka