"(...) Zrobił dla Polski więcej niż jakikolwiek inny mąż stanu w ciągu ostatnich trzech stuleci, po dzień dzisiejszy (...) Gdyby nie Napoleon, przez cały XIX wiek obowiązywałaby konwencja rosyjsko-prusko-austriacka ze stycznia 1797 roku o wytarciu na zawsze imienia Polski z jakichkolwiek aktów publicznych i prawno-państwowych", pisał o Nim Jerzy Łojek.
Cesarz umarł. 192 lata temu na Wyspie Św. Heleny, po kilkuletniej... "chorobie".
Jak sam powiedział: "Stara Francja opluła się i zhańbiła, przypatrując się z podłą bezczynnością zagładzie takiego królestwa, jak Polska. Polacy byli zawsze przyjaciółmi Francji i ja biorę na siebie obowiązek ich pomszczenia". Wziął to na klatę. Obiecał i słowa dotrzymał. W 1807 roku Polacy pod przewodnictwem Cesarza Bonapartego odbudowali Polskę, tłukąc wcześniej niemiłosiernie Austriaków, Prusaków i Moskali.
Podobno "darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby". Polacy grzebią mu w jamie ustnej do dzisiaj. Konsekwentnie (chociażby podczas lekcji historii, czy uroczystości związanych z rocznicą odzyskania niepodległości) wklepuje się ludziom do głów, iż niepodległość odzyskaliśmy po 123 latach zaborów.Z prawdą ma to tyle wspólnego co stwierdzenie, że począwszy od 1945, aż do teraz przeżywaliśmy okres nieustannie kwitnącej wolności, wspartej przyjaźnią napływającą wprost z azjatyckich stepów. Wszak nazwa "Polska" dumnie "stała" wówczas w paszportach obywateli nadwiślańskiego kraju. "(...) Gdyby Napoleon stworzył Polskę od Bałtyku po Morze Czarne, Polacy mieliby mu jeszcze za złe, że nie przyłączył Madagaskaru, schedy po Beniowskim!" ("Napoleoniada" Waldemara Łysiaka).
Mylił się najwyraźniej Walerian Łukasiński mówiąc: "Że Napoleon oszukiwał Polaków dla własnych korzyści, to nam powtarzają miliony razy w różnych językach. Niech temu wierzy, kto chce, tylko Polacy - których to najbardziej dotyczy - nigdy temu nie uwierzą".
Co Cesarz mówił o Polakach? Garść myśli: "Spójrzcie na Polskę, tę ziemię dzielnych, na ten naród, który miłość ojczyzny posuwa do ubóstwienia!", albo "Oto ludzie, co na takich koniach biją nieprzyjaciół i zabierają im sztandary! To przecież dzielna jazda i dzielny naród ci Polacy!", czy komentując w furii zamiary zajęcia przez Rosję ziem Księstwa Warszawskiego - "(...) otóż wiedzcie, że nie dam tknąć ani jednej wsi, jednego młyna, ani piędzi polskiej ziemi!".
Chciał Polski silnej, w granicach sprzed rozbiorów. Był bliski zrealizowania zamiaru. Jednak ta sama Fortuna, która była dla Niego kilka lat wcześniej łaskawa, okazała się niezwykle złośliwa. Zagrała Cesarzowi i Polakom na nosie. Ale jakże piękną nadzieję nam dała! Długo musieliśmy czekać na kolejną. Jeszcze nie raz będziemy czekali.
Stendhal twierdził, że "największe szczęście , jakie może spotkać człowieka w sto lat po śmierci, to mieć jeszcze wrogów". Cesarz Bonaparte ma wrogów po niemal 200 latach od swej śmierci. Od 5 maja 1821 roku nie bardzo go to jednak obchodzi. Dlatego wypadałoby sparafrazować Stendhala - największe szczęście, jakie może spotkać człowieka, to dokonać w życiu takich rzeczy, aby nawet w dwieście lat po śmierci znaleźli się przyjaciele, którzy będą odpierali ataki twoich wrogów. Vive L'Empereur!


Komentarze
Pokaż komentarze (2)