0 obserwujących
219 notek
36k odsłon
459 odsłon

PODŻEGANIE DO WOJNY Z IRANEM (CZĘŚĆ 1)

Wykop Skomentuj1

W dniach 13–14 lutego 2019 r. odbyła się w Warszawie konferencja bliskowschodnia, która przynajmniej według zapewnień polskiej strony miała na celu zainicjowanie procesu pokojowego w tamtym regionie świata. Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski, po ogłoszeniu informacji o organizacji tej konferencji w naszej stolicy, zapewniał, że nie jest ona „wymierzona przeciwko komukolwiek i ma na celu twórcze poszukiwanie dróg do pokoju”[1]. Wtórował mu w tym minister Jacek Czaputowicz, deklarujący, że „nie jest ona skierowana przeciwko żadnym państwom”[2], a premier Mateusz Morawiecki w swoim wystąpieniu podczas jej obrad koncentrował się głównie na aspektach humanitarnych i odmieniał słowo „pokój” przez wszystkie przypadki, wyrażając nadzieję, że ta inicjatywa stanowi „ogromny krok w promocji przyszłości, pokoju i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie”[3].


Jednak rozwój wypadków pokazał, że „pokojowe” intencje uczestników szczytu warszawskiego były tylko pobożnymi życzeniami naiwnych polskich polityków, którzy wbrew płynącym z różnych stron ostrzeżeniom dali „wpędzić się w kabałę”. Świadczy o tym przemówienie wiceprezydenta USA Mike’a Penca, które rozwiało wszelkie złudzenia, ponieważ oprócz zestawu wyświechtanych komunałów o potrzebie zapewnienia wolności i demokracji uciśnionym narodom, zawierało także wyraźną zapowiedź nadciągającej burzy wojennej. Stwierdził on bowiem, że: „Prezydent Trump przywrócił przywództwo Ameryki na scenie świata i wdraża strategię bezpieczeństwa dla narodu podejmując zdecydowane kroki na rzecz obrony naszej ojczyzny oraz promowania naszych interesów i pokoju poprzez siłę. […] Na Bliskim Wschodzie Stany Zjednoczone pracują, aby zbudować koalicję narodów, które łączą się w celu zniszczenia ekstremizmu. […] Prezydent Trump jest liderem, który chce prowadzić wolny świat poprzez siłę. […] Rozpoczynając tę historyczną konferencję liderzy z całego regionu uzgodnili, że największym zagrożeniem dla pokoju i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie jest Islamska Republika Iranu”[4].


Pence przedstawił też cały zestaw argumentów, które zdaniem administracji amerykańskiej uzasadniają podjęcie zdecydowanych kroków wobec Persów, bo według niego: „Irański reżim jest wiodącym państwowym sponsorem terroryzmu na świecie. To właśnie oni podkładali bomby pod naszymi ambasadami, wymordowali setki naszych żołnierzy i nadal trzymają jako zakładników obywateli Stanów Zjednoczonych i innych krajów Zachodu. Iran otwarcie sprzeciwiał się sankcjom ONZ, naruszając rezolucje i knując ataki terrorystyczne na terenie Europy. […] Irański reżim sfinansował królestwo chaosu i terroru. […] Przeciwdziała wolności słowa i wyznania, dokonuje egzekucji kobiet i osób innej orientacji seksualnej”. Oskarżył też Iran o wspieranie organizacji terrorystycznych w Syrii, Libanie, Jemenie i Iraku, ale przede wszystkim napiętnował go za to, że „otwarcie nawołuje do zniszczenia państwa Izrael”, ponieważ jak podkreślił: „Ajatollah Chomeini sam powiedział, że jest to misją Islamskiej Republiki Iranu, aby zniszczyć Izrael i wymazać go z mapy”. W opinii Pence’a „irański reżim otwarcie nawołuje do kolejnego holokaustu i pragnie zyskać środki, aby móc go zrealizować. Iran chce odtworzyć pradawne perskie imperium pod współczesną dyktaturą ajatollahów. […] Ich reżim próbuje stworzyć korytarz wpływu idący przez Irak, Syrię i Liban, próbuje stworzyć przejście dla swoich armii i ideologii”. Podkreślił również, że „Stany Zjednoczone nigdy nie opuszczą swojego sojusznika Izraela” i dlatego domagają się zdecydowanego „potępienia i zwalczania antysemityzmu”. Uznał więc, że „czas zerwać fatalne porozumienie jądrowe z Iranem”, które w jego opinii nie zapobiegnie pozyskaniu broni atomowej przez to państwo, a jedynie odłoży je w czasie. Przy okazji skrytykował Niemcy, Francję i Wielką Brytanię za omijanie sankcji nałożonych na Iran przez USA i domagał się, aby partnerzy europejscy przyłączyli się do polityki amerykańskiej „zmniejszając import ropy irańskiej do zera”. Ubolewał też nad tym, że administracja Baracka Obamy nie wspierała zamieszek w Iranie w 2009 r. i nie poparła „kochających wolność Irańczyków”. Na koniec swojego wystąpienia, niczym nawiedzony kaznodzieja, uraczył uczestników konferencji biblijną przypowieścią o dzieciach Abrahama, które muszą się zjednoczyć, bo jego zdaniem „kochające wolność narody powinny stać razem, aby irański reżim odpowiedział za całe zło i przemoc, której dopuścił się na swoich własnych ludziach, na całym regionie i na całym świecie”[5].


Z tezami zawartymi w przemówieniu wiceprezydenta Pence’a korespondowały stwierdzenia sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo, który powiedział na briefingu podsumowującym konferencję bliskowschodnią, że zorganizowano ją by „podkreślić działania administracji prezydenta Donalda Trumpa” oraz zapewnił, że: „Nie było nikogo, kto by bronił Iranu w sali obrad – żaden kraj nie zaprzeczał podstawowym faktom, które przedstawiliśmy w sprawie Iranu – o zagrożeniu i naturze reżimu irańskiego”[6]. Z kolei na innej konferencji prasowej Pompeo stwierdził, że: „Nie da się osiągnąć pokoju i stabilności na Bliskim Wschodzie bez konfrontacji z Iranem. To po prostu niemożliwe”[7]. Ale tak naprawdę dopiero premier Benjamin Netanjahu „dał czadu”, gdy na jego Twitterze pojawił się wpis, w którym otwarcie przyznał, że: „Co jest ważne w tym spotkaniu, i nie jest to tajemnica, bo tych jest wiele, że jest to otwarte spotkanie z przedstawicielami czołowych państw arabskich, którzy siadają razem z Izraelem, by posunąć naprzód wspólny interes wojny z Iranem”[8]. Wynurzenia Netanjahu wywołały natychmiast falę ostrej krytyki, co spowodowało szybkie usunięcie „niefortunnego” wpisu i zastąpienie określenia „wojna” stwierdzeniem o „zwalczaniu wpływów Iranu”. Jednak nieudolna próba ukrycia prawdziwych celów konferencji nie powiodła się, ponieważ premier Izraela podczas pobytu w Warszawie przyznał jeszcze dwukrotnie w rozmowie z dziennikarzami, że obrady „dotyczyły wojny z Iranem”. Wywiadów udzielał w języku hebrajskim, licząc być może na to, że nikt poza Izraelczykami nie zwróci uwagi na bulwersujące szczegóły jego wypowiedzi[9]. Na wyczyny premiera Izraela zareagował też minister spraw zagranicznych Iranu Javad Zarif, który stwierdził, że: „Zawsze znaliśmy urojenia Netanjahu. Teraz świat i ci, którzy są na warszawskim cyrku też o tym wiedzą”[10].

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale