Tak większość salonowych komentatorów streszcza właśnie zakończoną debatę gospodarczą zainicjowaną pod agendą i na zaproszenie PiS. Znaczy się, było także merytorycznie ale ważne, że nie doszło do rękoczynów, nikt nikomu w pysk nie dał lub, bron Boże, od ekonomicznych debilów lub innych faszystów nawyzywał. Małe a cieszy :)
Z dyskusji załapalem wyłącznie fragmenty (muszę w końcu też dbać o własne finanse), taki cymes postanowiłem zostawić sobie na wieczór i spokojną degustację ze szklaneczką single malts. Z tego co widziałem bylo rzeczywiście miło i przyjemnie. Tochę się nawet zdziwiłem, bo skoro optymiści zapowiadają katastrofę już za chwilę a pesymiści twierdzą, że pociąg odjechał i wokół tylko zgliszcza i ruiny, to niby dlaczego tak spokojnie i bez emocji? Ale nic to. Najważniejsze, że atmosfera dysputy była cacy, jak na licznie zgromadzonych doktorów, docentów i profesorów, z politycznego i naukowego nadania, przystało. Całkowicie zrozumiałe po uwzględnieniu, że ekonomicznych chuliganów (z tych co praktycznie i na codzień ekonomię uprawiają) albo nie zaproszono albo sami się wyprosili.
Ad hoc mam tylko jedno nieśmiałe i w gruncie rzeczy nieistotne pytanie: w jakim stopniu, miła atmosfera determinuje jakość debaty na temat przyszłości państwa w kontekście tragicznego (jakoby) stanu finansów publicznych i nadchodzącego kryzysu?


Komentarze
Pokaż komentarze (26)