Nie mam pretensji do PO za bezrobocie i za kryzys. Stan naszej gospodarki - chyba niezły na tle innych (zawdzięczamy go raczej PiS-owi niż PO) nie jest dla mnie silnym argumentem ani za ani przeciw tej partii.
Nie obwiniam też tego rządu za stocznie. Nie znam się, ale nie sądzę, że mogli coś jeszcze zrobić.
Mnie wkurza raczej to, na co naprawdę liczyłem.
W roku 2005 przekonany o przyszłej koalicji PoPiS długo się zastanawiałem na kogo głosować. Moje ekonomiczne poglądy (popieram np. podatek liniowy) powodowały, że powinienem głosować na PO.
Zaufanie, a raczej brak zaufania do PO i pamięć pewnej czerwcowej nocy, której rocznicę (siedemnastą) będziemy niedługo obchodzić, przekonały mnie jednak, że w Polsce program ekonomiczny nie jest w wyborach tak dla mnie istotny. Walka z postkomuną jest dla mnie najważniejsza, a tej ani bohater "Nocnej zmiany" Tusk, ani były szef URM w beznadziejnym dla mnie rządzie Suchockiej - Rokita, nie gwarantowali. Panowie mieli swój czas.
Zżymając się na socjalizujące zapędy środowisk PiS zagłosowałem na PiS.
W tym samym czasie podobny problem miał Ziemkiewicz (jeden z moich ulubionych publicystów) i wybrał PO.
Zaraz potem kotara opadła odsłaniając naga prawdę. Ziemkiewicz przyznał się do swojego błędu (na łamach Gazety Polskiej) a ja odetchnąłem na myśl jakiego błędu uniknąłem...
A teraz dziw mnie bierze, że najbardziej liberalne od tego czasu reformy wprowadził PiS i to jemu zawdzięczam to, że w tym roku zapłacę mniejszy podatek. I to podatkowych pomysłów PO (podatek ekologiczny od używanych aut) się boję. Naprawdę jestem tym zdziwiony!
Pamiętam jak cieszyłem się w roku 2005, że wreszcie ktoś ma dobry (prawdopodobnie) i logiczny projekt ustawy o VAT. Rokita o niej wiele opowiadał. Podobno napisała ją znana kancelaria prawna. Czy pamięta ktoś ta ustawę???? Gdzie ona się podziała?
Między bajki włożyć. Podobnie jak reformę administracji, budżet zadaniowy, itp.
Podatek Belki. Obecnie pożytek z niego niewielki, więc można by coś z nim zrobić. I co? I nic.
Ale są tez rzeczy, które mnie naprawdę zdumiewają....
W roku 2007 w czasie kampanii PO przedstawiło świetny projekt. Chlebowski pokazał listę pięciuset (o ile pamiętam) tzw. "danin publicznych", czyli opłat, które musimy na każdym kroku robić żeby dostać dowód osobisty, paszport, żeby urząd rozpatrzył jakieś podanie, żeby przerejestrować samochód.
Chlebowski argumentował (i w dalszym ciągu się z nim zgadzam), że to niewielki przychód dla budżetu a koszt i dla Państwa i dla podatnika znaczny.
Żeby kurde takiej jednej, prostej sprawy nie załatwili!!!
Właśnie moja żona zmieniała dokumenty w związku ze zmianą nazwiska. W urzędach zostawiła ponad 200 zł.
JEDNA PROSTA RZECZ.
JEDNA OBIETNICA!!!
Nawet tego PO nie może od dwóch lat załatwić???
Kochani. Pomórzcie! Może jest jakaś obietnica PO, którą ta partia jednak zrealizowała z pożytkiem dla wszystkich? Bo mam wrażenie, że realizuje to, czego nie obiecywała, jak walka z IPN czy "reforma" mediów.
Zawodowa Armia... Tak. Chyba to można zapisać na plus (nie pamiętam żeby to obiecywali, ale coś mi świta, że chyba tak)
Coś jeszcze????



Komentarze
Pokaż komentarze (8)