Taka ostanio nastała w Polsce moda, że wszyscy wszystkim coś oddają lub nazywając rzecz po imieniu, ciskają w pysk. Orderami, dyplomami, paszportami lub nawet używanymi koszulkami. Abstrahując od szlachetnych (lub mniej) pobudek, tak mi się to spodobało, że postanowiłem wziąć udział w powszechnej zabawie. Zawsze to lepiej od ciskania pochodzeniem czy życiorysem. Jako człowiek nowoczesny i otwarty na wszelkie trendy i mody (jak równiez obarczony ludzką słabością do chwili sławy) zaczałem na gwałt zastanawiać się czym i w kogo mógłbym rzucić i co najważniejsze (dla mediów) pod jakim pretekstem.
Krótkie spojrzenie w tzw. rodzinne archiwa ograniczyło mój wybór do trzech (niestety) dokumentów. Matury, nostryfikacji dyplomu i paszportu. Żadnych książeczek partyjnych, żadnych orderów czy odznaczeń. Wstyd i hanba jak na ponad pięćdziesiąt lat na tym padole ale co robić, ponad połowę życia spędziłem za granicą i mam szczere wątpliwości czy rzucanie węgierskimi lub austriackimi dokumentami w polskich polityków ma jakis głębszy sens.
Skoro odfajkowałem sprawę CO, postanowiłem zabrać się za KOMU i DLACZEGO. A tu schody. Ludzie podpisani na moich dokumentach albo zażywają zasłużonej emerytury albo (co bardziej prawdopodobne) przenieśli się już na inny (mam nadzieję lepszy) świat. Z resztą osobiście i prywatnie nic do nich nie mam, poza wdzięcznością za otrzymane (lepsze lub gorsze) wykształcenie. Oczywiście były to instytucje (szkoły i uczelnie) komunistyczne, co jednak w żadnym stopniu nie obniża ich rangi edukacyjnej i sam fakt nie pozostawił na mnie jakiegos głębszegś piętna czy innej skazy.
Pozostał, jako jedyna alternatywa, paszport RP. Tu dopiero skala możliwości. Do wyboru do koloru. Mógłbym rzucić takiemu np. Niesiołowskiemi z Kłopotkami za zmuszanie przyszłych pokoleń do czytania Orzeszkowej i innych cegieł literatury polskiej czy takim np. Kaczyńskim i innym panom na „K“ za całoksztalt działalności. I wielu wielu innym tak sobie za żywota lub wygląd lub głupotę. Ale z jednej strony watpię czy docenią ten fakt a z drugiej, skoro mam go już (paszport), w kolejnych wcieleniach od ponad ćwierćwiecza (kosztował nie tylko pieniądze ale i liczne upokorzenia) i nie będę go poswięcać dla jakiejś lub jakiegoś (patrz tytuł), czy innej, (krótkotrwałej?) mody.
Conclusio: Mimo szczerych chęci nie mogę wziąć udziału w zabawie. Postanowiłem, że nie będę marnował ostatniej (i jedynej) „perły“-kuli. Poczekam na lepszą (godną) okazję. Obserwując polską scenę polityczną jestem dziwnie spokojny, że okazje same się znajdą. Więcej niż bym sobie i wszystkim uczestnikom Salonu24 - których serdecznie pozdrawiam - życzył.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)