Podobno z ewentualnego zwycięstwa Jacka Kurskiego ucieszą się jego partyjni przeciwnicy.
Chyba już zapomnieli (albo ci przeciwnicy albo dziennikarze) jak Kurski szybko sie podnosi po ewentualnych upadkach. Nie na darmo nazywano go Pitbullem Kaczyńskich.
Nie raz juz próbowano się go pozbyć. Czasem próbowała konkurencja zewnętrzna, czasem pewnie wewnętrzna. Skutek był taki że wracał mądrzejszy doświadczeniem. Dziesiejszy Kurski pod wieloma względami to już nie tamten młody pistolet.
I bardzo dobrze, bo na dłuższą metę zaufanie wyborców zdobywa się stanowczością, konsekwencją i opanowaniem. "Szczekanie" czy w ogóle czarny PR i negatywne kampanie są bronią obosieczną - często szkodzą jej używającemu. Szkoda że PiS jeszcze tego nie widzi (ale nie jest chyba tym razem aż tak źle jeśli wierzyć "słupkom").
Ja dodam tylko , że wyjazd do PE zasmucić może "przyjaciół" Kurskiego: Lisa, Żakowskiego i Wołka. Pamiętam jak kiedyś ci panowie (uwielbiający sobie mądże porozmawiać na antenie Tok FM) pod nieobecność Kurskiego donosili uprzejmie jak to sam Kurski poza anteną (ale jeszcze w studiu TokFM i przy ich obecności) określił informację o dziadku Tuska jako fałszywą ale po cichu dodał że "naród to i tak kupi".
Zdziwił bym się gdyby Kurski tak przyjaźnie traktował Lisa i Żakowskiego (do Wołka mógł mieć wtedy jeszcze "dobrą pamięć") żeby mówić im to co myśli i jak wygląda jego wyborcza taktyka. Zwłaszcza, że ta informacja (nawet w osławionym wywiadzie Angory), nie pochodziła od Kurskiego ale od dziennikarki.



Komentarze
Pokaż komentarze