Znowu, z uporem pijanego, wracam do sprawy abpa Wielgusa. Czynię to dlatego, iż uważam, że w tym momencie nie ma dla katolika w Polsce sprawy ważniejszej...
Ciekaw jestem, czy teraz episkopat wycofa się z obrony przegranego człowieka, czy odszczeka te wszystkie obelgi, którymi przez ostatnie dni obrzucił wszystkich, którzy domagali się prawdy o Kościele?
Boję się jednak, że już znam odpowiedź. Odpowiedzią będzie pełne zakłopotania i pogardy milczenie. A kiedy nie da się już dłużej milczeć usłyszymy kolejną porcję mętnych tłumaczeń...
Czy zza murów biskupich pałaców i watykańskich sal nie widać, że mianując zdrajcę metropolitą warszawskim okazuje się jawną pogardę tym, którzy myślą do tej pory, że Chrystus jest Drogą, Prawdą i Życiem, a nie Donosem, Kłamstwem i Karierą? To jest mój Kościół, ale to już nie są moi biskupi...
I jeszcze jedne cytat - nie ma potrzeby wyrażać własnymi słowami tego, co już ktoś wcześniej wyraził doskonale:
"Śpijcie spokojnie, cichym zdradom wierni
Za bezcen strachu, swej pychy kupieni
Karni dzierżawcy cmentarnej guberni
Hetmańskich buław, biskupich pierścieni
Nikt wam juz dzisiaj nie pohańbi mogił
Sąd Ostateczny odległy, niepewny
Nieprzeliczone zapomnienia drogi
Bóg - dobrotliwy, człowiek - krótko gniewny"
Nic więcej na ten temat nie napiszę...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)