4 obserwujących
26 notek
26k odsłon
919 odsłon

Po strajku

Wykop Skomentuj6

No więc mamy nową sytuację. Rząd przeprowadził w Sejmie nowelizację ustawy, dzięki czemu będzie można odbyć egzaminy maturalne, bez względu na to jak zachowają się Rady "Pedagogiczne". Jeszcze przed uchwaleniem nowelizacji, Broniarz ogłosił zawieszenie strajku, dając Morawieckiemu czas "do września" - czyli grozi, że strajk wtedy wznowi. Decyzja Broniarza wywołała niezadowolenie części protestujących i oskarżenia, że ich "zostawił". Z ich strony padły nawet groźby, że będą kontynuować protest.

Cóż, kurz opadł, można podjęć próbę oceny całego kwietniowego zamieszania. Widać wyraźnie, że nauczyciele okazali się na tyle głupi, że pozwolili wykorzystać się jako "mięso armatnie" przez totalną opozycję i postkomunistyczne szefostwo ZNP.  Tu nie ma wątpliwości. Trzeba podkreślić, że Broniarz i Jego ludzie zabrali się za sprawę dość sprytnie. Najpierw określili postulaty: rząd ma dać "tysiaka" każdemu nauczycielowi (a także administracyjnym pracownikom oświaty, czyli sekretarkom itd.) do podstawy wynagrodzenia, czyli w rzeczywistości od 1200 do 1600 brutto. Potem rozpisali "referendum", które miało na celu uzyskanie poparcie "środowiska nauczycielskiego" dla tego najważniejszego postulatu. Poparcie takie otrzymali - no bo kto nie poparłby postulatu zapewniającego ponad 1000 zł więcej  w portfelu co miesiąc. Broniarz, zachęcony dość powszechnym poparciem dla postulatów płacowych ZNP, ogłosił strajk. No i zaczęło się.

I tu trzeba podkreślić, że twierdzenia prorządowych mediów, że nie wszyscy nauczyciele poparli żądania Broniarza, mijały się z prawdą. Wg. mojego rozeznania, a mam dość dobre kontakty z "ciałami pedagogicznymi" w podstawówkach i szkołach średnich, poparcie postulatu dotyczącego tego "tysiaka" było dość powszechne. Ale już sprawa udziału w strajku podzieliła nauczycieli. Część uznała, że strajk jest zbyt radykalną formą protestu, część zaś poszła na wojnę nie zdając sobie sprawy, z kim ta wojna się toczy. Pierwsza refleksja nastąpiła w związku z egzaminami w gimnazjach. Gromkie zapowiedzi Broniarza, że strajk ZNP zablokuje egzaminy, zakończyła się porażką "protestantów". No więc trzeba było zaostrzyć sytuacją, grożąc zablokowaniem matur. Rząd zareagował nowelizując prawodawstwo i Broniarz musiał "zawiesić strajk, czyli zmykać z podkulonym ogonem. Rząd dość rozsądnie wzywał do rozmów, podpisał z nauczycielską Solidarnością porozumienie o podwyżkach dla nauczycieli w tym roku i wezwał do dyskusji nad koniecznymi zmianami w systemie oświaty, a Broniarz ze swym radykalizmem został "jak Himilsbach z angielskim". Koniec sprawy. Kurtyna.

Ale sprawa ma drugie dno i o tym warto napisać. Nikt z rozsądnie myślących obserwatorów wydarzeń, nie ma wątpliwości, że strajk nauczycieli miał podłoże polityczne. Chodziło o przeczołganie rządu przed wyborami do PE i dodanie paru punktów sondażowych opozycji totalnej, która zresztą w pierwszej fazie mocno wsparła strajkujących. Być może mieli nadzieję, że protest nauczycieli uzyska powszechne poparcie, przynajmniej tych, którzy mają dzieci w szkołach. Okazało się, że jest inaczej. Zaporowe żądania Broniarza zostały źle przyjęte, zwłaszcza, że rodzice którzy mają dzieci w szkołach (i nie tylko oni) doskonale wiedzą ile trzeba zabiegać, aby dostać 200-300 zł podwyżki w firmie prywatnej, a co ważniejsze - ile muszą płacić za korepetycje dla swych dzieci, jeśli chcą, aby uzyskały na tyle dobre wyniki na maturach, aby dostać się do wybranej uczelni na wymarzone studia. I tu było pierwsze zderzenia "broniarzów" z rzeczywistością. Ale to nie wszystko. Okazało się, że strajkujący nauczyciele, zapragnęli pokazać swój protest w mediach społecznościowych, idąc tropem występów posłanki Muchy w Sejmie w grudniu 2016. Przyśpiewki, krowie poryki, podrygi przebranego za krowę "nauczyciela", odebrały strajkowi rzecz najważniejszą - POWAGĘ. Naczytałem się sporo wpisów na twiterze, autorstwa bez wątpienia młodzieży, które wręcz szydziły z tych durnych występów "nauczycieli". I to chyba sprawę "strajku nauczycieli" skompromitowało najskuteczniej. Dlaczego? Ponieważ parę milionów ludzi mogło zadać sobie bardzo proste pytanie. "Czy to ci strajkujący, przebrani za krowę i śpiewający o "prąciu w który dupnął piorun", to są te właśnie osoby które uczą nasze dzieci i którym trzeba płacić za "korki" od 70 do 90 złotych za 45 minutową "godzinę"?. Cóż, trzeba pogratulować strajkującym "aktywistom", którzy strajk (a rzecz to poważna) przerobili za komedię. Okazali się oni bezwiednie gorliwymi sojusznikami rządu, który nie ustąpił i bezczelne żądania Broniarza zignorował, wzywając "środowiska nauczycielskie" do dyskusji nad sprawami oświaty. No i trzecia sprawa. Wynagrodzenia strajkujących nauczycieli w kwietniu. Forsy za strajk nie dostaną - całkiem słusznie - niech pójdą do Broniarza i ZNP, aby im straty finansowe zrekompensował. Ale ZNP jest na to za biedny i trzeba będzie pogodzić się ze stratą finansową. No ale jeśli, "środowisko nauczycielskie" okazało się na tyle głupie, że dało się podpuścić "broniarzom z ZNP i totalniakom z opozycji to niech teraz konsumuje finansowe efekty swej naiwności. 

Komentarze "postrajkowe" są w necie, a więc i w S24 różne. Przeważa opinia, że nauczyciele powinni zarabiać więcej. Tu zgoda, ale z moim zastrzeżeniem, nie wszyscy. Ale też jest sporo rozsądnych głosów, że trzeba przyjrzeć się całemu systemowi oświaty, który od "reformy Handkego" został wykoślawiony i trzeba go powoli naprawiać. Pierwsze kroki zostały dokonane. Likwiduje się idiotyczny system 6+3+3, który spowodował drastyczne obniżenie poziomu absolwentów liceów. Matura stała się maturą tylko z nazwy, a nie gwarantem pewnego kwantum wiedzy ogólnej absolwenta liceum. Druga rzecz to programy nauczania, które za ministerium pani Hall, Szumilas i Rostkowskiej zostały okrojone niemal "do kości". Trzeba to zmienić - odejść od testomanii, przywrócić promowanie myślenia i samodzielności poszukiwań, wnioskowania i samokształcenia. No i rzecz najważniejsza. Dyskusja o edukacji nie może ominąć szkolnictwa wyższego i oceny, czy tzw. "system boloński (3+2) jest do utrzymania, czy ma trafić na śmietnik. To są ważniejsze sprawy, niż ten "tysiak" dla wszystkich. 

Czeka nas więc poważna dyskusja na temat oświaty i nie zastąpią jej głupkowate zawodzenia antypisowców, że rząd Zjednoczonej Prawicy ma nauczycieli w nosie, bo nie liczy na głosy tego środowiska w wyborach. Takie durnoty mogą wypisywać w swych notkach tylko niekumaci blogerzy, jak na przykład echo24, który chłoszcząc rząd sięgnął nawet po dekalog, wrzeszcząc przy tym gromko, że władza pastwi się nad "bezbronnymi nauczycielami". Cóż, intelektualne kmiotki skoro nauczyli się pisać, to pisać mogą co chcą, nawet jeśli są "nauczycielami akademickimi" na szczęście już na emeryturze, ale czytać tych bzdur już się prawie nie da.

I na koniec. W Finlandii, której system edukacji uważa się za najlepszy w świecie, nauczyciele pracują od 8 do 14/15 i mają USTAWOWY zakaz udzielania korepetycji. A kto złamie ten zakaz, to wylatuje z pracy w szkole "na mordę" i ma sprawę w sądzie. To informacja dla "broniarzy" i przebranych za krowy "nauczycieli".                 

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo