0 obserwujących
219 notek
36k odsłon
309 odsłon

Podżeganie do wojny z Iranem (część 2.) – fałszywe argumenty

Wykop Skomentuj1

We wcześniejszych rozważaniach starałem się nakreślić złożony obraz stosunków panujących obecnie na Bliskim Wschodzie, a teraz przyjrzę się bliżej argumentom przemawiającym rzekomo za koniecznością rozprawy z Iranem. Jeśli chodzi o retorykę wojenną nadużywaną podczas konferencji bliskowschodniej w Warszawie, to można rzec, że nie padły tam żadne zaskakujące słowa. Premier Netanjahu już od dłuższego czasu snuje ponure wizje apokalipsy, którą podobno chce zgotować Izraelowi „krwiożerczy” reżim z Teheranu. W lutym 2018 r. na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium alarmował, że Iran umacnia swoją pozycję w regionie i chce „ustanowić ciągłe imperium otaczające Bliski Wschód od południa w Jemenie, ale także próbując stworzyć most lądowy z Iranu do Iraku, Syrii, Libanu i Gazy”i. W dwa miesiące później zorganizował specjalną konferencję multimedialną, podczas której przekonywał, że irańscy przywódcy cały czas kłamali, gdy zapewniali świat o tym, że nie dążą do stworzenia broni atomowej. Powoływał się przy tym na dowody, które miał pozyskać wywiad izraelski, świadczące o dużym stopniu zaawansowania irańskiego programu jądrowego. Podkreślił, że jego zdaniem umowa z Iranem z 2015 r. „została ufundowana na kłamstwach” i dlatego „nigdy nie powinna być zawarta”. Wyraził też przekonanie, że Donald Trump podejmie taką decyzję w sprawie układu z Teheranem, która wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom Izraelaii. Netanjahu nie musiał zbyt długo czekać na spełnienie swoich pragnień, bowiem już 8 maja 2018 r. prezydent USA ogłosił jednostronne zerwanie tego porozumienia oraz zapowiedział nałożenie dotkliwych sankcji na państwo irańskie, ponieważ w jego opinii „pozwolenie na utrzymanie umowy z Iranem oznaczałoby wyścig zbrojeń nuklearnych”iii. Trump zresztą już wcześniej zarzucał Teheranowi „podsycanie przemocy, rozlewu krwi i chaosu” na całym Bliskim Wschodzie oraz deklarował: „Musimy zapewnić, że ten morderczy reżim nigdy nie zbliży się do [posiadania] broni nuklearnej”iv. W tym kontekście należy więc zadać pytanie: Czy rzeczywiście irański program jądrowy stwarza tak poważne zagrożenie, jak to przedstawiają Izraelczycy i Amerykanie?


Okazuje się, że „znawcom irańskiego uzbrojenia premier Izraela nie pokazał niczego nowego. Większość przytoczonych faktów była znana już z raportów wywiadowczych USA z 2007 i MAEA z 2011 r. To, że w 2018 r. nie pojawiło się nic nowego, świadczyć może raczej o zamrożeniu irańskiego programu atomowego lub o skuteczności międzynarodowego porozumienia, które przecież zawarte zostało właśnie z uwagi na podejrzenia podejmowania w Iranie prób budowy broni jądrowej i chęć ich zatrzymania”v. Potwierdza to ostatni raport Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej z lutego 2019 r., w którym stwierdzono, że „Iran respektuje limity dotyczące wzbogaconego uranu zawarte w międzynarodowym pakcie nuklearnym”. Eksperci MAEA przeprowadzili wymagane układem inspekcje irańskich instalacji jądrowych i ustalili, że „poziom wzbogaconego uranu, którego rezerwy posiada Iran, jest zgodny z postanowieniami paktu z 2015 r., choć w roku ubiegłym prezydent Donald Trump wycofał USA z tego porozumienia i nałożył na Teheran sankcje”vi. Wątpliwości budzi także kwestia „małych jak na kraj tej wielkości ambicji atomowych ujawnionych przez Netanjahu. Pięć głowic o mocy 10 kiloton każda to arsenał symboliczny, by nie powiedzieć: nieistotny. Jako program badawczy może budzić niepokój, ale jako fundament odstraszania czy cel strategicznego programu zbrojeniowego Teheranu jest bardziej niż skromny”.


Obawy wobec „atomowych ambicji Iranu wynikają głównie z zagrożenia, które ponoć stanowią dla Izraela. Prezydent Bush przyznał to w marcu 2006 r., gdy powiedział, że »zagrożeniem ze strony Iranu jest ich oczywisty zamiar zniszczenia naszego wiernego sojusznika, jakim jest Izrael«. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że zarówno Izrael, jak i Stany Zjednoczone mają potężne arsenały jądrowe, zagrożenie to jest wyolbrzymiane”. Gdyby bowiem „zaatakowano którykolwiek z tych krajów, atakujący natychmiast poniósłby przerażające konsekwencje. Ani jeden, ani drugi kraj nie mógłby być szantażowany przez nuklearne państwo zbójeckie, ponieważ szantażysta nie zrealizowałby swojej groźby bez poniesienia tych samych konsekwencji”vii. W tym względzie nie ma natomiast zahamowań premier Netanjahu, który podczas wizyty w sierpniu 2018 r. w izraelskim centrum badań jądrowych na pustyni Negew „ostrzegł przed możliwością użycia broni jądrowej wobec Iranu”, mówiąc, że „ci, którzy grożą Izraelowi zgładzeniem, narażają się na podobne niebezpieczeństwo, a w każdym razie nie osiągną celu”viii. Biorąc zaś pod uwagę posiadaną przez Izrael przewagę technologiczną i jego potencjał nuklearny oraz system antyrakietowy chroniący izraelskie terytorium, to nie można uznać słów Netanjahu za czcze pogróżki, bowiem mają one bardzo realny wymiar i groźną wymowę. W tym kontekście, jak na ironię, to właśnie Izrael jawi się światu jako państwo zbójeckie, które atomowym szantażem próbuje wymusić realizację swoich roszczeń wobec Iranu. Niewiarygodnie brzmią także oskarżenia, że Iran mógłby przekazać broń atomową terrorystom, ponieważ przywódcy tego kraju „nigdy nie mogliby być pewni, czy taka transakcja pozostałaby niewykryta lub czy nie zostaliby po niej oskarżeni i ukarani. Oddawanie broni nuklearnej, której zdobycie było tak ryzykowne, jest prawdopodobnie ostatnią rzeczą, którą chcieliby zrobić. Utraciliby kontrolę nad jej użyciem i nigdy nie mogliby być pewni, czy Stany Zjednoczone (lub Izrael) nie spopieliłyby ich za samo podejrzenie, że dali terrorystom możliwość dokonania ataku nuklearnego”ix. Wystarczy więc przypomnieć, że równie fałszywe i nigdy niepotwierdzone oskarżenia były pretekstem dla USA do inwazji na Irak w 2003 r., aby uświadomić sobie niedorzeczność takich insynuacji, których źródłem jest zapewne Izrael. Może o tym świadczyć wypowiedź Scotta Rittera, który był w latach 1991–1998 inspektorem ONZ ds. broni masowego rażenia w Iraku. Stwierdził on mianowicie: „Nie ma wątpliwości, że jeśli pomiędzy Ameryką a Iranem wybuchnie wojna, będzie to wojna zrodzona w Izraelu”, ponieważ „gdyby nie naciski Izraela i jego lobby, nikt w Waszyngtonie nie traktowałby poważnie pomysłu atakowania Iranu”.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale